Proza życia

Bycie mamą przedszkolaka to nie przelewki. Wskoczyłam na nowy poziom, i się nie boję. Na mojej twarzy codziennie gości uśmiech. 

Tu nie chodzi o to, że już nie muszę nosić na rękach, czy leżeć godzinami w łóżku. To zupełnie nowy wymiar myślenia. Wymiar do, którego wciąż szukam wejścia.

Co ty wiesz o malowaniu

Mama przedszkolaka nigdy się nie nudzi. Na przykład wczoraj, weszłam do pokoju i zobaczyłam moje dziecię, nagusieńkie jak święty turecki, z markerem w ręku, rysujące sobie to i owo na ciele. Ba! Po bliższym zapoznaniu okazało się, że moja zdolniacha pomalowała się nawet w takich miejscach, gdzie promienie słoneczne nigdy nie dochodzą! To już jest talent. Wrzuciłam młodą do wanny, ale nie szło domyć… niestety pewnych miejsc się nie da wyszorować. Tym sposobem moje dziewczę, poszło dzisiaj do przedszkola z narysowanymi majtkami bikini. Może to i ekonomiczniej, podobno są już ubrania w sprayu.

Co dwie głowy, to nie jedna

Jak wiecie mam na pokładzie panie sztuk dwie.  Życie z takimi dwoma jak one, to ciągła karuzela.  Wchodzisz do pokoju i nie wiesz jeszcze czy będzie dobrze, czy nie, czy dzisiejszy dzień zapisze się na kartach historii waszego rodu jako dzień, w którym zamarzło piekło, czy jako TEN dzień, w którym zapragnęliście mieć kolejne potomstwo.

Małpują

Młodsza latorośl naśladuje starszą siostrę we wszystkim. Ostatnio złapałam dziewczyny jak budowały konstrukcje z plastikowych pudeł w celu wspięcia się na parapet. Żeby było śmiesznie starsza trzymała pudło, młodsza się wspinała – nowicjusz, jeszcze nie wie, że lepiej trzymać pudła. Na szczęście mój pomysłowy małżonek wymienił klamki w oknach na takie z kluczykiem, więc spokojnie, nie wylecimy.

Złudzenie optyczne

Dziewczęta lubią sztuczki. Wczoraj młodsza latorośl biegała po mieszkaniu z rzekomym pokarmem. Kojarzycie żółte, kukurydziane chrupki? Ponieważ ostatnio ma etap krzyku, uznałam, że jeśli paszcza jest zapchana flipsem, a dzieć milczy, to ja sobie zmopuję podłogę, bo przy takiej ekipie mopowanie to moje drugie hobby zaraz po zamiataniu. Patrzę jak ten mój dzieć radośnie mieli tego flipsa, ale coś mi nie pasuje… flips jakoś tak powoli znika, i jeszcze nikomu rozmemłany chrupek się do tyłka nie przykleił, podchodzę zatem bliżej, przecieram oczęta, patrzę, a mój dzieć żuje żółtą kredę. Zjadła pół. Nie wiem co taka kreda ma, dzieć żyje i ma się dobrze. Jednak żółta kreda przejdzie do kroniki rodzinnej, bo dobrze udawała chrupka.

Proza życia.

Reklamy

Z DZIENNIKA WSPÓŁSPACZA

Podbite oko, stopa między żebrami, palce w nosie i powieki podnoszone wbrew woli właściciela. To nie kadr z filmu Wzgórza mają oczy, a jedynie kadr z życia matki współśpiącej.

 Gdy na początku przygody ze współspaniem, wyobrażałam sobie naszą wspólną drogę, miałam przed oczami sceny z bajek Disneya – ja przeciągająca się beztrosko o poranku (czytaj o 09.00), obok latorośl z zaróżowionymi policzkami pochrumkująca na swojej połowie łóżka. Słodki zapach dziecka, ciepło i malutkie rączki, które okalają moją twarz przed zaśnięciem.

Ta złudna wizja macierzyństwa nie raz już zostawiła mi posmak goryczy w ustach. Moja przygoda ze współspaniem ewaluowała razem z wiekiem moich dzieci. Zaraz po przyjściu ze szpitala ssaki spały blisko… tak blisko, że czasami sklejałyśmy się spoconą  skórą, a odklejenie sprawiało ból.

Gdy zaczęły raczkować, moje umiejętności przetrwania we wspólnym łóżku rozwinęły się jak skrzydła albatrosa.

MATKO PAMIĘTAJ, DZIECKO TWÓJ SKARB

Przerabiałam już kilka opcji. Spanie na gąbce zakupionej w Jysk ( nie polecam), spanie na podłodze sauté, czyli bez niczego – również nie polecam, kolejno spanie na łóżku z jedną ścianą wspomagającą – wszystko zależy od giętkości ciała, jeżeli jesteś w stanie zwinąć się w dużego precla, blokując drogę ucieczki z trzech stron, to znaczy, że sobie poradzisz. Ze względu na moją figurę i umiejętności zwijania się w precla, rzeczona pozycja nie wychodziła mi najlepiej, i porzuciłam spanie na kanapie na rzecz spania w łóżku typu kingsize.

Niestety owe łóżko, ze względu na wielkość pokoju, stało w nietypowej odległości od ścian. W dziurze mieściła się głowa dziecka, a nawet cały tułów, o dziwo moja noga za cholerę tam wejść nie chciała. Drogą dedukcji udało mi się dość do tego jak zablokować nieprzyjemne i niewygodne otchłanie po bokach.  Przypieczętowało to naszą wspólną przygodę ze współspaniem na dobre.

Żadne dziecko nigdy mi nie spadło z łóżka. Zawdzięczam to swoim kocim ruchom, albowiem śpię na tzn. wysokiej czujności niczym lampart, kilka razy udało mi się złapać dziecko w ostatnim momencie, co o 2.00 w nocy nie jest takie oczywiste. Niemniej żadna z latorośli nie opuściła gniazda w trakcie współspania.

W tej chwili gdy dzieci chodzą, a młodsza latorośl prawie opanowała schodzenie z łóżka, bardzo trudno jest je powstrzymać od przemieszczania się. Zauważyłam, że po wspólnych nocach budzę się poobijana jak zawodnik MMA po walce o pas. Zweryfikowałam wypracowane metody blokowania miejsc zrzutu na łóżku, i doszłam do wniosków, że nowa sytuacja wymaga nowej techniki.

MATKO BROŃ SIĘ

Wprowadziłam pozycje obronne, dzięki którym mogę spać  lub odpoczywać w obecności latorośli, bez obaw o własne życie i zdrowie.

Zasady:

  1. Należy spiąć włosy mało atrakcyjną gumką, najlepiej recepturką albo kawałkiem pończochy w kolorze skóry,  która nie przykuje uwagi latorośli. Brak rozwichrzonych włosów zniechęci  potomka do wyrywania ich z głowy współspacza, szczególności z okolic skroni, gdzie boli najbardziej.
  2. Ukryj twarz. Jeśli to tylko możliwe zakryj nozdrza, usta oraz oczy w dłoniach lub ramionach, pozwoli ci to uniknąć wciskania małych palców zakończonych ostrymi pazurkami we wszystkie szczeliny. Dodatkowo unikniesz wywijania powiek, w celu sprawdzenia czy śpisz.
  3. Połóż się na brzuchu. Skakanie po plecach oraz pośladkach boli znacznie mniej niż skakanie po pęcherzu i żołądku.
  4. Jeżeli latorośl jest wyjątkowo zawzięta i próbuje dostać się w okolice twarzy ryjąc głową w poduszce, spróbuj ułożyć się w pozycji żółwia. Dobrze sprawdza się w tej sytuacji pozycja dziecka oraz krokodyla zapożyczona z jogi.
  5. Jeśli twoja latorośl śpi pod ścianą pozycja boczna ustalona, powinna zniechęcić potomka do znęcania się nad współspaczem.

 

NIE TRAĆ CZUJNOŚCI


Zdarzyło mi się raz o tym zapomnieć, leżąc ze starszą latoroślą na kanapie odpłynęłam w ramiona Morfeusza, palec wsadzony do nosa obudził mnie na tyle szybko, że uniknęłam utraty oka, jednak tamowanie krwotoku zajęło mi dobre kilka minut.

 

Przede wszystkim czerp garściami z tej rozkoszy, jaką daje współspanie z dzieckiem 😉

 Powodzenia!

 

 

 

 

 

 

WYZWANIE #SUPERMAMA

Przyjmuję wyzwanie! Dziękuję za wyróżnienie i możliwość wzięcia udziału w zabawie, jestem zaszczycona i wzruszona jednocześnie.  Mama Migotka oraz niupki rzuciły mi rękawicę ( sprawiając tym samym wielką radość). Jak? W ramach akcji #SuperMama zostałam nominowana do napisania 10 powodów dzięki, którym uważam się za SUPER MAMĘ, no to zapnijcie pasy kochani.

  1. ZMĘCZENIE nie jest dla mnie żadną wymówką. Tak kochani, od kiedy jestem mamą naprawdę ciężko jest mnie powalić na twarz. Nawet po nieprzespanej nocy poprawiam koronę i jadę dalej.

kangaroo tired

2. KREATYWNOŚĆ  ostatni raz byłam tak kreatywna w liceum, już zapomniałam jak to jest zjeżdżać na ślizgawce, śpiewać na ulicy, leżeć na chodniku, malować kredą po murach. Uwielbiam bawić się z moimi dziećmi i nigdy im nie odmawiam. Pozwalam na kreatywny bałagan.

paint-splatter-2224800_640

3. BLISKOŚĆ czasami myślę, że jeżeli będziemy jeszcze bliżej to nasze ciała stopią się w jedno. Dzieci lubią i potrzebują tej bliskości a ja oddaję im całą siebie wraz z czasem, który mam.

female-koala-and-her-baby-1332217_640_resized_20170515_044255225

4. ZABAWA, podczas zabawy w chowanego pozwalam się znaleźć i udaję, że jestem zaskoczona. Podobnie gdy bawimy się w dzikiego lwa i ukrywam się pod kocem udając, że umieram ze strachu przed drapieżcą. Piję niewidzialna herbatę i ganiam za królikami, których nikt nigdy nie widział.

watching giraffe

5. EMPATIA i DIALOG, zawsze staram się wczuć w sytuację, będąc świadomym rodzicem, wiem, że dziecko to nie mały dorosły. Rozmawiam, tłumaczę, i znów rozmawiam, przepraszam gdy popełnię błąd.

kocham

6. MÓWIĘ NIE, staram się określać swoim dzieciom jak daleko mogą się posunąć. Dbając o ich bezpieczeństwo – wiem kiedy powiedzieć STOP.

sign-1732791_640

7. MÓWIĘ TAK, staram się jak najczęściej mówić tak, jestem zawsze otwarta na ich potrzeby, pragnę pokazać im świat z najpiękniejszej strony. Czwartek w sukni balowej – czemu nie?!.

yes-2076813_640

8. DBAM O SIEBIE I RODZINĘ z każdym dniem idzie mi coraz lepiej, od kiedy jestem mamą czytam o zdrowych produktach, rozróżniam jarmuż od pokrzywy co nie jest wcale takie oczywiste, ograniczam cukier i węglowodany, ćwiczę, nie palę ( tak paliłam wcześniej), czytam skład na opakowaniach. W moim domu pojawiły się owoce i warzywa.

watermelon-846357_640

9. WZRUSZAM SIĘ, od kiedy mam dzieci bardzo emocjonalnie podchodzę do tematu macierzyństwa i wychowania, reklamy allegro powodują zatrzymanie akcji serca. SMSy z dopiskiem #pomagam w  okresie przedświąteczny mogłyby mnie zrujnować finansowo gdyby nie pan M.

twins-1628843_640

10. ZMIANA PRIORYTETÓW, dzieci, pan M i ja tworzymy rodzinę, jesteśmy najważniejsi, wpieramy się i działamy jednym frontem, uczymy się siebie i bycia ze sobą. Nie wyobrażam sobie w tej chwili, że kogoś mogłoby zabraknąć.

zoo-692673_640

Uff udało mi się poklepać się po ramieniu, jak widzicie kochani Bieszczady czekają a mnie tam nadal nie ma – i to jest mierzalny dowód mojej supermamowości. To nie koniec zabawy. Chwilo trwaj, każda z nas potrzebuje miłych słów. Niech dobro leci w świat. DO DALSZEJ ZABAWY NOMINUJĘ :

młodamamapisze

konfabuła

paniminiaturowa

wariacje nie zawsze na temat 

EURO TRIP

To już jest koniec

Skończyły się święta, skończył się długi weekend, grill zasypał śnieg,  i co teraz? Jak nadać życiu tempa, jak złapać rytm. Można iść do pracy, ale co nas będzie trzymało w kupie do piątku… Weekend?  Nie każdy ma weekend. Mój weekend jest we wtorek bo wtedy idę do pracy.

Jakie mamy opcje?

Czas zaplanować URLOP. To światło w tunelu. Wyjeżdżam z hrabinami na miesiąc, do Beneluksu. Będzie ostro bo pan M musi zostać w domu. Ja i one dwie. Taki Euro trip. Mam nadzieję, że nas nie deportują. Mam nadzieję, że dojadę do celu, nie w kaftanie bezpieczeństwa tylko w przygotowanym na tę okazje odświętnym, czystym, wakacyjnym  dresie.

Psycho planner

Jak na psychopatę przystało planuję urlop dużo wcześniej. Gdy jechałam pierwszy raz z pierworodną na wakacje miała wówczas 5 miesięcy – zapobiegawczo zrobiłam spis ważnych rzeczy do zabrania i napisałam … książkę. Nie była długa jak na e-booka bo zaledwie 15 stron. Nie zabrakło w niej informacji o najbliższym szpitalu z mapką dojazdu. Najdłuższy był rozdział leki, choroby i bóle. Z czasem dopisałam do listy mnóstwo drobiazgów łącznie z tym, jak rozrobić kalie w kąpieli. Po co? Ponieważ rok później mąż a zarazem ojciec hrabiny miał w planach spędzić SAM wakacje z pierworodną. A co ja na to – wiadoma sprawa PANIKA, ZIMNE POTY, DRESZCZE I WIZJA ŚMIERCI GŁODOWEJ DZIECKA. W końcu zmusiłam pana M do przeczytania opasłego poradnika, spojrzał na mnie i całkiem poważnie powiedział:

„Ty naprawdę myślisz, że ja jestem debilem”… Ja na to, że „skąd?!”. Przecież to dla dobra waszego i naszego powstał ten „ poradnik matki” a wówczas pan M odparł z Marsową minął, że punkt trzeci rozdziału czwartego mówi o tym, żeby na plażę ubrać jej czapkę z daszkiem i nie wychodzić między 12.00-15.00

No cóż może trochę mnie poniosło . Może zapomniałam, że jedzie z tatą a nie sama. Może gdzieś tam w mojej wizji był obóz przetrwania w dżungli amazońskiej. A jednak historia lubi się powtarzać. W tym roku jadę z pacholętami, dla odmiany SAMA, i również tworzę kolejną listo-książkę dodatkowo pomyślałam, że przecież nie zostawię tak biednego pana M żeby się zatęsknił i zanudził przez ten miesiąc i w prezencie przygotowałam  listę zadań, które może prawie dobrowolnie zrobić gdy nas nie będzie ( jest na niej kilka prac Syzyfowych).

Świat w skorupce orzecha

Czy można jechać na wakacje bez stanu przedzawałowego? Bez omdlenia,  gorączki i poczucia, że czegoś zapomniałam? Dwa lata temu mój wyjazd do ROWÓW na 3 tygodnie z jednym dzieckiem wiązał się z zabraniem połowy mieszkania ( piękna miejscowość – gorrrąco polecam, cisza, spokój, szlaki rowerowe. Mogłam bez obaw jeździć z hrabiną po lesie i nikt nie patrzył krzywo, że krzyczy. Wieczorami dziki baraszkowały pod oknami w naszych śmieciach zmuszając nas do chowania kontenera – raz przyszła wielopokoleniowa rodzina, był strach, był.) Jak się spakować z 2 dzieci… Wiem, że są wśród was WYJADACZE, że są i tacy co z noworodkiem do Meksyku mogliby się wybrać. Dla mnie wyjazd tak daleko jest jak podróż na Księżyc. Co zabrać. Jak żyć.

Co znalazłoby się na waszej liście rzeczy niezbędnych?

MOJE WEWNĘTRZNE DZIECKO

Koń jaki jest każdy widzi
Niebywałe jak zmienia się mentalność młodego metrowego człowieka gdy tylko opuści mury obronne domostwa. Po przekroczeniu bram latorośle automatycznie poczynają rozsiewać urok osobisty, powodując tym samym mrowie ochów i achów. Podczas trzeciomajowych obchodów drugorodna podbiła wiele serc uśmiechając się i łapiąc obcych za ręce, przy każdej nadarzającej się w tłumie okazji, a ja zyskałam wielu pomocników, nawet panowie zostali samozwańczo zaangażowani w podawanie kocyków, podnoszenie zagubionych trzewików i  trzymanie uciekających balonów. Pierworodna na sam widok orkiestry zaczęła tańczyć na środku placu, co mnie bardzo cieszy bo zawsze chciałam mieć tancerza w rodzinie.

Długi weekend nie rozpieszczał nas słońcem ale narzekać też nie mogę. Uwielbiam spędzać wspólnie czas niestety ze względu na pracę i obowiązki nie często możemy sobie pozwolić na taką radosną labę. Zaliczyliśmy Mini Euroland w Kłodzku, kilka kilometrów spaceru, park centralny w Świdnicy i Galerię w dżdżysty wtorek. Co prawda galeria nie jest szczytem naszych możliwości wychowawczych ale odpuściliśmy i daliśmy czadu w jupi parku na kulkach. Ponieważ młoda nie ma jeszcze 3 lat musiałam z nią wejść na konstrukcję. Jak wiadomo dzieci lęku nie czują w przeciwieństwie do mnie, w związku z powyższym latorośl ochoczo wyruszyła piankowymi schodami na szczyt konstrukcji, szukając wejścia do żółtej rury. Niestety ja wycykorzyłam i dopiero za trzecim podejściem dałam się namówić na przejście przez mostek szerokości mojej stopy. Pełna trwogi z rozdygotanymi nogami i zimnym potem na plecach przeszłam na drugi koniec konstrukcji dziękując w duchu, że liny nie pękły i obiecując sobie, że jutro już nie zjem pizzy. Nie wiem jak dzieciaki dają radę ogarnąć te kulki, mostki, poduchy i liny bo ja ledwie doszłam do rury, byłam zlana potem, bolały mnie stopy od nadeptywania na zabunkrowane piłki, klocki i inne przeszkody podrzucone przez nieletnich. Do skarpety przykleiła mi się stara guma. Dodatkowo w hopsalniach NIE MA ZASAD. Obowiązują PRAWA DŻUNGLI. Dwa razy zdeptały mnie czterolatki, ba! Przebiegły po mnie jak stado galopujących gazeli, zostałam stratowana przez nieletnich i dostałam reprymendę za „ blokowanie mostku” – tak, blokowałam rozpatrując za i przeciw, właśnie miałam przed oczami całe życie – ABO wejdę i zemdleję ABO wzrok mojego rozczarowanego dziecka mnie zabije…

Młoda cieszyła się jak ja podczas nocy wyprzedaży, nawet nie próbowałam jej odwieźć od pomysłu zjazdu rurą, miałam tylko nadzieje, że się nie zatrzymamy w połowie. Na szczęście rura nie pękła i udało mi się dojechać prawie do końca  – zaklinowałam się na zakręcie trzy metry przed miejscem zrzutu. Wyczołgałyśmy się z rury, zauważyłam również, że w tej rurze czas stanął w miejscu bo przez godzinę minęło 15 minut. Młoda jeszcze kilka razy zatarmosiła mnie na górę do rury, z pośród wszystkich użytkowników konstrukcji ja byłam najbardziej przerażona. To jak szkolenie  zielonych beretów. Zaliczyliśmy jeszcze ciuchcię, sklep z zabawkami i małe co nieco.

To się nie da
Próbowaliście ściągnąć dwulatka z ciuchci? Hrabina jeździła pięć razy aż nie skończyły nam się dwuzłotówki. Zdarłam podeszwy od tuptania w miejscu.

  • Idziemy już dosyć się najeździłaś
  • Nie
  • Kochanie, idziemy dalej
  • Nie. Mi tu.
  • Ale…
  • Nie mamo, Mi tu – Mina poważna jak podczas pertraktowania warunków umowy kupna Alaski.

W gratisie był helikopter i koń pony na monety. Podczas wyprawy upolowaliśmy  stragan sklepowy, nie wiem kogo cieszy bardziej mnie czy hrabiny ale zabawa jest przednia. Chyba sentyment bo tez miałam stragan w dzieciństwie.

Za czym kolejka ta stoi

Zabawa z pacholętami pomaga odkryć na nowo i dopieścić nasze wewnętrzne dziecko. Ponieważ rozkręciłam się w jupi parku, dałam się również namówić na zabawę na placu, z reguły jestem jedynym rodzicem, który pcha się na zjeżdżalnie ale tym razem zjeżdżalnia była dość wysoka i nie tylko weszłam bo musiałam ale (!) CHCIAŁAM i powiem wam, że inni rodzice po chwili też się pojawili. Może psychologia tłumu, a może tak naprawdę  każdy z nas ma ochotę wejść na drabinki, zjechać ze zjeżdżalni i bezkarnie pohuśtać się do podbitki. Dziecko to dobra wymówka żeby wejść boso do piaskownicy, poturlać się po mokrej trawie czy porysować kredą po chodniku. Z chęcią również zabieram się w domu do budowania bazy z koców, a że hrabiny mogłyby cały dzień siedzieć pod kocem szukam inspiracji do stworzenia bazy idealnej. Mam namiot plażowy ale wiadomo, ze dzieci nie chcą w nim siedzieć – to nie to samo co koc…

A wy dopieszczacie swoje wewnętrzne dziecko?

Kocham cię życie

Jest dobrze
Ostatnie dni są dla mnie coraz łaskawsze. Dzieci mi dorastają, budzą się coraz rzadziej, pierworodna wciąż tańczy, pochmurne dni spędzamy przy Vivaldim przebrane za baletnice. Drugorodna uskutecznia plan zjedzenia mieszkania. Jest dobrze.
Zbyt cicho

Cisza jest zawsze podejrzana –  wchodzę do pokoju sprawdzić co się dzieje. Najpierw wzrok mój przykuwa góra ubrań, nie jakichś tam szmat czy ręczników do prania, ale czyściutkich, wyprasowanych ubrań dokładnie tych, do wyprasowania których zbierałam się przez ostatni tydzień. Leży sobie i rozsiewa zapach płynu do płukania, pomięta, zhańbiona Hołda ubrań, rzucona z pogardą na zimne panele. Na szczycie hołdy przyklejony i wdeptany flipsik. Ot, taka wisienka na torcie. Jeden dzieć stoi przed szafą i zagląda przez szparę między drzwiami do środka, otwieram szafę i co ja paczę. W szafie, na półce wkomponowany w wolną przestrzeń po wyrzuconych ubraniach – mój drugi dzieć 17 kg zwinięte w kulę niczym jeż. Widzę, że dyszy, że niewygodnie, że twarz już poczerwieniała z wysiłku.

– Wychodzisz z tej szafy?

– Nie

– Kotek, ale przecież ci niewygodnie

– Nie mamo

Wskazuje mi palcem drzwi – mam wyjść. Stoję i patrzę. Młodsza zasuwa drzwi a starsza chowa się na półce. W trakcie dnia chowałam jeszcze z 5 razy ubrania do szafy. Wieczorem poddałam się bo to już nie miało sensu a poziom wygniecenia ubrań prosił się o ponowne wyprasowanie.

Małe radości

Byłyśmy również na spacerze. Dla mnie każde wyjście to wygrana w lotto. Cel jest zawsze ten sam: przetrwać. Pierworodna wyskakuje bez ostrzeżenia z wózka, wypina drugorodną, która nienawidzi butów, w ciepłe dni ubieram jej skarpety ale ostro z nimi walczy, Po 40 minutach jedzie boso, na szczęście biorę zapas onuc ze sobą. Pierworodna już zniknęła z pola widzenia. Czuję zimny pot na plecach i szczypanie na całym ciele, odwracam się i jest. Kazałam jej iść od strony żywopłotu nie od ulicy. Posłuchała, wlazła w żywopłot i stoi. Stoi i je bułkę. Za chwilę znowu znika. Nie ma. Pobiegła zerwać Mleczyk.

Zabawa w „Przetrwanie”

Nadzieja umiera ostatnia.

RUTYNA

Mój dzień wygląda zawsze tak samo. Wstaję rano obdarta ze skóry na twarzy i z włosów w okolicy czoła – robota drugorodnej. Następnie wlokę ciało do kuchni z nadzieją, że mąż idąc do pracy przewinął pierworodną – najczęściej tak jest chyba, że chłopak zaśpi. Do kuchni wchodzę głównie po to żeby się wkurzyć bo tajemnicze skrzaty w  moim domu, które wychodzą z ukrycia pod osłoną nocy robią niemiłosierny syf na blatach w godzinach między 1 a 7 rano. Nikt ich nie widział. Po głośnych westchnieniach szykuję strawę. Ostatnio doszło do zamieszek w kuchni, młodzież czekała cały KWADRANS – można dostać skrętu kiszek w takiej skrajnej sytuacji. W związku z powyższym dziewczyny postanowiły same się obsłużyć, powyciągały gary i talerze, nasypały suchy makaron, mąkę, proszek do prania – zrobiły danie cud. Potem dla równowagi rozniosły posiłek po całym mieszkaniu. Po posiłku pierworodna ma czas na prace manualne 😉 min. malujemy rękoma po sobie ( nie z mojej inicjatywy), potem ulubiona część rutyny artystycznej czyli mycie rąk w misce – ta czynność bije rekordy zainteresowania… W ostatnim czasie furorę robi katalog bon prix. Wycinam z niego obrazki, a młoda przykleja je na kartce robiąc kolarz w stylu pop art, jeżeli pierworodna ma siły to kolejnym zadaniem jest odbijanie wyschniętych pieczątek w ciastolinie. Blok kreatywny zwieńczony jest obieraniem jajka na twardo, które zaraz po myciu rąk jest naszym niezawodnym numerem dwa.

ZMIANY

Ostatnio zaczęłam się wysypiać już myślałam, ze to nigdy niej nastąpi. Najwyraźniej organizm się przyzwyczaił. Młodsza śpi coraz lepiej i coraz rzadziej bawi się w nocy. Myślę, że jeszcze miesiąc i sąsiedzi znów zaczną nam mówić dzień dobry. Pomijając fakt, że czoło mam coraz wyższe ( a to za sprawą regularnie ściąganego skalpu o, którym pisałam wyżej) wiele rzeczy jest na plusie. Pierworodna coraz rzadziej próbuje zabić siostrę. Nadal wypycha ją z wózka bliźniaczego na spacerze, ale od kiedy sama wypadła podczas akcji partyzanckiej ( rodzony ojciec, zaaferowany koszykiem wielkanocnym, przejechał po niej wózkiem) pilnuje się i nie wyskakuje tak chętnie, szczególnie gdy tato prowadzi.

MAŁE CELE

Dzielę swój  dzień na małe elementy, dzięki którym mogę zaliczać kolejno etapy aż do wieczornego snu dzieci, czyli do osiągnięcia MOJEGO celu. Nazywam to zabawą dla rodziców pt. „Przetrwanie”. Trzeba uzbierać 10 punktów żeby wygrać.

  1. Wstań i daj im jeść – 1p jeśli uda ci się w ciągu 30 minut od pierwszego okrzyku „ mamooo jeść”, dodatkowo możesz uzbierać punty życia jeżeli przygotowany posiłek będzie pełnoziarnisty.
  2. Przebierz dzieci i posprzątaj Armagedon po śniadaniu – 1p jeśli zrobisz to do lunchu
  3. Zabawy dowolne czyli przetrwaj jak najdłużej bez włączania bajki – 1p jeżeli nie włączysz TV do południa. Opcja punktów życia za planowane zabawy sensoryczne oraz za każdy brak urazów ciała ( przelicznik dotyczy ilości urazów ciała na roboczogodzinę).
  4. Podaj drugie śniadanie – 1p jeżeli to będzie owoc a nie ciastko
  5.  Uśpij drugorodną – 1p jeżeli ci się uda w jakiejkolwiek formie. Punkty życia za ucieczkę z pokoju bez budzenia malucha.
  6. Zabawy kreatywne z drugorodną – wykorzystaj czas drzemki malucha na zabawy rzeczami, których drugorodna nie może zjeść. 1 p jeżeli uda ci się zaangażować 2 latka w jakiekolwiek zabawy przez 30 minut. Punkty życia otrzymasz jeżeli zabawa nie skończy się rwaniem szat i histerią.
  7. Przygotuj obiad i podaj dzieciom – 1p jeżeli to nie będzie słoik
  8. Przebierz dzieci i zabawiaj do 17.30 forma dowolna – 1p jeżeli nikt nie odniesie ran.
  9. Przygotuj kąpiel dla dzieci, wykąp, nakarm, przebierz, połóż spać – 1p jeśli zrobisz to do 19.30 ( w tej konkurencji nie zdobywamy punktów życia ponieważ każde 30 minut snu dzieci to +10p do regeneracji)
  10. Ogarnij rozkładające się jedzeni, zetrzyj wymiociny z kanapy, posprzątaj chociaż jedną izbę – 1p jeżeli zrobisz cokolwiek. Zdobędziesz punkty życia jeżeli się nie rozpłaczesz.

Wyniki:

9-10 punktów – wygrałaś jesteś mistrzem świata

7-8 punktów – to był niezły dzień

5-6 punktów – wszyscy przeżyli i to najważniejsze

3-5 punkty – bywało gorzej

1-2 punkty – każdy ma gorszy dzień

NAGRODY

Nagradzam się. W owczym pędzie zrobiłam zakupy online w Rossmanie i wysłałam niczego nieświadomego męża do sklepu po odbiór zamówienia. Wrócił siny na twarzy z obłędem w oczach. Krople potu błyszczały na siwiejącej skroni.

– Widziałem tłumy na parkingu, jakby za darmo coś rozdawali, i myślę sobie, Boże GDZIE CI WSZYSCY LUDZIE są?! I wiesz oni wszyscy byli w Rossmanie…

– nom…wiem 😈

zakupy w rossmannie