Złe matki

Wpis z serii #Matkapopółnocy

Co matka to historia. Każda inna, bo każda ma swoje granice, swoje oczekiwania, swoje „mam ku*na dosyć”. Bo każda wie ile zniesie i ile może dać, ile flaków wypruć , i jak długo będzie jej to sprawiało przyjemność. Bo każda matka ma swój punkt G w sercu.

Internety kochają matki… kochają je gnoić, straszyć, oceniać od momentu zajścia w ciążę, do momentu wyprawienia dziecia na studia. Istnieje bowiem kilka rodzajów matek, w które najczęściej rzucają wirtualnymi odchodami, i choć przybywa nam mentorów, autorytetów i omnibusów w tej jakże ważnej dla każdego z nas dziedzinie, jedno się nie zmienia – matka nigdy nie jest wystarczająco dobra.  

Na pierwszym miejscu bezkonkurencyjnie, od kilku lat, laury hejtu i opary jadu zbierają jednogłośnie matki wariatki –  co to złożyły swoje ciała na ołtarzu macierzyństwa, te matki Polki, co za dużo czytały, i w dupie im się poprzewracało, kolejno mamy matki luzary, egoistki-hedonistki, co wszystko zrobią dla chwili spokoju – dają smoczki, butelki, lizaki, puszczają bajki, zabierają dziecia do znajomych na imprezy i podają sklepowe słodycze.

Brązowy medal w kategorii znienawidzonych przypada matkom zorganizowanym, matkom co to depresji nie miały ani baby bluesa, a ich konta na instagramie są pełne tęczy i cukrowej emocjonalnej waty. Perfekcyjne panie domu z włosem bezczelnie błyszczącym, niczym wielka niedźwiedzica. Obnoszą się swoją świeżą skórą  i szerokim uśmiechem, płaskim brzuchem i swieżą hybrydą na paznokciach. Ich mężowie jedzą domowe obiady, a dzieci robią do nocnika przed ukończeniem roku.

Matki wariatki

Poświęcają się do szpiku kości, zedrą własna skórę żeby przykryć nią dziecia, noszą na ręcach 15 kilowe bąki,  razem się kąpią, razem chodzą do toalety, ich dom jest jak pole bitwy, zamiast tłuc schabowe dla męża bawią się kiślem na panelach w salonie. Znajomi do nich nie przychodzą bo przynoszą zarazki, zamiast spać po nocach pieką bezglutenowe babeczki z fasoli, i robią lody z jarmużu. Rodzą w domu przy dźwiękach morskich fal.  Dają z siebie 1000% i tego wymagają od otoczenia. Nie krzyczą, nie unoszą się, są zen, nie oglądają TV, nie jedzą cukru, smarują dzieciom tyłki olejem kokosowym. Są bio, eko, zero waste i wiedzą, że prawda jest jedna, i to jest ich prawda.

Matki egoistki-hedonistki.

Nie palą gumy gdy dzieć zapłacze,  puszczą bajkę,  i dadzą do ręki parówkę. Czasami krzyknął, czasami wyjdą potańczyć. Dzieciak zjadł rolkę papieru toaletowego – spoko jak weszło to wyjdzie, wypił colę z puszki na parapecie – nic mu nie będzie. Nagradzają i chwalą nie bacząc na wyrządzaną dzieciowi „krzywdę”. Dają czekoladę, i uspokajają filmem na jutjubie. Nie mają przysłowiowej spiny, na spacery chodzą stadami, śmieją się i bezczelnie prowadzą życie towarzyskie, a ich dzieci nawet jeśli krzyczą to ćwiczą płuca. Oglądają filmy przy karmieniu, i nie ronią łez dając mieszankę, czy kaszę z torebki, nie wiedzą czym jest wędzidełko, nie czytają, nie panikują, przebijają uszy dzieciom i przyklejają kokardy klejem z Brazylii. Dają słoiki po 4 miesiącu bo tak jest na etykiecie, i nie wiedzą czym jest integracja sensoryczna. Grzeszą ignorancją i pełnoetatowym „wdupiemiejstwem”.

Matki zorganizowane

Chata błyszczy, obiad pachnie niech ją kurde piorun trachnie. Ich zęby nigdy się nie psują, a odrosty rosną już pofarbowane, ich porody w makijażu i modnej koszuli można oglądać na instastory. Żony ze Stepfort, które miesiąc po porodzie wydają książki o macierzyństwie, i udzielają wywiadów „jak wrócić do formy w łykend po cesarskim cięciu”.  Nie znam szczegółów ich poczucia kontroli nad światem, nie wiem czy są cyborgami i ile psychotropów biorą żeby przetrwać dobę, znam natomiast jedną matkę zorganizowaną. W nocy gotuje obiad na następny dzień, budzi się zawsze pierwsza i sprząta, ma zawsze make up i zrobione paznokcie, w ciąży chodziła na obcasach a jej dziecko nigdy nie płacze na spacerze. W przerwie między organizacją domu, gotowaniem, sprzątaniem i pracą na etat, robi skalpel Chodakowskiej.

Takim matkom zawsze zazdraszczam, bo u mnie jest Sajgon. Takie matki są obiektem nienawiści z wielu powodów, głównym jest zazdrość, i tego nie ma co ukrywać. Ja też zazdroszczę. Zazdroszczę bo to ludzkie, a nic co ludzkie nie jest mi obce. Ale pójdę dalej. Ja zazdroszczę im wszystkim. Matkom polkom zazdroszczę karmienia piersią, matkom hedonistkom luzu i dystansu do innych, żonom ze Stepford zazdroszczę organizacji.
Wszystkie są najlepsze jakie być potrafią. Czemu więc są „złe”?
Matki, zawsze robią źle. One przecież urodziły po to żeby się teraz „znęcać”, no bo po cóż innego? Mierżą mnie niektóre zachowania, nie lubię kolczyków u noworodków, musztardy na smoczku, cukru w butelce od pierwszej doby, i wisiadeł wpijających się w małe krocze. Ale daleko mi od fanatyzmu. Nie wierzę, że rodzisz dziecko żeby mu zrobić źle, że kupujesz to wisiadło za 300+ piniondzów, w dobrej wierze, reklamowane w piśmie dla mam, żeby dziecku bioderka umyślnie zwichrować, że śpisz z dzieckiem żeby je udusić w nocy własnym cycem, że dałaś cukierki żeby latorośl zachorowała na cukrzycę, a już na pewno żeby miało próchnicę w mleczakach.

Coraz trudniej jest być matką, bo wszystko jest źle. Trzeba się edukować, trzeba czytać o karmieniu, o rodzicielstwie, trzeba świadomie planować rodzinę… a ja widzę mnóstwo zagubionych dziewczyn, które nie wiedzą czy mogą twarz kremem posmarować, bez obawy, że zrobią nienarodzonemu krzywdę . Nie wiedzą czy mogą pachy antyperspirantem popsikać, czy wolno im zjeść w ciąży cebulę, czy mogą paznokcie pomalować. Bo przeczytały w Internecie… przeczytały i już nie śpią drugą dobę, bo co teraz?!

Zbiorowa paranoja.

Słuchasz lekarza- źle bo on już się nie zna, słuchasz położnej – źle ona się też nie zna, słuchasz koleżanki – źle ona nie jest lekarzem, słuchasz matki – źle ona już nic nie pamięta, musisz starać się bardziej.

Bo co byś nie zrobiła i tak zrobisz źle.

Bo zawsze mogłaś się tak nie spinać, albo postarać bardziej.

Bo masz za brudno albo… za czysto – no co ty tak czysto masz, nie bawisz się z dzieckiem?

A co ty taka wyspana? Makijaż masz, jak to? Gdzie pot i łzy?

Ryczysz…no nie mów, że baby blues, to takie wielkomiejskie. Za delikatna jesteś.

Bo depresje mają wariatki a luzują się ignoranci.

Bo pieluchy jednorazowe to brak szacunku dla środowiska, a wielorazowe to kasa w błoto i tymczasowa moda.

Bo dostęp do wiedzy doprowadza nas do szaleństwa, bo trzeba wiedzieć kto ma rację, i czyja racja jest bardziej nasza niż wasza.

Bo gdy jesteś matką, świat to za mało.

WYZWANIE #SUPERMAMA

Przyjmuję wyzwanie! Dziękuję za wyróżnienie i możliwość wzięcia udziału w zabawie, jestem zaszczycona i wzruszona jednocześnie.  Mama Migotka oraz niupki rzuciły mi rękawicę ( sprawiając tym samym wielką radość). Jak? W ramach akcji #SuperMama zostałam nominowana do napisania 10 powodów dzięki, którym uważam się za SUPER MAMĘ, no to zapnijcie pasy kochani.

  1. ZMĘCZENIE nie jest dla mnie żadną wymówką. Tak kochani, od kiedy jestem mamą naprawdę ciężko jest mnie powalić na twarz. Nawet po nieprzespanej nocy poprawiam koronę i jadę dalej.

kangaroo tired

2. KREATYWNOŚĆ  ostatni raz byłam tak kreatywna w liceum, już zapomniałam jak to jest zjeżdżać na ślizgawce, śpiewać na ulicy, leżeć na chodniku, malować kredą po murach. Uwielbiam bawić się z moimi dziećmi i nigdy im nie odmawiam. Pozwalam na kreatywny bałagan.

paint-splatter-2224800_640

3. BLISKOŚĆ czasami myślę, że jeżeli będziemy jeszcze bliżej to nasze ciała stopią się w jedno. Dzieci lubią i potrzebują tej bliskości a ja oddaję im całą siebie wraz z czasem, który mam.

female-koala-and-her-baby-1332217_640_resized_20170515_044255225

4. ZABAWA, podczas zabawy w chowanego pozwalam się znaleźć i udaję, że jestem zaskoczona. Podobnie gdy bawimy się w dzikiego lwa i ukrywam się pod kocem udając, że umieram ze strachu przed drapieżcą. Piję niewidzialna herbatę i ganiam za królikami, których nikt nigdy nie widział.

watching giraffe

5. EMPATIA i DIALOG, zawsze staram się wczuć w sytuację, będąc świadomym rodzicem, wiem, że dziecko to nie mały dorosły. Rozmawiam, tłumaczę, i znów rozmawiam, przepraszam gdy popełnię błąd.

kocham

6. MÓWIĘ NIE, staram się określać swoim dzieciom jak daleko mogą się posunąć. Dbając o ich bezpieczeństwo – wiem kiedy powiedzieć STOP.

sign-1732791_640

7. MÓWIĘ TAK, staram się jak najczęściej mówić tak, jestem zawsze otwarta na ich potrzeby, pragnę pokazać im świat z najpiękniejszej strony. Czwartek w sukni balowej – czemu nie?!.

yes-2076813_640

8. DBAM O SIEBIE I RODZINĘ z każdym dniem idzie mi coraz lepiej, od kiedy jestem mamą czytam o zdrowych produktach, rozróżniam jarmuż od pokrzywy co nie jest wcale takie oczywiste, ograniczam cukier i węglowodany, ćwiczę, nie palę ( tak paliłam wcześniej), czytam skład na opakowaniach. W moim domu pojawiły się owoce i warzywa.

watermelon-846357_640

9. WZRUSZAM SIĘ, od kiedy mam dzieci bardzo emocjonalnie podchodzę do tematu macierzyństwa i wychowania, reklamy allegro powodują zatrzymanie akcji serca. SMSy z dopiskiem #pomagam w  okresie przedświąteczny mogłyby mnie zrujnować finansowo gdyby nie pan M.

twins-1628843_640

10. ZMIANA PRIORYTETÓW, dzieci, pan M i ja tworzymy rodzinę, jesteśmy najważniejsi, wpieramy się i działamy jednym frontem, uczymy się siebie i bycia ze sobą. Nie wyobrażam sobie w tej chwili, że kogoś mogłoby zabraknąć.

zoo-692673_640

Uff udało mi się poklepać się po ramieniu, jak widzicie kochani Bieszczady czekają a mnie tam nadal nie ma – i to jest mierzalny dowód mojej supermamowości. To nie koniec zabawy. Chwilo trwaj, każda z nas potrzebuje miłych słów. Niech dobro leci w świat. DO DALSZEJ ZABAWY NOMINUJĘ :

młodamamapisze

konfabuła

paniminiaturowa

wariacje nie zawsze na temat