„Co powie tata, czy znów się wykręci, czy dziecko zniechęci… on śpi”

Dzisiaj jest dzień taty. Nie wrzucę wam laurki  z odciskiem buta i czterech stóp, ani nie napiszę, o 50 idealnych prezentach na dzień ojca. Nie będzie też zdjęcia ludzkiego toemicznego słupa z dwójka hrabin na ramieniu.

Hola compadres! dzień taty zobowiązuje, dlatego dzisiaj troche mu posłodzę.

Pan M jest naszym domowym bohaterem. Nikt jak on nie wkręca żarówek z taką gracją, ani nikt jak on nie wykazuję się taką fantazją przy sprawdzaniu czy karta do bankomatu się złamie, mając przed sobąjuż  jedną złamaną…  co ja mogę powiedzieć o naszym panu M. Tylko dobre słowa, bo jak tak publicznie brudy wywlekać, że chrapie albo, że talerze zostawia na blacie w kuchni, no nie wypada, więc nie powiem ani słowa. Jestem już 3 pełne tygodnie na urlopie z dziewczynami, i pierworodna bardzo tęskni za tatą, tej pustki nie wypełni ani wujek, ani dziadek, ani dwie ciocie. Codziennie przed zaśnięciem pyta się gdzie jej tato, a ja jej opowiadam co się stanie gdy tato przyjedzie. Nie ukrywam, że najbardziej interesuje ją narracja z wielkim czekoladowym jajem, które to pan M ma w naszej ckliwej historii przytarmosić 1500 km z Polski, i ma to być naprawdę duuuże jajko niespodzianka, biorąc pod uwagę, że jest po sezonie wielkanocnym, pan M ma twardy orzech do zgryzienia.

Ja też tęsknię,  zawsze jest na kim nogę położyć w nocy, że nie wspomnę o funkcji domowego rycerza jaka pełni, w związku z moją fobią przed owadami, i walce na śmierć i życie z gigantyczną ćmą, którą próbowałam wygonić sama z pokoju, a czym zajmuje się pan M, bo jak wiadomo, ja na widok ćmy tracę przytomność.

Ponieważ tworzymy związek partnerski, ja w rewanżu zabijam pająki, których boi się pan M. Widziałam dzisiaj reklamę emolientu do skóry z informacją, że tato nie jest tylko do zabawy. Zgadzam się, tato, choć u nas pełni funkcję rozrywkową, nie jest tylko do zabawy, jest też zmieniaczem pieluch, zajmuje się obcinaniem szponów. Ja nie mam cierpliwości, a co więcej mnie panie hrabiny zupełnie nie słuchają,  zaczyna się taniec węgorza, wyginanki, mostki, tu ała, tam ała, wyrywanie kończyn, szkity w górze, judo, karate, skoki w dal… przy tacie mam dwa anioły.

Powiem wam szczerze, że przy mnie dziewczyny zachowują się zupełnie inaczej niż przy innych, nawet przy tacie nie dają tak do wiwatu, jak wtedy gdy jesteśmy same ze sobą. Na początku strasznie mnie to denerwowało, czułam się zbita z tropu, przecież robię wszystko co w mojej mocy i niemocy, ze skóry wychodzę, jak to możliwe, że moje śniadanie im nie smakuje, chleb w kwadraciki, owoce w trójkąty, jaja na parze, srutto pierdutto i nic, a tato przychodzi daje bułkę z pasztetem i jest szał. Podobnie rzecz się ma z zabawami, ja się dwoje i troję żeby pannę pierworodną czymś zająć, wycinam, maluję kasztanami, stopami, robię sensoryczne pudełka, i zabawa trwa 10 minut, tato wyciąga starą sznurówkę z buta i zabawa trwa godzinę. Dlatego tak bardzo potrzebujemy taty. Dla dystansu do pewnych rzeczy, ludzi, sytuacji, do wspólnego śmiechu, do przeganiania ciem, do naprawy zawiasów, które ciągle wypadają z kuchennej szafki, do robienia najlepszych nadziewanych muszli jakie jadłam w życiu, do wycierania mi z nosa resztek porannej kawy przed wyjściem z auta, do drapania w miejsca gdzie nie sięgam ręką, do wstawania w nocy, do uspokajania, gdy wszystkie wpadamy w panikę, do okrywania kocem gdy zasnę niepostrzeżenie, do walki z potworem z szafy, do tulanek w południe. Razem jest cieplej.

Reklamy

Bigosu szukam, szczęścia szukam #bigosgate #święta

 

Opatrzność czuwa, teściowa uraczyła nas dzisiaj wigilijnym bigosem w opcji na wynos czyli w mojej ulubionej opcji. Przy dwójce dzieci łatwo jednak własne oko zostawić w umywalce a co dopiero pamiętać o jakiejś tam reklamówce z bigosem. Generalnie sama afera Bigos Gate by mnie tak nie poruszyła gdyby nie fakt, że konam na zatoki i tak się złożyło, że reklamówka z bigosem zawierała również moja apteczkę , która ratuje mi życie w ten cudowny przed-przedświąteczny weekend.

Po powrocie do domu uznaliśmy z moim lubym, że skoro w Tesco, Pepco i nawet w centrum stoi choinka to czas nagli i naszą również czas przynieść z piwnicy. Gdy jesteś już rodzicem słowa „ej chodźmy do piwnicy po ozdoby i ubierzmy choinkę” mogą być śmiało przetłumaczone na „ ej choć wykąpiemy, nakarmimy, uśpimy dzieci, ogarniemy mieszkanie, wyrzucimy śmieci, zjemy resztki po dzieciach i pójdziemy do piwnicy po resztki ozdób na choinkę i może jak ją przyniesiemy to będzie jeszcze przed północą i ją ubierzemy”. Tak tez zrobiliśmy, w wieczornym gwarze i kotle obowiązków oddelegowałam ślubnego do osiedlowego kontenera w celu pozbycia się zalegających śmieci, które zakryły podłogę w kuchni. W okolicach resztek doby mąż uznał, że co jak co ale o północy bigos smakuje najlepiej więc ruszył hyżo do kuchnia… niestety ku naszemu zdziwieniu reklamówka z darami od teściowej i moimi prochami zniknęła. Wniosek nasuwał się sam. To wina męża bo przecież nie moja. Wysłałam ślubnego do śmieci a on pokornie wystał swoje pod śmietnikiem i wrócił, bo jak wiadomo mężczyźni maja bardzo wyczulony węch i takie grzebanie w śmieciach to nie dla nich.

Jako, że głowa zaczęła przypominać o swoim istnieniu, ból życia zmusił mnie do wyjścia. Przywdziałam wełnianą czapkę, onuce, spodnie w gwiazdy od pidżamy, zimowy płaszcz i ruszyłam z natarciem na kontener. Jestem, stoję i patrzę, ludzie wyrzucają śmieci przed północą… wstydzą się pewnie, że taki syf mają w domu, no cóż ja też właśnie się zastanawiam jak tu zanurkować i widzę jak ten bezczelny sąsiad z bramy obok idzie sobie z milionem śmieci do mojego kontenera, który musze przeszukać, niech mi tylko spróbuje wrzucić swoje paskudne śmieci ja tu research robię. Zakasałam rękawy, przywdziałam lateksowe rękawiczki, przyświeciłam smartfonem i szukam. Jest jedna nie to nie nasza… jest reklamówka … widzę moje leki lekuszki kochane, widać również bułkę bigos i kawę od teściowej. Pan stoi obok i patrzy co robię a ja grzebię po czym wyciągam zawartość i dzwonie do męża informując jak to bohatersko znalazłam, i że on na pewno nie szukał tylko stał więc nie jest taki super jak ja. Pan obok patrzy i trzyma te śmieci nie wiem na co czeka może myśli, że ja tu recycling robię w czarnym kontenerze.

– Pomóc?

– Nie dziękuję, bigosu szukam

– dobranoc

– dobranoc

Po powrocie do domu wspólnie z mężem debatowaliśmy nad istotą jedzenia bułek ze śmietnika, stanęło na tym, że w sumie tak długo tam nie leżały i nawet nie śmierdzą, a bigos bez bułki to nie bigos więc można śmiało jeść.

Mniam.