Bajka z morałem

Kolejna z serii bajek Matki Hrabiny, tym razem bajka z morałem. Przyznam się w tajemnicy, że uwielbiam pisać bajki 😉 Częstujcie się. Historia pana borsuka odbiega nieco od serii związanej z rodziną Milusińskich, to wątek poboczny o tajemniczym sąsiedzie. Każdy ma takiego sąsiada, o którym krążą mity i legendy miejskie. Posłuchajcie co przytrafiło się panu borsukowi…

– Czasami się zastanawiam, czy gdybym urodził się w innym lesie to byłbym teraz kimś zupełnie innym.

– Myślę, że w środku byłbyś takim samym misiem, może z innym futrem… ale w środku takim samym – powiedział jeżyk i zwinął się w kulkę.

***

Borsuk

Jedyne, co miało jakieś znaczenie, to to, że znalazłem mojego pierwszego przyjaciela, a tym samym zacząłem naprawdę żyć.

– Tove Jansson,  Muminki. Księga druga

 

Pan borsuk mieszkał sam. Sam jak palec. Stracił ogon podczas leśnego powstania. Nikt nie wiedział skąd się wziął ani skąd pochodził. Czy miał rodzinę? Przyjaciół? Borsuk nie był zbyt towarzyski.  Był zły. Ta złość, która w nim mieszkała wychodziła czasami na zewnątrz. Widać ją było gdy krzyczał na małe jeże grające w grzybowego zbijaka na polanie.

Jeże śmiały się ze staruszka i rzucały żołędziami w okna jego nory. Borsuk był za prawdę zgorzkniały, nikt go nie odwiedział i nikt nie pytał czy potrzebuje pomocy. Miewał gorsze dni, wtedy nawet talerz dżdżownic nie robił na nim wrażenia, chciał zostać sam, czuł ten palący niepokój w środku i strach… strach przed wszystkim co go otacza. Przytłaczał go blask słońca i mrok nocy. Borsuk był bardzo nieszczęśliwy.

Pewnego dnia do nory borsuka zapukał Mulak. Borsuk był bardzo zdziwiony, że młody Mulak przywędrował taki kawał drogi z zachodniej części lasu.

-Co cie tu przywiało?! – Mulak spojrzał spode łba i cichym głosem odrzekł

– Nie wiem gdzie jestem, chyba się zgubiłem.

– Do mojej nory się nie zmieścisz, Mulaki nie wchodzą pod ziemię. Idź na rykowisko może tam spotkasz kogoś kto ci pomoże. Tutaj szczęścia nie znajdziesz.

Ale Mulak był już tak słaby, że położył się przy norze borsuka i zasnął. Borsuk wpadł w szał. Zaraz zadzwonił po służby leśnie i począł przekonywać, że młody Mulak wtargnął na jego posesję i prosi o wsparcie. Niestety borsuk słynął w Dolinie Przyjaźni ze swojej złośliwości i inne zwierzęta nie chciały mu pomagać co tylko bardziej go rozjuszało.

– Należy mi się! Straciłem ogon w powstaniu leśnym! Dla was! Dla was walczyłem jak wariat i co mi zostało, nawet na usunięcie Mulaka liczyć nie mogę. Trzasnął z całej siły telekonwersatorem o blat drewnianego stołu aż pękła słuchawka. W wolnych chwilach borsuk pisał skargi na mieszkańców Doliny przyjaźni. Teraz jednak nie miał ochoty nawet na to. Patrzył przez okno na marznącego Mulaka.

Masz  – powiedział borsuk podsuwając Mulakowi pod nos talerz młodych pędów i grzybów leśnych – Chyba jadasz takie rzeczy. Mulak uśmiechnął się i przyjął podarunek. Kolejnego dnia borsuk wyszedł przed swoją norę i ku jego zdziwieniu zauważył, że Mulak nadal tam jest.

– Hej ty – krzyknął szturchając jelonka łapą – uciekaj stąd, idź przeszkadzać gdzie indziej. Mulak podziękował za gościnę i zniknął między drzewami. Nie minęło kilka godzin jak borsuk znów go zauważył. Tym razem leżał na mchu wpatrzony w niebo. Nie wyglądał na zagubionego.

– Młody, co ty tu jeszcze robisz? Nie miałeś szukać rodziców?

Mulak wyglądał na zmieszanego – tak, tak idę właśnie się zbierałem – powiedział.

Borsuk nie był głupi, nie jedno już w życiu widział i nie podobało mu się zachowanie Mulaka.- Słuchaj no młody, czy ty oby nie uciekłeś od stada?

– Nie, przecież już mówiłem… ale borsuk nie dał mu dokończyć. Jego uwagę przykuł fakt, na który wcześniej nie zwrócił uwagi. – A gdzie ty masz rogi? Młody Mulak odwrócił wzrok i podniósł się z ziemi – już czas na mnie, do zobaczenia panie borsuku. – Zaczekaj! Krzyknął.

Wiedział, że mulaki w tym wieku powinny mieć poroże, i że poroże samo nie zniknęło. – Mówiłeś, że skąd ty jesteś? – nie mówiłem – odburknął Mulak.

– Myślę, że mógłbym ci zaoferować schronienie. Powiedział borsuk. Za moją norą jest stary ogródek warzywny, kiedyś pielęgnowała go moja żona teraz już zupełnie leży odłogiem, możesz w nim spać.

Dziękuję, ale nie skorzystam na prawdę się śpieszę – odparł Mulak w obawie, że borsuk może cos podejrzewać. Borsuk podszedł do Mulaka, zadarł swój czarny łepek i z bardzo poważną minął odrzekł – lepszej propozycji nie znajdziesz.

Mulak ruszył w kierunku nory za borsukiem.

– Myśle, że możemy mieć wiele wspólnego – powiedział borsuk.

– My? – zapytał zdziwiony Mulak – ty jesteś łasicowaty ja parzystokopytny gdzie tu podobieństwo?

Wiesz chłopcze, niektórych ran nie widać gołym okiem – odparł borsuk spoglądając w dal na stary zarośnięty ogród – i te rany bolą nas najbardziej.

A właściwie czemu nie mogę spać przy twojej norze? – zapytał zaciekawiony Mulak.

Borsuk uśmiechnął się pod nosem i zapytał – ty chyba nie znasz wielu borsuków, co?

– Nie, a czemu pytasz?

– Nie zauważyłeś dołków wokół mojego domu?

– Zauważyłem ale było ciemno i myślałem, że zakopujesz w nich orzechy – odparł Mulak.

– Widzisz wiele zwierząt mieszka w norach, ale nie każda nora jest taka sama. Borsuki są bardzo czyste – nie jak lisy – dla nich nie ma różnicy gdzie jest toaleta.

– My borsuki wypróżniamy się w pobliżu nory do tzn. latryn. Jeśli nie przeszkadza ci takie towarzystwo to oczywiście możesz zamieszkać przed norą. – Mulak ze zdziwienia otworzył usta. Borsuka tak rozbawiła mina Mulaka, że wywrócił się na grzbiet i śmiał się w głos. Śmiał się tak bardzo, że cały brzuch mu się trząsł i wszystkie włosy na ciele.

– Niezły jesteś mały… orzechy hahaha. Borsuk już dawno się tak nie śmiał, zapomniał, że płakać można również z radości.

Gdy dotarli na miejsce, borsuk wyszykował dla Mulaka posłanie – Masz tu siano, trawy, mnóstwo chwastów i grzybów. Powinieneś czuć się jak w domu – powiedział – ja wracam do swojej nory, noce bywają już coraz chłodniejsze.

Nazajutrz rano borsuk i Mulak wyruszyli na wspólny spacer po lesie, borsuk opowiadał o drzewach, które sadził wraz ze swoim ojcem, pokazywał jak zmienił się krajobraz i kto się wprowadził do starego dębu, opowiedział mu nawet o leśnym powstaniu – mam dwa medale, wiszą przy kominku, kiedyś ci je pokaże – oznajmił z dumą borsuk. Mulak również czuł się szczęśliwy, nie zamierzał już nigdzie wędrować. Wraz z norą starego borsuka znalazł ciepły dom i wspaniałego przyjaciela.

– Gdzie jest twoja żona? Zapytał Mulak.

– Na innej, lepszej polanie – powiedział borsuk zadzierając łepek tak wysoko, że niewiele brakowało a wywróciłby się na trawę.

– Pewnie poznała moich rodziców- myślisz, że się zaprzyjaźnili? – zapytał młody jelonek.

– Wszystko możliwe chłopcze, wszystko możliwe…

Jeżeli lubicie bajki od MatkiHrabiny to znajdziecie jeszcze kilka na moim blogu.

O mamie Milusińskiej

Każdy ma w sobie coś z misia

Do ściągnięcia e-book z bajką pt „Jak rozebrać złość” o tutaj 

MISIAKI. Mama Milusińska i problem ze snem.

IMG_20170601_193039Dzisiaj dzień dziecka, mam dla was coś zupełnie z innej beczki – bajkę. Ci z  was, którzy śledzą moje wypociny na blogu regularnie, zapewne wiedzą, że zdarza mi się napisać bajkę 😉 Poprzednie części przygód rodziny Milusińskich oraz zabawne perypetie mamy Milusińskiej możecie poznać TUTAJ. Wszystkiego dobrego, i pamiętajcie żeby karmić swoje wewnętrzne dziecko! Niech rośnie w siłę. 

 

MAMA MILUSIŃSKA I MISIO TRENER

Słońce wstało nad Doliną Przyjaźni dość wcześnie, jednak jeszcze przed słońcem wstał Milusinek. Chodził po mamie ciągnąc ja raz po raz za futro i uszy, wsadzał palce w nos i pchał łapy do buzi.

– Mama, mama! – wykrzykiwał radośnie. Mama Milusińska nie była rannym ptaszkiem. Po kilku godzinach snu na raty miała ochotę wsadzić głowę do kanki z miodem i zasnąć.

– Misio Jezusie! Kiedy ty się regenerujesz – wyszeptała zaspana. Milusinek był mistrzem chaosu, gawra mamy Milusińskiej wyglądała jak po nalocie myśliwych. Gdzie się nie pojawił mały miś tam zostawiał za sobą bałagan. Pchał wielką głowę w każdą szczelinę, był intensywny, był ciekawski i niecierpliwy. Był misiem wymagającym.

Mama  Milusińska wygrzebała się z łóżka, trawę za oknem pokrywała jeszcze rosa, pani sowa szykowała się właśnie do snu a na niebie widać było poświatę księżyca, który mijał się z jaśniejącym słońcem na nieboskłonie.

– To chore, małe misie śpią o tej godzinie. Gdybyś jeszcze spał w nocy… Mama Milusińska czuła się jakby zmartwychwstała, poszła umyć kły do łazienki, Milusinek siedział na jej łapie i bawił się kępką mchu. Mama Milusińska już dawno nie wyrywała mchu z podłoża. Nasza gawra jest w takim stanie, że będziemy musieli się wyprowadzić – pokiwała znacząco głowa i westchnęła.

– PUK PUK – to pan dzięcioł dobija się do gawry.

– Coś się stało?

– Mam dla pani przesyłkę, chyba od ciotki z Yellowstone.

Faktycznie, postęp technologiczny jaki poczyniły misie w ostatnim czasie był zadziwiający, Milusińska często udostępniała drzeworyty na zwierzobooku i dzięki temu znajomi i rodzina wiedzieli co u niej słychać. Ciotka Bubu przesłała jej książkę.

– Mam nadzieje, że to komiks albo audiobook – powiedziała mama – na nic dłuższego nie znajdę czasu.

W paczce była książka autorstwa Tracy Hedgehog „Język misia”. Dodatkowo w książce znajdował się liścik od ciotki

„Kochana Milusiu, słyszałam, że całkowicie sobie nie radzisz ze swoim misiem. Te pokolenie młodych mam, takie nieodporne i leniwe, no cóż ci powiem, inni sobie radzą. Przesyłam ci bestseller, u nas w Yellowstone wszystkie mamy zachwalają Tracy Hedgehog. Przeczytaj i nauczysz się jak należy postępować z misiem. Ja ci to mówię, wychowałam 5 misiów i moja gawra zawsze była czysta i pachniała mięsem a wujek niedźwiedź był 100% Grizzlim… również w alkowie.

Zrób coś ze sobą.

Pozdrawiam ciotka Bubu.”

Mama Milusińska przeglądnęła książkę ale łapy jej nie oderwało, instynktownie wrzuciła lekturę do ciemnej dziury w rogu izby i poszła do misia trochę się poprzytulać. Misio już tam był i już narozrabiał. Wyrzucił wszystkie futra z szafy i na nie nasikał. Mama Milusińska spojrzała na niego z dezaprobatą, czasami jak się wścieknie to drży jej powieka, wtedy Milusinek wie, że trzeba zwinąć się w kulę i unikać kontaktu wzrokowego. Tak było tym razem.

Moje ulubione futro… jak tak dalej pójdzie to niedługo będę musiała się owijać liśćmi babki lekarskiej. Wzięła misia na łapy i wyszli na spacer.

Misia było słychać w całej dolinie… – Eh misiu ty chyba zostaniesz śpiewakiem – wyszeptała mama i zarzuciła misia na plecy.

– Co go pani tak męczy, położyłaby go pani do wózka to pospałby jak król lasu. – Zagadywała stara wilczyca. Mama Milusińska przywykła już do tego, że cały las wie lepiej niż ona sama. Uśmiechnęła się i ruszyła na najbliższą polanę. Dzień minął radośnie, młody dokazywał jak co dzień, był zdrowy i szczęśliwy i to było najważniejsze.

Wieczorami mama Milusińska lubiła wejść na Zwierzobooka i popodglądać co robią  zwierzaki, które nie mają jeszcze potomstwa.

Popatrz tato Milusiński to żona Jeża Jeżego, ależ ona ma igły, powiedziałbyś, że ma w domu małe jeże. A te zdjęcia z przyjęcia u Chrup Doga… Misio Jezusie ależ ona mnie złości. Pani perfekcyjna, ostatnio udzielała porad kiedy wprowadzać miód do diety… rozumiesz! ona może co najwyżej opowiadać o tym jak przyrządzić moskity, a pcha nochal do naszego miodu!

-Zostaw, po co się ekscytujesz, jak masz z tym taki problem to idź do misiologa, może to jakiś problem z dzieciństwa.

-Pomocny jak zwykle. Po prostu nie rozumiem jak ludzie mogą to oglądać. Przecież to jest wszystko na pokaz, nie można mieć tak czysto, tak dobrze wyglądać i robić te wszystkie rzeczy, o których pisze.

– Przecież to portale społeczno-misiowe, w misio necie możesz napisać co chcesz, nawet, że jesteś czaplą. A ty się ekscytujesz jakbyś źródło wiecznego miodu znalazła.

– o niczym już  z tobą porozmawiać nie można

– Można, tylko jakaś tam żona Jeżego, która wygląda jak szczotka do futra, mnie nie interesuje. Ty mnie interesujesz – żona pana Milusińskiego.

Pan Milusiński zawsze wiedział jak sprowadzić mamę Milusińską na ziemię gdy traciła grunt pod łapami.

– Kocham cię.

– Taką puchatą, z nieobgryzionymi pazurami, bez futra na dekolcie…

– Misie są puchate, chude to mogą być łasice, pazurami drapiesz mnie po plecach a brak futra na dekolcie świadczy, że ktoś często na nim leży, ktoś bardzo ważny dla nas obojga.

– Eh tato misiu zawsze wiesz co powiedzieć. Ja ciebie też kocham.