MISIAKI. Mama Milusińska i problem ze snem.

IMG_20170601_193039Dzisiaj dzień dziecka, mam dla was coś zupełnie z innej beczki – bajkę. Ci z  was, którzy śledzą moje wypociny na blogu regularnie, zapewne wiedzą, że zdarza mi się napisać bajkę 😉 Poprzednie części przygód rodziny Milusińskich oraz zabawne perypetie mamy Milusińskiej możecie poznać TUTAJ. Wszystkiego dobrego, i pamiętajcie żeby karmić swoje wewnętrzne dziecko! Niech rośnie w siłę. 

 

MAMA MILUSIŃSKA I MISIO TRENER

Słońce wstało nad Doliną Przyjaźni dość wcześnie, jednak jeszcze przed słońcem wstał Milusinek. Chodził po mamie ciągnąc ja raz po raz za futro i uszy, wsadzał palce w nos i pchał łapy do buzi.

– Mama, mama! – wykrzykiwał radośnie. Mama Milusińska nie była rannym ptaszkiem. Po kilku godzinach snu na raty miała ochotę wsadzić głowę do kanki z miodem i zasnąć.

– Misio Jezusie! Kiedy ty się regenerujesz – wyszeptała zaspana. Milusinek był mistrzem chaosu, gawra mamy Milusińskiej wyglądała jak po nalocie myśliwych. Gdzie się nie pojawił mały miś tam zostawiał za sobą bałagan. Pchał wielką głowę w każdą szczelinę, był intensywny, był ciekawski i niecierpliwy. Był misiem wymagającym.

Mama  Milusińska wygrzebała się z łóżka, trawę za oknem pokrywała jeszcze rosa, pani sowa szykowała się właśnie do snu a na niebie widać było poświatę księżyca, który mijał się z jaśniejącym słońcem na nieboskłonie.

– To chore, małe misie śpią o tej godzinie. Gdybyś jeszcze spał w nocy… Mama Milusińska czuła się jakby zmartwychwstała, poszła umyć kły do łazienki, Milusinek siedział na jej łapie i bawił się kępką mchu. Mama Milusińska już dawno nie wyrywała mchu z podłoża. Nasza gawra jest w takim stanie, że będziemy musieli się wyprowadzić – pokiwała znacząco głowa i westchnęła.

– PUK PUK – to pan dzięcioł dobija się do gawry.

– Coś się stało?

– Mam dla pani przesyłkę, chyba od ciotki z Yellowstone.

Faktycznie, postęp technologiczny jaki poczyniły misie w ostatnim czasie był zadziwiający, Milusińska często udostępniała drzeworyty na zwierzobooku i dzięki temu znajomi i rodzina wiedzieli co u niej słychać. Ciotka Bubu przesłała jej książkę.

– Mam nadzieje, że to komiks albo audiobook – powiedziała mama – na nic dłuższego nie znajdę czasu.

W paczce była książka autorstwa Tracy Hedgehog „Język misia”. Dodatkowo w książce znajdował się liścik od ciotki

„Kochana Milusiu, słyszałam, że całkowicie sobie nie radzisz ze swoim misiem. Te pokolenie młodych mam, takie nieodporne i leniwe, no cóż ci powiem, inni sobie radzą. Przesyłam ci bestseller, u nas w Yellowstone wszystkie mamy zachwalają Tracy Hedgehog. Przeczytaj i nauczysz się jak należy postępować z misiem. Ja ci to mówię, wychowałam 5 misiów i moja gawra zawsze była czysta i pachniała mięsem a wujek niedźwiedź był 100% Grizzlim… również w alkowie.

Zrób coś ze sobą.

Pozdrawiam ciotka Bubu.”

Mama Milusińska przeglądnęła książkę ale łapy jej nie oderwało, instynktownie wrzuciła lekturę do ciemnej dziury w rogu izby i poszła do misia trochę się poprzytulać. Misio już tam był i już narozrabiał. Wyrzucił wszystkie futra z szafy i na nie nasikał. Mama Milusińska spojrzała na niego z dezaprobatą, czasami jak się wścieknie to drży jej powieka, wtedy Milusinek wie, że trzeba zwinąć się w kulę i unikać kontaktu wzrokowego. Tak było tym razem.

Moje ulubione futro… jak tak dalej pójdzie to niedługo będę musiała się owijać liśćmi babki lekarskiej. Wzięła misia na łapy i wyszli na spacer.

Misia było słychać w całej dolinie… – Eh misiu ty chyba zostaniesz śpiewakiem – wyszeptała mama i zarzuciła misia na plecy.

– Co go pani tak męczy, położyłaby go pani do wózka to pospałby jak król lasu. – Zagadywała stara wilczyca. Mama Milusińska przywykła już do tego, że cały las wie lepiej niż ona sama. Uśmiechnęła się i ruszyła na najbliższą polanę. Dzień minął radośnie, młody dokazywał jak co dzień, był zdrowy i szczęśliwy i to było najważniejsze.

Wieczorami mama Milusińska lubiła wejść na Zwierzobooka i popodglądać co robią  zwierzaki, które nie mają jeszcze potomstwa.

Popatrz tato Milusiński to żona Jeża Jeżego, ależ ona ma igły, powiedziałbyś, że ma w domu małe jeże. A te zdjęcia z przyjęcia u Chrup Doga… Misio Jezusie ależ ona mnie złości. Pani perfekcyjna, ostatnio udzielała porad kiedy wprowadzać miód do diety… rozumiesz! ona może co najwyżej opowiadać o tym jak przyrządzić moskity, a pcha nochal do naszego miodu!

-Zostaw, po co się ekscytujesz, jak masz z tym taki problem to idź do misiologa, może to jakiś problem z dzieciństwa.

-Pomocny jak zwykle. Po prostu nie rozumiem jak ludzie mogą to oglądać. Przecież to jest wszystko na pokaz, nie można mieć tak czysto, tak dobrze wyglądać i robić te wszystkie rzeczy, o których pisze.

– Przecież to portale społeczno-misiowe, w misio necie możesz napisać co chcesz, nawet, że jesteś czaplą. A ty się ekscytujesz jakbyś źródło wiecznego miodu znalazła.

– o niczym już  z tobą porozmawiać nie można

– Można, tylko jakaś tam żona Jeżego, która wygląda jak szczotka do futra, mnie nie interesuje. Ty mnie interesujesz – żona pana Milusińskiego.

Pan Milusiński zawsze wiedział jak sprowadzić mamę Milusińską na ziemię gdy traciła grunt pod łapami.

– Kocham cię.

– Taką puchatą, z nieobgryzionymi pazurami, bez futra na dekolcie…

– Misie są puchate, chude to mogą być łasice, pazurami drapiesz mnie po plecach a brak futra na dekolcie świadczy, że ktoś często na nim leży, ktoś bardzo ważny dla nas obojga.

– Eh tato misiu zawsze wiesz co powiedzieć. Ja ciebie też kocham.