Z DZIENNIKA WSPÓŁSPACZA

Podbite oko, stopa między żebrami, palce w nosie i powieki podnoszone wbrew woli właściciela. To nie kadr z filmu Wzgórza mają oczy, a jedynie kadr z życia matki współśpiącej.

 Gdy na początku przygody ze współspaniem, wyobrażałam sobie naszą wspólną drogę, miałam przed oczami sceny z bajek Disneya – ja przeciągająca się beztrosko o poranku (czytaj o 09.00), obok latorośl z zaróżowionymi policzkami pochrumkująca na swojej połowie łóżka. Słodki zapach dziecka, ciepło i malutkie rączki, które okalają moją twarz przed zaśnięciem.

Ta złudna wizja macierzyństwa nie raz już zostawiła mi posmak goryczy w ustach. Moja przygoda ze współspaniem ewaluowała razem z wiekiem moich dzieci. Zaraz po przyjściu ze szpitala ssaki spały blisko… tak blisko, że czasami sklejałyśmy się spoconą  skórą, a odklejenie sprawiało ból.

Gdy zaczęły raczkować, moje umiejętności przetrwania we wspólnym łóżku rozwinęły się jak skrzydła albatrosa.

MATKO PAMIĘTAJ, DZIECKO TWÓJ SKARB

Przerabiałam już kilka opcji. Spanie na gąbce zakupionej w Jysk ( nie polecam), spanie na podłodze sauté, czyli bez niczego – również nie polecam, kolejno spanie na łóżku z jedną ścianą wspomagającą – wszystko zależy od giętkości ciała, jeżeli jesteś w stanie zwinąć się w dużego precla, blokując drogę ucieczki z trzech stron, to znaczy, że sobie poradzisz. Ze względu na moją figurę i umiejętności zwijania się w precla, rzeczona pozycja nie wychodziła mi najlepiej, i porzuciłam spanie na kanapie na rzecz spania w łóżku typu kingsize.

Niestety owe łóżko, ze względu na wielkość pokoju, stało w nietypowej odległości od ścian. W dziurze mieściła się głowa dziecka, a nawet cały tułów, o dziwo moja noga za cholerę tam wejść nie chciała. Drogą dedukcji udało mi się dość do tego jak zablokować nieprzyjemne i niewygodne otchłanie po bokach.  Przypieczętowało to naszą wspólną przygodę ze współspaniem na dobre.

Żadne dziecko nigdy mi nie spadło z łóżka. Zawdzięczam to swoim kocim ruchom, albowiem śpię na tzn. wysokiej czujności niczym lampart, kilka razy udało mi się złapać dziecko w ostatnim momencie, co o 2.00 w nocy nie jest takie oczywiste. Niemniej żadna z latorośli nie opuściła gniazda w trakcie współspania.

W tej chwili gdy dzieci chodzą, a młodsza latorośl prawie opanowała schodzenie z łóżka, bardzo trudno jest je powstrzymać od przemieszczania się. Zauważyłam, że po wspólnych nocach budzę się poobijana jak zawodnik MMA po walce o pas. Zweryfikowałam wypracowane metody blokowania miejsc zrzutu na łóżku, i doszłam do wniosków, że nowa sytuacja wymaga nowej techniki.

MATKO BROŃ SIĘ

Wprowadziłam pozycje obronne, dzięki którym mogę spać  lub odpoczywać w obecności latorośli, bez obaw o własne życie i zdrowie.

Zasady:

  1. Należy spiąć włosy mało atrakcyjną gumką, najlepiej recepturką albo kawałkiem pończochy w kolorze skóry,  która nie przykuje uwagi latorośli. Brak rozwichrzonych włosów zniechęci  potomka do wyrywania ich z głowy współspacza, szczególności z okolic skroni, gdzie boli najbardziej.
  2. Ukryj twarz. Jeśli to tylko możliwe zakryj nozdrza, usta oraz oczy w dłoniach lub ramionach, pozwoli ci to uniknąć wciskania małych palców zakończonych ostrymi pazurkami we wszystkie szczeliny. Dodatkowo unikniesz wywijania powiek, w celu sprawdzenia czy śpisz.
  3. Połóż się na brzuchu. Skakanie po plecach oraz pośladkach boli znacznie mniej niż skakanie po pęcherzu i żołądku.
  4. Jeżeli latorośl jest wyjątkowo zawzięta i próbuje dostać się w okolice twarzy ryjąc głową w poduszce, spróbuj ułożyć się w pozycji żółwia. Dobrze sprawdza się w tej sytuacji pozycja dziecka oraz krokodyla zapożyczona z jogi.
  5. Jeśli twoja latorośl śpi pod ścianą pozycja boczna ustalona, powinna zniechęcić potomka do znęcania się nad współspaczem.

 

NIE TRAĆ CZUJNOŚCI


Zdarzyło mi się raz o tym zapomnieć, leżąc ze starszą latoroślą na kanapie odpłynęłam w ramiona Morfeusza, palec wsadzony do nosa obudził mnie na tyle szybko, że uniknęłam utraty oka, jednak tamowanie krwotoku zajęło mi dobre kilka minut.

 

Przede wszystkim czerp garściami z tej rozkoszy, jaką daje współspanie z dzieckiem 😉

 Powodzenia!

 

 

 

 

 

 

Reklamy

ŚWIATOWY DZIEŃ SPRZECIWU WOBEC BICIA DZIECI

 

30 Kwietnia, nie obchodzimy go tak hucznie jak Dnia zakochanych czy imienin Andrzeja – może z czasem coś się zmieni. Wiecie, że w Polsce nie wolno bić dzieci? Ba! Nie tylko bić, ale wedle zapisu w Ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie i Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym osoby wykonujące władzę rodzicielską oraz sprawujące opiekę lub pieczę nad małoletnim mają całkowity zakaz stosowania kar cielesnych.

Na przełomie maja i czerwca 2013 roku Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak zainicjował kampanię społeczną „Reaguj. Masz prawo”, (…).  Kampania ma na celu stworzenie koalicji przeciwko przemocy wobec dzieci – (…) Musimy przyjąć raz na zawsze prawdę, że dziecko nie jest niczyją własnością, należy zawsze taktować je podmiotowo. Od 1 sierpnia 2010 roku w Polsce obowiązuje całkowity zakaz bicia dzieci, trzeba o tym pamiętać i przestrzegać tego ważnego prawa dzieci – Marek Michalak.

Co mówi kodeks o karach?

Odpowiedzialność karną określają przepisy art. 157 § 1, 2 i 4 Kodeksu karnego:

Art. 157. § 1. Kto powoduje naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia, inny niż określony w art. 156 § 1, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

2. Kto powoduje naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwający nie dłużej niż 7 dni, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

4. Ściganie przestępstwa określonego w § 2 lub 3, jeżeli naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia nie trwał dłużej niż 7 dni, odbywa się z oskarżenia prywatnego, chyba że pokrzywdzonym jest osoba najbliższa zamieszkująca wspólnie ze sprawcą.

Zachęcam do zapoznania się z materiałami RADY EUROPY

Czym jest kara cielesna?

Komitet Praw Dziecka (ang. CRC), organ monitorujący Konwencji o prawach dziecka Organizacji Narodów Zjednoczonych (ang. UNCRC) definiuje cielesne bądź fizyczne karanie, jako:

każde karanie, w którym została użyta siła fizyczna i które było zamierzone, by spowodować pewien stopień bólu i dolegliwości, bez względu na to, jak byłoby ono lekkie. Większość polega na biciu dzieci ręką („dawaniu klapsów”, „policzkowaniu”, „dawaniu w skórę”), bądź przy użyciu narzędzia – bata, pałki, paska, buta, drewnianej łyżki, itp. Może jednak polegać też np. na kopaniu, potrząsaniu bądź rzucaniu dziećmi, drapaniu, szczypaniu, gryzieniu, ciągnięciu za włosy czy za uszy, zmuszaniu dzieci do stania w niewygodnych pozycjach, przypalaniu, powodowaniu oparzeń czy zmuszaniu do połykania (np. mycie dziecku ust mydłem, czy zmuszanie go do połykania ostrych przypraw). W opinii Komitetu karanie cielesne jest bezwzględnie poniżające. Ponadto istnieją również inne, niefizyczne formy karania, które są również okrutne i poniżające, a zatem niezgodne z Konwencją. Obejmują na przykład karanie, które polega na umniejszaniu znaczenia dziecka, poniżaniu, oczernianiu, obwinianiu, straszeniu czy ośmieszaniu dziecka.

Jeśli nadal nie jesteście pewni czym jest przemoc, to min:

Szarpanie – to przemoc

Wyzywanie – to przemoc

Ośmieszanie –  to przemoc

Poniżanie – to przemoc

Zmuszanie do jedzenia na siłę – to przemoc

Stanie w kącie na jednej nodze – to przemoc

Klęczenie na grochu – to przemoc

Fakt, że pradziadek znał smak pasa i wyrósł na ludzi to żaden argument a stek bzdur. Dzieci to nie prawie ludzie, których można traktować jak głupszych dorosłych. To przyszli naukowcy, lekarze, matki i ojcowie. To oni będą tworzyć nasz świat. Bez względu czy masz dzieci, czy nie, czy  nawet ich nie planujesz – to bez znaczenia, REAGUJ. Nie bądź bierny/a na krzywdę dziecka. Nie odwracaj głowy gdy na ulicy widzisz bite i szarpane dziecko. Nie zakładaj słuchawek na uszy gdy obok siedzi dorosły, który wyzywa i poniża dziecko. Nie zamykaj okna w domu żeby nie słyszeć jak dziecko sąsiada prosi żeby go nie bić. BIERNOŚĆ również krzywdzi.

„Dziecko jest pergaminem szczelnie zapisanym drobnymi hieroglifami, których część tylko zdołasz odczytać, a niektóre potrafisz wytrzeć lub tylko zakreślić i własną zapełnisz treścią.”

                                                                                                               – Janusz Korczak

 Czemu dzieci nie wolno bić?! Przede wszystkim dlatego, że to boli. To chyba najprostsza odpowiedź. Jeżeli jestem w mięsnym i czyham w ukryciu jako 7 w kolejce na zacne żeberko ale pani przede mną je kupuje – nie ściągam buta i jej nie okładam, nie mówię do niej, że jest beznadziejna. Nie robię tego nawet jeżeli miałam strasznie paskudny dzień, nie spałam w nocy, a szef zmieszał mnie z błotem i mam ochotę zabić cały świat. Nie robię tego.

Gdy jestem w restauracji ze znajomymi, a koleżanka Hanka łokciem strąca kieliszek wina i rozlewa wszystko na biały obrus, kelner podchodzi i kręci nosem – czy wstaje i zaczynam wyzywać koleżankę od debili, tumanów, nieudaczników? Nie. A gdy zrobi to dziecko? – czy wtedy mamy jakieś wyższe prawo żeby je poniżyć, zganić, skarcić za bycie fajtłapą? Nie.

Czemu warto NIE BIĆ dzieci i NIE STOSOWAĆ wobec nich przemocy

Przemoc wyzwala stres. Stres zabija neurony. Mózg zmienia swoja strukturę.

„Jak opisują badacze w najnowszym numerze specjalistycznego „American Journal of Psychiatry”, u osób maltretowanych w dzieciństwie zanikają niektóre obszary mózgu. Badania skanerem wykazały, że jest mniej istoty szarej – budulca kory mózgowej – i to w rejonach kluczowych dla procesu myślenia, odpowiadających za przetwarzanie informacji.(…) mózgi dzieci bitych do złudzenia przypominają mózgi weteranów wojennych cierpiących na zespół stresu pourazowego. Naukowcy dostrzegli na obrazach z fMRI chorobliwie wysoką aktywność w rejonach zawiadujących odpowiedzią na stres – pojawiała się ona natychmiast, kiedy tylko naukowcy pokazali dzieciom zdjęcia osób, na których twarzach widać było złość czy gniew. ” (Newsweek)

 Jeśli chcesz wychować mądre, pewne siebie dziecko, które w przyszłości będzie wartościowym dorosłym, asertywnym, empatycznym, inteligentnym – nie bij. Nie krzywdź. Nie poniżaj. Jeżeli jesteś świadkiem stosowania przemocy wobec dziecka – REAGUJ. Nie bądź bierny.

 

WYKORZYSTANE MATERIAŁY

https://pl.wikipedia.org/wiki/Kara_cielesna

https://rm.coe.int/CoERMPublicCommonSearchServices/DisplayDCTMContent?documentId=090000168046d0a8

http://www.dziecinstwobezprzemocy.pl/strona.php?p=7

http://brpd.gov.pl/aktualnosci/swiatowy-dzien-sprzeciwu-wobec-bicia-dzieci-1

http://www.newsweek.pl/nauka/bicie-dzieci-skutki-przemocy-wobec-dzieci-uszkodzenia-mozgu-newsweek,artykuly,342555,1.html

 

 

 

RODZICIELSTWO BLISKOŚCI I KARMIENIE BUTELKĄ

Dziś wsadzam kij w mrowisko

Z pośród wielu filozofii związanych z wychowaniem, RODZICIELSTWO BLISKOŚCI  jest mi najbliższe. Nie jestem fanatykiem tego tematu jedynie skrytym amatorem. Temat jest dość rozległy, jednak na każdym forum, w każdej grupie i na każdym wpisie na blogu związanym z RB możemy przeczytać, że podwaliną, kamieniem węgielnym i głównym filarem RB jest KARMIENIE PIERSIĄ, bez tego ani rusz. Z wielką nostalgią, zazdrością i wzruszeniem oglądam wszystkie zdjęcia mam karmiących – na kwiecistej łące, na puszystym kocyku, na miękkiej kanapie przy kominku. My „mamy” wiemy, że karmienie tak nie wygląda, to nie sielanka, czasami jest ból, łzy, chwile rezygnacji, gorączka, zastoje, nie każdemu udaję się karmić piersią. I co wtedy? Czy jeżeli nie karmię piersią nie mogę już być w bliskiej relacji?

NIE KARMIĘ PIERSIĄ.

Przez kilka miesięcy KARMIŁAM INACZEJ (kpi) jednak to zadanie mnie przerosło i zrezygnowałam, wielkie chapeau bas dla wszystkim mam, które swoją przygodę z laktatorem  kontynuują przez kilka lat – nie mam pojęcia skąd bierzecie na to siłę dziewczyny. Ja wymiękłam.

W kontaktach codziennych staram się być blisko z córkami.  Razem się kąpiemy, razem śpimy, razem spędzamy całe dnie, nosimy się , tulimy, traktujemy z szacunkiem, słuchamy swoich potrzeb, wyrażamy emocje i mówimy o uczuciach. Tylko to jedno robimy inaczej – nie karmimy się.

Karmienie BUTELKĄ nie stanowi przeszkody w budowaniu bliskiej relacji z dzieckiem.  Nie jestem zwolennikiem sztucznego karmienia, nie promuję mleka modyfikowanego i nie neguję zasadności i bezkonkurencyjnej przewagi karmienia piersią nad karmieniem mlekiem modyfikowanym. Nie ma substytutu kobiecego mleka. Żadna mieszanka go nie zastąpi.

CZY KARMIĄC BUTELKĄ MOŻNA BUDOWAĆ BLISKA RELACJĘ?

Można. Ja się staram karmić w pozycjach w jakich karmiłabym piersią. Jeżeli mam taką możliwość kładę się z córką do łóżka na karmienie, w nocy młoda lubi spać wtulona we mnie z butelką w buzi więc, gdy zaśnie wyciągam i podmieniam na pustą bo nie lubi smoczka. Jeżeli podczas kąpieli młodzież poczuje taką potrzebę – karmię ją w wannie, staram się zawsze brać dziewczyny na ręce podczas karmienia. Mleko zawsze jest przyjemnie ciepłe, nigdy gorące a tym bardziej zimne. Starsza ma już dwa lata więc bardzo rzadko biorę ją na ręce podczas karmienia – najczęściej gdy jest jej smutno albo jest zazdrosna o młodszą latorośl. Natomiast młodsza najbardziej lubi leżeć na mnie podczas karmienia. Ponieważ butelka nie jest ciepła i miękka jak pierś mamy, zawsze staram się zaspokajać jej potrzebę bliskości w kontaktach skóra do skóry. Nawet starsza córka lubi poprzytulać się do mnie w wannie, a w chwilach zdenerwowania gmera mi w dekolcie. Ja się zawsze śmieję, że wie jak złapać mamę za serce.

Określenie “nursing” w języku angielskim w dosłownym tłumaczeniu oznacza karmienie i pielęgnację, jednak w samym słowie zawiera się o wiele więcej

– pocieszenie, ukojenie – bez różnicy czy piersią czy butelką. Czas karmienia to coś wiele więcej niż czas „odżywiania” . To również czas szczególnej bliskości. Wzajemne dawanie, okazywanie sobie tej bliskości, które jest nieodzowną częścią karmienia piersią może również mieć miejsce podczas karmienia butelką. Prócz podania dziecku butelki obdarzmy je naszym spojrzeniem, dotykiem skóry, brzmieniem głosu, naszą troską. Wówczas otrzymamy w zamian wiele więcej niż pustą butelkę.

Żródło http://www.attachmentparenting.org/support/articles/bottle; From The Baby Book by William Sears & Martha Sears[ tłumaczenie własne]

Jeżeli karmisz butelką i pragniesz budować z dzieckiem bliską relację:

  • Nawiązuj kontakt wzrokowy
  • Bierz dziecko na ręce podczas karmienia
  • Pozwól poczuć ciepłotę swojego ciała, jeżeli nie możesz się rozebrać ubierz krótki rękawek
  • Pamiętaj, żeby nie pocieszać dziecka za każdym razem butelką – przytul, weź na ręce, staraj się podążać za jego potrzebami, płacz nie zawsze oznacza głód to również komunikacja, może oznaczać „ jestem smutny, tęsknię”
  • Reaguj na płacz dziecka
  • Jeśli nie chcesz spać z dzieckiem, bądź w pobliżu
  • Tul, noś, bierz na ręce
  • Nie tresuj dziecka, to nie pies

Jeżeli dotrwaliście do końca to bardzo mi miło, pragnę zauważyć, że wpis nie każdego zainteresuje, nie namawiam w nim ani do karmienia butelką, ani do współspania, ani do rodzicielstwa bliskości. Sama czasami mam wszystkiego dosyć i wiem, że macierzyństwo jest trudne a każda mama daje z siebie 110% normy.

 

Dla zainteresowanych tematem  polecam strony internetowe:

http://www.askdrsears.com/topics/feeding-eating/bottle-feeding/bottlefeeding-tips

http://attachmentparenting.co.uk/responsive-bottle-feeding/

http://www.attachmentparenting.org/support/articles/bottle

 

 

 

 

Co było a nie jest nie pisze się w rejestr

co-bylo-a-nie-jest

Obraz: William Adolphe Bouguereau “Charity” (1878)

Nowy rok się zbliża i nie będę oryginalna – to czas podsumowań i noworocznych postanowień. Matka ma takich postanowień wiele bo trochę narozrabiała. Z reguły postanowień nie miałam i świetnie mi wychodziło ich nierealizowanie – czyli bez wyrzutów sumienia i zagryzania smutków. W tym roku plan jest ostry jak brzytwa Ockhama bo Matka ma w planach zostać królową fitnessu i kocicą biznesu. Jak już będę Jane Fondą macierzyństwa z tyłkiem twardym jak diament to kupię sobie taki wysięgnik do komóry żebym mogła robić selfie z odległości i w końcu na zdjęciach będzie widać  gdzie jestem a nie tylko dwa podbródki i czoło.

Rok 2016 był dla mnie bardzo łaskawy, dał mi szanse pełnienia wielu funkcji od kobiety żółwia, hybrydy dziecko-matka przez  człowieka hubę, a skończywszy na drzewie eukaliptusowym . Ostatnią funkcje pełnię nadal przy najmłodszej hrabinie i  latorośl nie zamierza zrezygnować z „koalowania” Matki. Poniżej definicja Koali Mlecznego wg MH:

Koala mleczny – gatunek torbacza rodziny koalowatych. Zwierzę mlekożerne zamieszkujące tereny Wschodnio Europejskie . Koala schodzi z Matki tylko po to, aby przejść na kolejnego osobnika. Żyje w niewielkich grupach złożonych z samca i kilku samic .

ŁOJEZUSMARIA wszystko się zgadza …..to nasza rodzina.

Jednym z moich postanowień jest nauka REGENERACJI. Tak, dokładnie, regeneracja i tutaj pragnę wspomnieć, że w roku 2017 chciałabym zostać KOBIETĄ KASZALOTEM. I nie ma się z czego śmiać wiecie, że taki kaszalot przesypia jedynie  7 proc. swojego życia (!)  słownie siedem procent i to go nie męczy. Stając przed tym wyborem wahałam się jeszcze między kobietę wielorybem i człowiekiem delfinem.  Albowiem, ssaki te mają umiejętność, której mi brakuje, a którą powinna mieć KAŻDA matka – śpią połową mózgu…. Jedna połowa w ramionach Morfeusza a druga połowa reaguje na bodźce i gdyby tak chociaż jedna moja półkula mogła się wyspać to ja bym była bardzo szczęśliwa. Dodatkowo jeśli wierzyłabym w reinkarnację to byłabym pewna , że moja pierworodna hrabina w poprzednim wcieleniu była właśnie DELFINEM albowiem delfin przez pierwszy miesiąc od urodzenia WCALE NIE ŚPI i tutaj wszystko by się zgadzało…

Tajemnej sztuki regeneracji uczę się aktualnie od moich latorośli gdyż dziewczęta są biegłe w temacie – podobnie jak kaszaloty przesypiają nie więcej niż 7% swojego życia… Nie jestem pozostawiona sama sobie w tej decyzji bo hrabiny pomagają mi jak mogą trwać w wyżej wspomnianym postanowieniu np budzą się w nocy na kilkugodzinne animacje. Wczoraj drugorodna wstała zaledwie trzy razy z pobudką o 5.40 –  i generalnie to jest niezły wynik, niezły w porównaniu do poprzednich doświadczeń z tzn „spaniem”, tylko ja liczę te pobudki od momentu gdy zasnęła na dłużej niż 20 minut …. A zasnęła o 1.30 w nocy. Zapewne KTOŚ by rzekł, że za późno i ten KTOŚ miałby całkowita rację, bo za równo ja jak i ojciec hrabin tak uważamy, niestety za cholerę hrabiny tego zdania nie podzielają… Wczoraj usypiałam drugorodną 5h czyli dłużej ją usypiałam niż spała.

Za co dziękuję temu staruchowi 2016 – dziękuję ci za te bezzębne uśmiechy o 3 nad ranem, za wyciągnięte ręce, za drzemki z jedną ręką w górze żeby koala mógł spokojnie wkomponować się pod pachę, za wszystkie „ dzidziaki” i „dzidziomamy” , które mnie budziły, za ciepłe małe dłonie i klejące stopy, za makaron na ścianie, za jedzenie w bucie, za banana na nogawce od spodni i za te wielkie roześmiane oczy. Za to ci  dziękuje – bo to był jeden z najlepszych ROKÓW jakie miałam w życiu…

Matka nie jest statystycznym polakiem

 

poczytaj mi mamooo!!!

Uwielbiam czytać, niestety ostatnio każda książka, którą otworzę kończy przeczytana do połowy i zostaje odłożona na specjalna półkę woluminów pt. „czytam / jestem w trakcie”. Półka już się ugina a leżą na niej książki ze wszystkich możliwych dziedzin od psychologii przez thriller i na romansie kończąc. Na pytanie czy czytam zawsze odpowiadam – tak!  No jak ja nie czytam, przecież ja czytam codziennie podręcznik do angielskiego i to nie jakiś tam jeden co przysłowiowy nauczyciel wykuł na pamięć i teraz recytuje z głowy, o nie, nie, ja czytam ich dziesiątki bo inaczej umarłabym z nudów przy jednym. Dzisiaj miałam zajęcia z FC i o halo, halo znów wpadł mi w oko ciekawy artykuł –  a mówią, że szkoła już nie uczy ha! Czytałam artykuł o łzach, tak właśnie o łzach i dowiedziałam, że łzy smutku mają zupełnie inny skład od takich łez płynących z oczu z powodu przysłowiowego zatarcia, i tak czytam, czytam no i tak się wkręciłam, że zapomniałam o wstawianiu czasowników w luki i wiecie co… podobno te łzy smutku i frustracji mają w składzie substancje, które po „wypłakaniu” z organizmu powodują, że się lepiej czujemy w związku z czym nie wolno powstrzymywać się od płaczu szczególnie od takiego płaczu ze złościo-smutku bo wtedy te wszystkie straszne substancje w nas zostaną i będziemy nadal źli. Rozmyślam nad tym bo ja nie wiedziałam, że prowadzę TAKI ZDROWY  tryb życia! Bo akurat wstrzymywanie łez do moich atutów nie należy a powiem nawet, że od kiedy allegro emituje reklamę o dziadku, który jedzie do wnuczki to mój wskaźnik wyrzutu złych łez wzrósł dwukrotnie. Chciałabym też wrzucić na ścianę na FB zdjęcie swoich skarpet z podpisem „ czytam, pije grzane wino, relaks, cud miód , kuzki całuski hasztag to moja 42 z 53 w tym roku” nie dla mnie ta zabawa, nie dla mnie. Wczoraj uczeń zapytał mnie jaką książkę ostatnio czytałam no i myślę, myślę i wychodzi na to, że „kiedy idę spać” była moją ostatnią książką i  bynajmniej po niej nie zasnęłam.

Gdyby tak podsumować wszystkie książki, wliczając serię wierszy Brzechwy, Konopnickiej, 100 zabaw z niemowlakiem, księgę wymagającego dziecka i e-book Juula, który czytam już trzy miesiące to może uzbierałoby się na tyle żebym mogła wrzucić na FB baner z napisem „nie jestem statystycznym polakiem, lubię czytać”.

Zastanawiają mnie te wszystkie książki dla rodziców dzieci wymagających, jak to jest, że żadna nie jest wydana w formie AUDIOBOOKA?! Wstaję rano, ustawiam tryb zombie, przewijam, podmywam, karmię potem zmieniam pokój i robię dokładnie to samo, następnie biorę młodzież do kolejnego pokoju i siup na podłogę wtedy biegnę po kawusie –  nie pije tylko stawiam w zasięgu wzroku i lecę robić śniadanie bo młodzież KONA z głodu już ani sekundy nie wytrzymają. Zjadamy razem – ja co kto zostawi, i zaczynamy dzień. Nosimy, wozimy, tulimy, obkładam się dziećmi i łypię okiem na moja kawusie do której zawsze nie sięgam ręką. Nawet jak młodzież przyśnie to tak, że nie ma jak się ruszyć i zawsze poza zasięgiem ręki jest cały świat. Podczas takiego czasu wolnego, który spędzam na urlopie, mogłabym posłuchać poradnika np. „jak ogarniać gdy nie ogarniam” lub „jak żyć gdy nie masz czasu na nic”, niestety większość tych poradników to grube cegły, na które czas mają rodzice nastolatków i bezdzietni.

Hrabina ma ulubiona książeczkę, przynosi mi ja tysiąc sześćset dwadzieścia osiem razy dziennie „ mamo, to” i czytamy… w parku na ławeczce pan czyta córeczce…. błękitna książeczka, kiedyś ją uwielbiałam teraz jej nienawidzę, kolejny rok z tą samą lekturą może mnie zniszczyć. Lektura to lektura nie ma co wybrzydzać.

Bigosu szukam, szczęścia szukam #bigosgate #święta

 

Opatrzność czuwa, teściowa uraczyła nas dzisiaj wigilijnym bigosem w opcji na wynos czyli w mojej ulubionej opcji. Przy dwójce dzieci łatwo jednak własne oko zostawić w umywalce a co dopiero pamiętać o jakiejś tam reklamówce z bigosem. Generalnie sama afera Bigos Gate by mnie tak nie poruszyła gdyby nie fakt, że konam na zatoki i tak się złożyło, że reklamówka z bigosem zawierała również moja apteczkę , która ratuje mi życie w ten cudowny przed-przedświąteczny weekend.

Po powrocie do domu uznaliśmy z moim lubym, że skoro w Tesco, Pepco i nawet w centrum stoi choinka to czas nagli i naszą również czas przynieść z piwnicy. Gdy jesteś już rodzicem słowa „ej chodźmy do piwnicy po ozdoby i ubierzmy choinkę” mogą być śmiało przetłumaczone na „ ej choć wykąpiemy, nakarmimy, uśpimy dzieci, ogarniemy mieszkanie, wyrzucimy śmieci, zjemy resztki po dzieciach i pójdziemy do piwnicy po resztki ozdób na choinkę i może jak ją przyniesiemy to będzie jeszcze przed północą i ją ubierzemy”. Tak tez zrobiliśmy, w wieczornym gwarze i kotle obowiązków oddelegowałam ślubnego do osiedlowego kontenera w celu pozbycia się zalegających śmieci, które zakryły podłogę w kuchni. W okolicach resztek doby mąż uznał, że co jak co ale o północy bigos smakuje najlepiej więc ruszył hyżo do kuchnia… niestety ku naszemu zdziwieniu reklamówka z darami od teściowej i moimi prochami zniknęła. Wniosek nasuwał się sam. To wina męża bo przecież nie moja. Wysłałam ślubnego do śmieci a on pokornie wystał swoje pod śmietnikiem i wrócił, bo jak wiadomo mężczyźni maja bardzo wyczulony węch i takie grzebanie w śmieciach to nie dla nich.

Jako, że głowa zaczęła przypominać o swoim istnieniu, ból życia zmusił mnie do wyjścia. Przywdziałam wełnianą czapkę, onuce, spodnie w gwiazdy od pidżamy, zimowy płaszcz i ruszyłam z natarciem na kontener. Jestem, stoję i patrzę, ludzie wyrzucają śmieci przed północą… wstydzą się pewnie, że taki syf mają w domu, no cóż ja też właśnie się zastanawiam jak tu zanurkować i widzę jak ten bezczelny sąsiad z bramy obok idzie sobie z milionem śmieci do mojego kontenera, który musze przeszukać, niech mi tylko spróbuje wrzucić swoje paskudne śmieci ja tu research robię. Zakasałam rękawy, przywdziałam lateksowe rękawiczki, przyświeciłam smartfonem i szukam. Jest jedna nie to nie nasza… jest reklamówka … widzę moje leki lekuszki kochane, widać również bułkę bigos i kawę od teściowej. Pan stoi obok i patrzy co robię a ja grzebię po czym wyciągam zawartość i dzwonie do męża informując jak to bohatersko znalazłam, i że on na pewno nie szukał tylko stał więc nie jest taki super jak ja. Pan obok patrzy i trzyma te śmieci nie wiem na co czeka może myśli, że ja tu recycling robię w czarnym kontenerze.

– Pomóc?

– Nie dziękuję, bigosu szukam

– dobranoc

– dobranoc

Po powrocie do domu wspólnie z mężem debatowaliśmy nad istotą jedzenia bułek ze śmietnika, stanęło na tym, że w sumie tak długo tam nie leżały i nawet nie śmierdzą, a bigos bez bułki to nie bigos więc można śmiało jeść.

Mniam.