Matka, kalafior i grafomania.

Nadeszła wiekopomna chwila

Urlop na finiszu, nie tylko ten wakacyjny. Szykują się wielkie zmiany, albowiem matka wraca do pracy. Ten dzień musiał w końcu nadejść. Dzisiaj starsza latorośl debiutowała w przedszkolu – trzy godziny, niemniej były łzy. Głównie moje, a jednak.

Zastanawiam się jak po takiej trzyletniej absencji przygotować się psychicznie do podjęcia pracy. Czy prosić o okres adaptacyjny? Przydałby się. Czas dla pracownika na integrację z zespołem i własnym mózgiem. No właśnie, jeśli o mózgu mowa. Mój kalafior nie ogarnia listy zakupów, a ogarnąć będzie musiał sporo więcej. Może jakieś witaminki? Co polecacie?

I kolejna zagwozdka, bo ja mości państwo w ogóle nie reaguje na własne imię, i zastanawiam się czy nie napisać sobie na koszulince per „Matka” wtedy szybciej się odwrócę, a po takim okrzyku MAMO! czas reakcji będzie krótszy, a kalafior zaktywowany do myślenia.

Kto śledzi bloga ten wie, że prócz starszej hrabiny mamy na pokładzie jeszcze rok młodszą latorośl, która do przedszkola się jeszcze nie kwalifikuje. Pan M postanowił zaoferować swoje usługi opiekuńcze w systemie full time, co mnie niezmiernie cieszy. Postanowiłam nie pisać tym razem opasłej instrukcji obsługi dziecka, bo w końcu to nie jest debiut i pan M to i owo już potrafi ogarnąć. Nadal ma nawyk zakładania koszuli na twarz przy zmianie pieluchy, ale każdy ma swój styl.

Choć niewiele piszę, nie dajcie się zwieść, zazwyczaj cisza jest przed burzą. Prócz mojego zawodowego zmartwychwstania zahaczyłam się również w portalu www.wrolimamy.pl , gdzie będziecie mogli czytać moje wypociny bardziej regularnie, bo w co trzeci wtorek miesiąca. Wiem jak to brzmi, zaraz się okaże, że to będzie co drugi wtorek miesiąca parzystego z literą R w nazwie, ale ja tu zupełnie serio, serio. Najbliższy wpis planuję na 22 sierpnia, więc śledźcie pilnie, a i ja się pochwalę jak będzie gotowy.  To nie koniec. Jak na grafomana przystało, piszę więcej niż jestem w stanie przeczytać, w związku z czym w zaciszu domowego ogniska powstaje książka. Postanowiłam dla odmiany nie umieszczać w niej żadnego wpisu blogowego – szokers bo z tego co się orientuję, większość ludzi z blogiem po prostu wrzuca do książki wpisy z ostatnich kilku lat i jest petarda. Ja, jako płotka blogosfery nie mam ani tylu czytelników, ani takiej historii wpisów, więc w ofercie szanowni państwo, będzie wolumin nigdzie wcześniej nie opublikowanych tekstów w klimacie literatury kobiecej. Będę zdawać relacje z przebiegu prac, a wy motywujcie, bo jak to samozwańczymi  literatami bywa, miewam zastoje w wenie, że nawet wino mi nie pomaga.

To jak z tymi suplementami, co mi zamieni kalafiora w mózg Magneto z X-men’ów?