Z DZIENNIKA WSPÓŁSPACZA

Podbite oko, stopa między żebrami, palce w nosie i powieki podnoszone wbrew woli właściciela. To nie kadr z filmu Wzgórza mają oczy, a jedynie kadr z życia matki współśpiącej.

 Gdy na początku przygody ze współspaniem, wyobrażałam sobie naszą wspólną drogę, miałam przed oczami sceny z bajek Disneya – ja przeciągająca się beztrosko o poranku (czytaj o 09.00), obok latorośl z zaróżowionymi policzkami pochrumkująca na swojej połowie łóżka. Słodki zapach dziecka, ciepło i malutkie rączki, które okalają moją twarz przed zaśnięciem.

Ta złudna wizja macierzyństwa nie raz już zostawiła mi posmak goryczy w ustach. Moja przygoda ze współspaniem ewaluowała razem z wiekiem moich dzieci. Zaraz po przyjściu ze szpitala ssaki spały blisko… tak blisko, że czasami sklejałyśmy się spoconą  skórą, a odklejenie sprawiało ból.

Gdy zaczęły raczkować, moje umiejętności przetrwania we wspólnym łóżku rozwinęły się jak skrzydła albatrosa.

MATKO PAMIĘTAJ, DZIECKO TWÓJ SKARB

Przerabiałam już kilka opcji. Spanie na gąbce zakupionej w Jysk ( nie polecam), spanie na podłodze sauté, czyli bez niczego – również nie polecam, kolejno spanie na łóżku z jedną ścianą wspomagającą – wszystko zależy od giętkości ciała, jeżeli jesteś w stanie zwinąć się w dużego precla, blokując drogę ucieczki z trzech stron, to znaczy, że sobie poradzisz. Ze względu na moją figurę i umiejętności zwijania się w precla, rzeczona pozycja nie wychodziła mi najlepiej, i porzuciłam spanie na kanapie na rzecz spania w łóżku typu kingsize.

Niestety owe łóżko, ze względu na wielkość pokoju, stało w nietypowej odległości od ścian. W dziurze mieściła się głowa dziecka, a nawet cały tułów, o dziwo moja noga za cholerę tam wejść nie chciała. Drogą dedukcji udało mi się dość do tego jak zablokować nieprzyjemne i niewygodne otchłanie po bokach.  Przypieczętowało to naszą wspólną przygodę ze współspaniem na dobre.

Żadne dziecko nigdy mi nie spadło z łóżka. Zawdzięczam to swoim kocim ruchom, albowiem śpię na tzn. wysokiej czujności niczym lampart, kilka razy udało mi się złapać dziecko w ostatnim momencie, co o 2.00 w nocy nie jest takie oczywiste. Niemniej żadna z latorośli nie opuściła gniazda w trakcie współspania.

W tej chwili gdy dzieci chodzą, a młodsza latorośl prawie opanowała schodzenie z łóżka, bardzo trudno jest je powstrzymać od przemieszczania się. Zauważyłam, że po wspólnych nocach budzę się poobijana jak zawodnik MMA po walce o pas. Zweryfikowałam wypracowane metody blokowania miejsc zrzutu na łóżku, i doszłam do wniosków, że nowa sytuacja wymaga nowej techniki.

MATKO BROŃ SIĘ

Wprowadziłam pozycje obronne, dzięki którym mogę spać  lub odpoczywać w obecności latorośli, bez obaw o własne życie i zdrowie.

Zasady:

  1. Należy spiąć włosy mało atrakcyjną gumką, najlepiej recepturką albo kawałkiem pończochy w kolorze skóry,  która nie przykuje uwagi latorośli. Brak rozwichrzonych włosów zniechęci  potomka do wyrywania ich z głowy współspacza, szczególności z okolic skroni, gdzie boli najbardziej.
  2. Ukryj twarz. Jeśli to tylko możliwe zakryj nozdrza, usta oraz oczy w dłoniach lub ramionach, pozwoli ci to uniknąć wciskania małych palców zakończonych ostrymi pazurkami we wszystkie szczeliny. Dodatkowo unikniesz wywijania powiek, w celu sprawdzenia czy śpisz.
  3. Połóż się na brzuchu. Skakanie po plecach oraz pośladkach boli znacznie mniej niż skakanie po pęcherzu i żołądku.
  4. Jeżeli latorośl jest wyjątkowo zawzięta i próbuje dostać się w okolice twarzy ryjąc głową w poduszce, spróbuj ułożyć się w pozycji żółwia. Dobrze sprawdza się w tej sytuacji pozycja dziecka oraz krokodyla zapożyczona z jogi.
  5. Jeśli twoja latorośl śpi pod ścianą pozycja boczna ustalona, powinna zniechęcić potomka do znęcania się nad współspaczem.

 

NIE TRAĆ CZUJNOŚCI


Zdarzyło mi się raz o tym zapomnieć, leżąc ze starszą latoroślą na kanapie odpłynęłam w ramiona Morfeusza, palec wsadzony do nosa obudził mnie na tyle szybko, że uniknęłam utraty oka, jednak tamowanie krwotoku zajęło mi dobre kilka minut.

 

Przede wszystkim czerp garściami z tej rozkoszy, jaką daje współspanie z dzieckiem 😉

 Powodzenia!

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Integracja sensoryczna

 

Dziś pół żartem, pół serio o zaburzeniach integracji sensorycznej, dodatkowo mam dla was prezent – do ściągnięcia Bajka logopedyczna

Zaburzenia integracji sensorycznej są często przyczyną wielu dziwnych lub niepokojących zachowań wśród dzieci. W przyszłości mogą być powodem niepowodzeń szkolnych, problemów ze skupieniem uwagi i zachowaniem. O ile w sieci znaleźć można tysiące filmików z zabawnymi kotami, setki artykułów o szmince do ust, i drugie tyle na temat gumowych butów, to niestety Internet nie jest już tak łaskawy w kwestii rzetelnych informacji w języku polskim o IS. Dużo ich, a jakoby niczego nie było.

Czym jest IS?!

Według niektórych osób zwykłą wymówką, usprawiedliwieniem złego zachowania. Wiem, że wieść gminna niesie, że z integracją sensoryczna będzie tak jak z ADHD –  wysyp dzieci z zaburzeniami, a kilka lat później dowiemy się z Internetu, że to wszystko to bujda na resorach, i że niczego nie będzie.
Kilka informacji.

Integracja sensoryczna i jej założenia mówią o czymś co istnieje od dawna, nie jest to wymyślona choroba, to coś z czym boryka się każdy z nas, niektórym jednak jest nieco trudniej. Bo jak żyć gdy metka w podkoszulku z Primarka wypala ci dziurę na plecach, albo gdy kichnięcie komara siedzącego na ścianie u sąsiada z bramy obok wybudza cię ze snu, i tak się katujesz już 40 lat, a znajomi mówią „ Stach to taki wrażliwiec, nie śpi po nocach bo trzyma kredens” i jest kupa śmiechu, tylko Stach się nie śmieje.
Integracja sensoryczna (IS)   to prawidłowe przetwarzanie bodźców jakie do nas napływają z otoczenia np. dźwięki, światło, zapachy, faktury, smaki itp. W idealnej sytuacji każdy z nas powinien reagować na poszczególne bodźce w sposób adekwatny, jednym słowem nasze mózgi powinny odpowiednio zinterpretować daną sytuacja odnosząc się min.  do naszych doświadczeń,  i zareagować.

Większość z nas ma jakieś zaburzenia IS, z reguły nam one nie przeszkadzają:

  • Krysia nie lubi dotykać styropianu bo ją obrzydza, na szczęście nie musi z nim żyć na co dzień.
  • Edek nienawidzi jak go ktoś lekko dotyka, dla tego został bokserem i nie musi znosić tego głaskania.
  • Hela śpi w skarpetach, bo jak twierdzi bez nich nie zaśnie.
  • Miłek nie miał takiego szczęścia, bez kamizelki obciążeniowej nie potrafi skupić się na więcej niż 10 minut zaraz wstaje, jest zirytowany i zdenerwowany.

Źródło ilustracji

Jak się objawiają zaburzenia IS

Na pewno znacie kogoś kto nie cierpi metek w ubraniach i nagminnie wszystkie wycina – zaburzenia IS, oczywiście jeżeli mam bluzkę z metką jak dywan w IKEA to myślę, że będzie przeszkadzać nawet największemu twardzielowi, ale ja tu mówię o metkach, na które nie zwracamy lub potencjalnie nie powinniśmy zwracać żadnej uwagi. Może być to nietypowa niechęć np. do waty, mokrych owoców, klejących potraw, maczania rąk w farbie, chodzenia gołą stopą po dywanie.

O dziecku, które nie lubiło się przytulać

Znacie takie dzieci? Ja znam i wiem że to zaburzenia, a może macie latorośl, która nie lubi być pętana w pasy np. siedząc w wózku lub foteliku samochodowym? Warto sprawdzić, czy to nie zaburzenia IS. Dziecko, które nie lubi się przytulać to ciężki kaliber, bo jak tu przekonać rodzinę, że takie tulanie na siłę i hasła „pocałuj ciocię Grażynkę” doprowadzają dziecko do konwulsji. Jedno z moich potomnych ma zaburzenia IS, nie lubi się tulić, całować, nie lubi ze mną spać, nie lubi obcisłych ubrań, wielu potraw, nigdy nie ssała smoczka (co o dziwo budzi zawsze największe zainteresowanie – nie ssie smoczka?! To jak żyć?).

Jak widać nie są to zaburzenia, które uniemożliwiają nam funkcjonowanie ale, ale… Nie pisałabym o tym gdybym nie zmierzała do konkretnych wniosków. Mianowicie, większość zaburzenia IS jest niegroźna i nie przeszkadza nam w funkcjonowaniu na co dzień, jednak jeżeli zauważymy, że zaburzenia nas ograniczają, lub uniemożliwiają „normalne” wykonywanie codziennych czynności, warto skonsultować się z terapeutą.

Jak mogą wyglądać zajęcia z terapii SI:

 

Na stronie Polskiego Stowarzyszenia Terapeutów Integracji Sensorycznej wyszczególnione są najbardziej charakterystyczne objawy dysfunkcji IS:

  1. jest niespokojne, płaczliwe, ma kłopoty z zaśnięciem
  2. ma trudności z samodzielnym piciem, żuciem i przełykaniem pokarmów (preferuje dania papkowate),
  3. źle toleruje wykonywanie przy nim czynności pielęgnacyjnych i higienicznych, takich jak: obcinanie włosów, paznokci, mycie twarzy, zębów, smarowanie kremem, czesanie, czyszczenie nosa, uszu itp.
  4. wiele czynności samoobsługowych wykonuje z trudem, powoli, niezdarnie,
  5. ma problemy z samodzielnym myciem się, ubieraniem, zwłaszcza zapinaniem guzików i sznurowaniem butów,
  6. ma słabą równowagę: potyka się i upada częściej niż rówieśnicy, prawie zawsze ma jakiś siniak czy zadrapanie,
  7. podczas dłuższego siedzenia ma trudności z utrzymaniem głowy w pozycji pionowej, podpiera ją ręką, kładzie się na stoliku itp.
  8. jest nadruchliwe, nie może usiedzieć/ustać w jednym miejscu,
  9. trudno się koncentruje, a łatwo rozprasza,
  10. jest impulsywne, nadwrażliwe emocjonalnie, często się obraża,
  11. bywa uparte, negatywistyczne,
  12. w porównaniu do innych dzieci czy wymogów sytuacji porusza się zbyt szybko lub za wolno,
  13. nabywanie nowych umiejętności ruchowych sprawia mu trudność, np. jazda na rowerze, rzucanie i łapanie piłki, pływanie,
  14. wchodząc/schodząc po schodach częściej niż inne dzieci trzyma się poręczy, niepewnie stawia nogi,
  15. nieumyślnie wchodzi lub wpada na meble, ściany, inne dzieci,
  16. niewłaściwie czy wręcz dziwacznie trzyma różne przedmioty codziennego użytku, np. nożyczki, sztućce czy przybory do pisania,
  17. unika dziecięcego baraszkowania z rodzicami lub rodzeństwem,
  18. uwielbia ruch, poszukuje go, dąży do niego. Jest stale w ruchu – biega, podskakuje, często zmienia pozycję ciała
  19. przejawia duży lęk przed upadkiem lub wysokością, okazuje niepokój, gdy musi oderwać nogi od podłoża, np. wejść na wysokie schody, na drabinkę, usiąść na wysokim stołku,
  20. w nowym miejscu czuje się zagubione, potrzebuje sporo czasu by zdobyć orientację w otoczeniu,
  21. często myli stronę prawą i lewą, w obrębie własnego ciała oraz w otaczającej przestrzeni, podczas gier zespołowych zdarza się, że biegnie w innym kierunku niż jego drużyna, w inną stronę niż piłka, którą ma złapać, jest zdezorientowane, ma słabe wyczucie odległości
  22. nie ma dominacji jednej ręki,
  23. ma trudności z czytaniem i pisaniem, częściej niż inne dzieci w jego wieku myli, odwraca znaki graficzne, ma trudności w przepisywaniu, przerysowywaniu z tablicy,
  24. ma kłopoty z cięciem nożyczkami, rysowaniem po śladzie, kalkowaniem itp.
  25. sprawia wrażenie słabego, szybko się męczy,
  26. nie lubi karuzeli, huśtawki, lub przeciwnie – uwielbia to.


Najczęściej spotykanymi dysfunkcjami integracji sensorycznej są: nadwrażliwość (obronność) dotykowa związana z wygórowaną reakcją na bodźce, nadwrażliwość oralna dotycząca okolic buzi, dyspraksja polegająca na trudnościach z zaplanowaniem i wykonaniem czynności ruchowych czy niepewność grawitacyjna, której cechą charakterystyczną jest lęk przed zmianą pozycji ciała.


Dysfunkcje integracji sensorycznej wpływają na uczenie się, zachowanie i rozwój społeczno-emocjonalny dziecka.

Źródło:  http://www.pstis.pl/

 

Ponieważ bardzo często pytacie o przebieg,cenę i przygotowanie do diagnozy SI mam dla was kilka informacji.

Jak wygląda diagnoza IS

Ja trafiłam do gabinetu terapeuty IS z zalecenia neurologopedy, do którego udałam się sama, ( ja z tych nadgorliwych ;-p) prywatnie, mając kilka wątpliwości. Pierwsze spotkanie u neurologopedy trwało 90 minut. Przypominało zabawę – układanie puzzli, wsadzanie klocka do sortera, zabawa na dużej piłce, obserwacja podczas swobodnej zabawy, wywiad z rodzicem. Koszt wizyty u neurologopedy 100 zł, podejrzewam, że cena jest uzależniona od wielu czynników, może wynieść więcej lub mniej. Ja podaję cenę orientacyjną o której wiem. Do logopedy można wybrać się również ze skierowaniem od pediatry.

Nasza diagnoza IS składała się z 2 części

Pierwsza była rozmowa na temat dziecka, dość szczegółowa, jeżeli planujecie pójść na taka diagnozę weźcie ze sobą książeczkę zdrowia dziecka, ja nie znalazłam poziomu bilirubiny pierworodnej po urodzeniu, drugorodna miała już wpisany poziom do książeczki. Obydwie panie miały po urodzeniu żółtaczkę a poziom bilirubiny jest istotna kwestią. Podczas wywiadu z rodzicami pytano mnie o przebieg ciąży oraz o okres przed samym zajściem w ciąże ( leki, choroby, warunki etc). Przyznam , że odpowiedzi przygotowałam sobie wcześniej w domu, ponieważ podczas spotkania trudno byłoby mi udzielić na nie prawidłowa odpowiedź z tzn głowy. Drugi etap diagnozy stanowiła obserwacja. Łącznie 3 godziny ( my wybraliśmy opcje dwóch spotkań po 90 minut). Co podczas takiej obserwacji dzieje się z dzieckiem? – nic szczególnego, dziecko bawi się w Sali a pani obserwuje, czasami „zaczepia” np. podając jakąś zabawkę, piłkę z wypustkami czy kulkę z papieru, dotyka stopy dziecka, może chcieć z badań podniebienie ( np. żeby sprawdzić czy nie jest gotyckie), sprawdza wędzidełko, mogę poprosić o podanie dziecku czegoś do picia lub jedzenia żeby sprawdzić czy nie wystawia języka podczas tych czynności itp. Nasza pierworodna była bardzo zadowolona, dla niej była to zwykła zabawa. Wiele osób, które zastanawiają się nad diagnoza pytają o cenę. Ja płaciłam 300 zł, i o ile mi wiadomo nie jest to nic nadzwyczajnego, diagnoza może kosztować nawet nieco więcej w zależności gdzie ją robicie. Moja latorośl miała 13 miesięcy podczas diagnozy, wiem, że niechętnie terapeuci podchodzą do diagnozowania takich małych dzieci, jednak warto poszukać odpowiedniej osoby, która nas pokieruje.

Diagnoza i co dalej

W opinii otrzymałam zalecenia np. spotkania z logopedą, zabawy na placu ( huśtanie, bieganie, dostymulowanie w sposób naturalny), dietę sensoryczną, masaże, w razie potrzeby kołdrę dociążeniową Wiele z tych rzeczy można zrobić samodzielnie  -codzienne wyjścia na spacer, wspólne zabawy fakturami ( choćby sensoplastyka).

Źródła i polecane strony internetowe

http://www.pstis.pl/

http://integracjasensoryczna.info/

http://www.simba-terapia.pl/jakie-zachowania-dziecka-mog-wskazywa-na-zaburzenia-integracji-sensorycznej

http://pomocdziecku.um.warszawa.pl/index.php?k=39

http://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/wychowanie/integracja-sensoryczna-zaburzenia-leczenie-cwiczenia_44379.html

 

 

 

WYZWANIE #SUPERMAMA

Przyjmuję wyzwanie! Dziękuję za wyróżnienie i możliwość wzięcia udziału w zabawie, jestem zaszczycona i wzruszona jednocześnie.  Mama Migotka oraz niupki rzuciły mi rękawicę ( sprawiając tym samym wielką radość). Jak? W ramach akcji #SuperMama zostałam nominowana do napisania 10 powodów dzięki, którym uważam się za SUPER MAMĘ, no to zapnijcie pasy kochani.

  1. ZMĘCZENIE nie jest dla mnie żadną wymówką. Tak kochani, od kiedy jestem mamą naprawdę ciężko jest mnie powalić na twarz. Nawet po nieprzespanej nocy poprawiam koronę i jadę dalej.

kangaroo tired

2. KREATYWNOŚĆ  ostatni raz byłam tak kreatywna w liceum, już zapomniałam jak to jest zjeżdżać na ślizgawce, śpiewać na ulicy, leżeć na chodniku, malować kredą po murach. Uwielbiam bawić się z moimi dziećmi i nigdy im nie odmawiam. Pozwalam na kreatywny bałagan.

paint-splatter-2224800_640

3. BLISKOŚĆ czasami myślę, że jeżeli będziemy jeszcze bliżej to nasze ciała stopią się w jedno. Dzieci lubią i potrzebują tej bliskości a ja oddaję im całą siebie wraz z czasem, który mam.

female-koala-and-her-baby-1332217_640_resized_20170515_044255225

4. ZABAWA, podczas zabawy w chowanego pozwalam się znaleźć i udaję, że jestem zaskoczona. Podobnie gdy bawimy się w dzikiego lwa i ukrywam się pod kocem udając, że umieram ze strachu przed drapieżcą. Piję niewidzialna herbatę i ganiam za królikami, których nikt nigdy nie widział.

watching giraffe

5. EMPATIA i DIALOG, zawsze staram się wczuć w sytuację, będąc świadomym rodzicem, wiem, że dziecko to nie mały dorosły. Rozmawiam, tłumaczę, i znów rozmawiam, przepraszam gdy popełnię błąd.

kocham

6. MÓWIĘ NIE, staram się określać swoim dzieciom jak daleko mogą się posunąć. Dbając o ich bezpieczeństwo – wiem kiedy powiedzieć STOP.

sign-1732791_640

7. MÓWIĘ TAK, staram się jak najczęściej mówić tak, jestem zawsze otwarta na ich potrzeby, pragnę pokazać im świat z najpiękniejszej strony. Czwartek w sukni balowej – czemu nie?!.

yes-2076813_640

8. DBAM O SIEBIE I RODZINĘ z każdym dniem idzie mi coraz lepiej, od kiedy jestem mamą czytam o zdrowych produktach, rozróżniam jarmuż od pokrzywy co nie jest wcale takie oczywiste, ograniczam cukier i węglowodany, ćwiczę, nie palę ( tak paliłam wcześniej), czytam skład na opakowaniach. W moim domu pojawiły się owoce i warzywa.

watermelon-846357_640

9. WZRUSZAM SIĘ, od kiedy mam dzieci bardzo emocjonalnie podchodzę do tematu macierzyństwa i wychowania, reklamy allegro powodują zatrzymanie akcji serca. SMSy z dopiskiem #pomagam w  okresie przedświąteczny mogłyby mnie zrujnować finansowo gdyby nie pan M.

twins-1628843_640

10. ZMIANA PRIORYTETÓW, dzieci, pan M i ja tworzymy rodzinę, jesteśmy najważniejsi, wpieramy się i działamy jednym frontem, uczymy się siebie i bycia ze sobą. Nie wyobrażam sobie w tej chwili, że kogoś mogłoby zabraknąć.

zoo-692673_640

Uff udało mi się poklepać się po ramieniu, jak widzicie kochani Bieszczady czekają a mnie tam nadal nie ma – i to jest mierzalny dowód mojej supermamowości. To nie koniec zabawy. Chwilo trwaj, każda z nas potrzebuje miłych słów. Niech dobro leci w świat. DO DALSZEJ ZABAWY NOMINUJĘ :

młodamamapisze

konfabuła

paniminiaturowa

wariacje nie zawsze na temat 

BABY Z WÓZKAMI, CYCKAMI I BRZUCHAMI

Już myślałam, że nic mnie dzisiaj zabawnego nie spotka – myliłam się – dziękuje facebooku, dziękuje Pytanie na Śniadanie. Jako matka, do tego dwójki dzieci, które wożę sobie bezczelnie w wózku bliźniaczym, (a co gorsza czasami wózek pusty pcham bo jedna latorośl idzie a druga wisi mi na plecach w nosidle) bywam zepchnięta na margines społeczny, i nie mam dostępu do niektórych usług takich jak np. sklep spożywczy, gabinet fryzjerski czy choćby piekarnia. Niejednokrotnie najzwyczajniej w świecie nie mieścimy się w przejściu lub w drzwiach, że o alejce nie wspomnę, ale co tam wózek bliźniaczy przecież wiadomo, że jak ktoś ma dwójkę małych dzieci to powinien kupić przez Internet tonę ziemniaków i siedzieć w domu aż do lata, najlepiej obierając sobie te ziemniaki żeby nie było, że tylko siedzi i pobiera państwowe piniondze.

Wchodzę dzisiaj niczego jeszcze nieświadoma na facebooka, a tam odniesienie do programu PnŚ, temat: „Matki z wózkami – kogo i dlaczego denerwują” pod postem rzecz jasna komentarze. Większość komentarzy pisały kobiety, i pomyślałam sobie naiwnie, że skoro kobiety to pewnie mają macice, a jak już jest macica to jest szansa, że miały, mają lub mieć będą potomstwo ( choć przymusu ni ma, nie mniej jednak osoba z macicą ma duże szanse na zostanie matką a przynajmniej większe od osoby z np. jądrami).

Na co liczysz od „swoich” ludzi ( czytaj od innych kobiet – potencjalnych matek lub chociaż kobiet co mają matkę) no na jakąś małą „sztamę” – na jakąś hipotetyczną solidarność jajników, nie wiem … piąteczka maciczna, cokolwiek w ramach wsparcia.

Ale NIE. Oczywiście, że NIE.

Czytam komentarz: „ ludzie, którzy na wózku inwalidzkim jeżdżą proszą kogoś z przechodniów żeby im wszedł i zrobił zakupy bo wiedzą dokładnie, że zablokują wszystko i tacy są wyrozumiali” no tak, a te matki pchają się na chama z wózkiem zamiast elegancko ustawić się w kordonie wózków inwalidzkich…

Czytałam kilka razy i uwierzyć nie mogłam, LUDZIE ! czy wy uważacie, że to normalne, że OSOBY na wózkach inwalidzkich  nie mogą wjechać do sklepu?!  Naprawdę?! To ja wam życzę żebyście nigdy nie musieli być w takiej sytuacji, żeby prosić obcą osobę o kupno podpasek, jarmużu albo zwykłych pieluch dla dziecka – i jak to niby ma wyglądać?! że dajesz takiej obcej osobie kartę do bankomatu, podajesz pin i czekasz jak ten pan z Caritasu przed kasą na „co łaska” w ramach empatii społecznej. KU*WA.

Kolejny komentarz:

Te z wózkami nie są najgorsze, najgorsze są bez wózków! Traktują sklep jak salę zabaw. Nie zwracają uwagi na rozwalające wszystko dziecko, często wyjące w niebogłosy, bo mają chwilę spokoju! Tragedia

O tutaj na mój teren ktoś wjechał i nóż w kieszeni chował się i otwierał jak czytałam bo mam dwa szatany, z którymi idąc do klepu wcześniej aplikuję tabletkę na uspokojenie, bo nie wytrzymam i mogę wszystkich pozabijać, ale sprawdziłam z ciekawości i autor komentarza to dość młoda bezdzietna osoba więc NIE MA POJĘCIA CZYM JEST CIEMNA STRONA MOCY .

Mam nadzieję, że w przyszłości osoby, które w tak mało wyrozumiały sposób i zarazem tak niesprawiedliwy oceniają innych, jak już założą rodzinę i wejdą do sklepu samoobsługowego, a ich latorośle wyskoczą nogi rozprostować i wpadną w żelki, to szanowni państwo ukorzą się  i przeproszą za swoją „chwilę spokoju” wszystkich w sklepie a następnie – tak jak ja – posprzątają po swoich potomkach.

A jeżeli trafi im się wymagające i szybkie niczym światło dziecko, które zacznie płakać  w alejce sklepowej i zdecydują się wziąć je na ręce blokując tym samym na chwile przejście to żadna starsza pani do nich nie powie „stoi krowa!” jak mi w Biedronce… i że ktoś im przytrzyma drzwi jak będą wchodzić do przychodni, zamiast nacierać całym korpusem na wózek gdy będą trzymać paluchem od nogi 10 kg wrota, próbując wtoczyć się z dwójka dzieci jednocześnie.

Ciemnogród, powiadam wam. Zrozumiałabym gdyby pisali o tym mężczyźni bo oni na zakupy z dziećmi chodzą o wiele rzadziej, ( statystycznie rzecz jasna) ale to pisały same kobietki.

Kolejny komentarz:

Ja z wózkiem pokłóciłam się z kierowcą autobusu oznajmił, że robię kłopot sobie i wszystkim wokół biorąc dziecięcy wózek” Brawo dla tego pana w autobusie, awans mu się należy! Dobrze, że nie wysunął rampy ani nie pomógł matce z wózkiem bo dopiero by było…

Ja mam propozycję, że skoro wózki tamują ścieżki w sklepach i generalnie zajmują stanowczo zbyt dużo miejsca to powinien być taki odgórny regulamin, który wprowadza zakaz:

ZAKAZ WSTĘPU DLA

GRUBYCH BAB

BAB W CIĄŻY Z DUŻYM BRZUCHEM

BAB Z WÓZKAMI

BAB W NOSIDLE

NIEPEŁNOSPRAWNYCH NA WÓZKACH

OSÓB STARSZYCH Z BALKONIKIEM

Najlepiej gdyby tylko szczupli, zdrowi, bezdzietni, piękni i młodzi mogli wchodzić.

Ale zaraz… a jak to jest z kobietami, które mają miseczkę F?!

Czy baby z wielkimi piersiami mogą wchodzić? Bo one też mogą takim sprzętem narozrabiać np.  na półce z makaronem?

Dziękuję.

 

 

NIEDOCZAS

Obraz:  The Rejuvenation of Time by Dali

Oglądaliście Interstellar? Jest tam motyw tunelu czasoprzestrzennego. Jeden z bohaterów tkwi w innym wymiarze co z boku wygląda dość groteskowo, bowiem w wizji reżysera wymiar ten znajduje się na półce z książkami…
Bardzo przydałby mi się taki tunel czasoprzestrzenny bo moja doba ma ewidentnie zbyt mało godzin. Gdzie powinny być wysyłane kobiety na urlop macierzyński tudzież wychowawczy? Na Merkury – tam dzień trwa tyle ile ja właśnie potrzebuję żeby się ogarnąć –  a mianowicie 58,7 dni ziemskich. Mam matczyny syndrom niedoczasu objawiający się głównie tzn miotaniem i bieganiem za własnym ogonem, noszę talerze, wynoszę ciuchy, taszczę zabawki, wkładam, wyciągam  i znów chowam klocki żeby wyciągnąć „kreatywne pudełko” – naklejam kartki na podłogę – najpierw hrabina pomaga zużywając pół rolki taśmy malarskiej na oklejenie siebie i siostry, następnie z resztek udaje mi się wykleić miejsce do rysowania. Wyciągam gadżety czyli klej, watę, pióra, farby, puzzle, naklejki  i co tam waćpanny sobie zażyczą, kiedy majdan rozłożony zabawa trwa – uwaga – całe 5 ( słownie PIĘĆ) minut – ponieważ właśnie przeleciała jakaś pół żywa mucha i teraz to mucha jest w centrum uwagi . Pytam „ będziesz jeszcze naklejać – NIE! A może za chwilkę NIE!” , czekam jeszcze drugie pięć minut, ale po jakże atrakcyjnej musze uwagę mojego dziecka przykuły okruchy na dywanie więc nie mam już żadnych szans…

Zbieram wszystko co pokryło powierzchnię dawno niewidzianej podłogi w salonie.  Powstałą spod ręki hrabiny płaskorzeźbę przyklejam do „ściany chwały”, zmywam farbę z podłogi – całe to zamieszanie wokół sprzątania po 5 minutowej zabawie trwa przynajmniej 15 minut. W końcu siadam na kanapie i wtedy latorośl podchodzi do mnie robi oczy foki – kto był w zoo we Wrocławiu wie jak wyglądają oczy foki –  nadyma poliki, patrzy tymi szklistymi, wielkimi oczami… „ mamoo choććć” i gdzie mnie ciągnie – no oczywiście, że przecież właśnie tam…. gdzie może mnie ciągnąć jak nie do „kreatywnego pudełka”  – teraz będziemy malować.

Ja nie wiem jak wychodzi to tym wszystkim vlogerom z youtuba, że udaje im się zaangażować małe dziecko do wspólnej zabawy według jakiegoś scenariusza, ale zaczynam podejrzewać, że to nie są prawdziwe dzieci… Moje dziecko na 20 prób raz odbiło rękę na tyle wolno, że odcisnęła wszystkie 5 palców. Laurka – zrobienie zajęło nam pół dnia – wspomnienia bezcenne.
Przy dzieciach czas jest najcenniejszą walutą. Wiecie co robiłam w wolnych chwilach gdy nie miałam dzieci. Mam nadzieję was zaskoczyć –  do moich najdziwniejszych zajęć zaliczam:

klasyfikowanie galaktyk na stronie https://www.galaxyzoo.org/ ( teraz z uwieszoną hrabiną przy nodze i drugorodną przywiązaną do torsu wydaję się to być dość nieprawdopodobne)
kojarzenie usłyszanych dźwięków wielorybów i łączenie ich ze sobą by móc ustalić trasę migracji poszczególnych osobników – projekt już nie istnieje, został zakończony w 2015 roku można przejrzeć archiwum badań https://www.zooniverse.org/ nazwa projektu: https://whale.fm/

A wy macie na koncie szalone hobby lub inne dziwne zainteresowania? Przyznam, że ja naprawdę lubiłam to robić, dźwięki wielorybów są bardzo relaksujące a galaktyki po kilku dniach miałam dobrze obcykane 😉

Teraz robię coś o wiele bardziej skomplikowanego – staram się zabawić dwulatkęi jej siostrę co nie jest takie proste. Wbrew pozorom pluszak i kredki nie załatwiają sprawy. Na każdym blogu parentinowym posty z zabawkami „ co kupić”, „co warto mieć”, „czego nie powinno zabraknąć”…. No i tak patrzę na hrabinę jak obiera kilogram starej cebuli i myślę sobie, że ja jej chyba na urodziny kupię mandarynki do obierania albo ugotuje jej 10 jajek na twardo to przynajmniej będzie się cieszyć dłużej niż z lalki czy kuchenki …

(Nie)porządki świąteczne

William Hogarth, Modne małżeństwo

Już w listopadzie zaczęłam rozmyślać nad tym, jak ja na Boga dam radę ogarnąć rzeczywistość przed świętami! No i jak chciałam tak mam, bo nie ogarniam tej rzeczywistości. Najgorsze co można zrobić to sobie coś bezczelnie zaplanować na przekór przeznaczeniu. Moje dwa przeznaczenia bawią się w najlepsze i nikt nie powiedział, że dziecko musi mieć jakiekolwiek drzemki w ciągu dnia. Bo przecież nic nie musi, musi to na Rusi jak mawia moja babcia, a w Polsce jak kto chce -a moje latorośla chcą właśnie się bawić z mamą i nie chcą spać bo kochają życie.

Podzieliłam ze ślubnym przedświąteczną rzeczywistość sprzątającą na segmenty, i przez tydzień ogarnęliśmy mieszkanie z wewnątrz. Zachowując całkowity spokój ducha kpimy sobie z ironii losu, bowiem sprzątamy i prasujemy aktywnie od wielu dni a śladu ni ma… no nic nie widać a nawet więcej – jest syf!… ale nie taki syf z brudem i robakami, taki zdrowy syf dziecięcy – tu rajstopki tam kanapka, o proszę banan w szufladzie bo czemu nie. Wyciągam pranie z bębna, a co my tutaj mamy – widzę, że ktoś pomagał… mały skrzat wsadził do bębna Reksia… bardzo, bardzo cieszę się, że to nie jest pilot od telewizora.
Człowiek nie wie ile ma w sobie pokładów cierpliwości i jak cieszą nas drobne rzeczy, dopóty nie przyjdzie mu obcować z aktywnym dwulatkiem. Najdłużej sprzątaliśmy z mężem kuchnię wyrzucając – nie, nie napisze bo wyjdę na brudasa 😉 sporo… młoda hrabina nam pomagała, rzecz jasna po swojemu. Najbardziej lubi wyciągać reklamówki z szafki – każdy Polak ma taka szafkę na reklamówki w swoim domu, takie nasze narodowe hobby – no i ja też mam i w sumie mogę się pochwalić imponującą liczbą reklamówek z kilku krajów świata, a przynajmniej ze wszystkich tych gdzie mają Lidla. Na drugim miejscu w kategorii rozrywka jest półka ze słoikami – standardowo myję i składuję na zapas bo może kiedyś znajdę tunel czasoprzestrzenny i będę mogła dokonać podróży w czasie i zrobić dżemik albo hutney z cebuli…
Wbrew wszystkiemu mamy choinkę, mieszkanie małe więc jest sztuczna, bąbki plastikowe i generalnie sponsorem świąt w tym roku jest u nas firma Pepco. Dziękuję zatem wszystkim kolegom i koleżankom z Azji za zaangażowanie w pracę na rzecz mojego konsumpcyjnego podejścia do Świąt.
Lecę zapeklować karkówkę. Może tym razem jej nie zjemy zanim ostygnie..

A ja leżę i pachnę…

Carl Herpfer – The Love Missive (1875)
Co ty robisz cały dzień…

Na tapczanie leży leń, nic nie robi cały dzień.. O! wypraszam to sobie jak to ja nic nie robie?!

Każdy dzionek Matki zaczyna się podobnie, choć przy moich latoroślach ciężko o stały program dnia akurat pobudki są jak w zegarku. Wraz ze świtem wstaje najmłodsza hrabina, nie można jej odmówić uroku osobistego. Co może być milsze z rana od ciepłego, różowego bobasa, który smaga nas po twarzy. Chciałoby się napisać, że Matka wyskakuje jak sprężyna z łóżka… albo lepiej  – wstaje przed swoimi dziećmi, żeby posprzątać i obiad zrobić – niestety, to nie ta Matka. Ja wstaję po moich dzieciach. Najmłodsza lubi się pobawić w łóżku więc jak już mnie wysmaga po twarzy i otworzę przekrwione oko żeby jej udowodnić, że czuwam wówczas sięgam ręką za głowę i wyciągam awaryjne grzechotki i gryzaki. Młoda przybiera pozycje foki a ja rozkładam jej zabawki odgarniając kołdrę i poduszkę na jedna wielka kupę w nogach.

Zamykam oko i prawie wpadam w ramiona Morfeusza, z przyjemnych objęć pół-snu wyrywa mnie radosny okrzyk Hrabiny z pokoju obok. NIEEEE, NIEEE – gdyż właśnie takim radosnym okrzykiem wita dzień mój pierwiosnek. Wstaję, odklejam twarz od poduszki, misia, tetry, gryzaka, fridy, paczki chusteczek  czy czegokolwiek co tym razem przetrwało ze mną noc w symbiozie i ciągnę ciało do pokoju obok, zanim wejdę przywdziewam najpiękniejszy uśmiech jaki nosze w kieszeni. Witaj skarbie! Jak minęła ci nocka? Dobrze, się spało? I tutaj Marsowa mina Hrabiny nie pozostawia złudzeń. Zaczynam dialog wiedząc, że jestem na straconej pozycji. Wyjdziesz? – NIE, Chcesz jeszcze poleżeć? – NIE, A może wody ci przynieść? – NIE… wyciągam szczeble – Hrabina przechodzi etap SAMA, DAJ, JA oraz NIE i ostatnio MOJA MAMA. Po codziennych porannych zabiegach pielęgnacyjnych gromadzimy się na kocu w salonie gdzie radości nie ma końca. Spocona ze zmęczenia, wykończona, spragniona i głodna łypię na zegar w dekoderze… 09.00 a ja czuję się jakby była 29.00… Nie wiem co pić. Kawa… herbata… melisa… bez sensu napije się wody. Woda jest najlepsza bo nie musi być ciepła i nie trzeba jej zmywać z kanapy jak się wyleje. Robię śniadanie, Hrabina mi pomaga bardzo lubi rozbijać jajka i wrzucać różnie rzeczy do miski. Następnie wszystkie jemy – ja jem co kto zostawi. Po śniadaniu i porannej zabawie pokój i kuchnia wyglądają jak po wybuchu bomby. Młoda dużo pomaga taki z niej altruista, najbardziej lubi obierać cebulę. Hrabiny bardzo mnie kochają i lubią siedzieć na mnie, młodsza lubi bardzo ściśle przylegać do torsu jak ongiś jej siostra,  druga najchętniej na stałe wmontowałaby się między moje kolana.

Czekam z niecierpliwością na… drzemkę. Halo drzemka?  tu Matka Hrabiny, nie odkładaj słuchawki, czekamy na ciebie…. W końcu nadchodzi. Zawsze naiwnie mam plan na drzemkę. PLAN PIĘCIOLETNI bo tyle bym potrzebowała żeby to wszystko ogarnąć. Samo planowanie daje nadzieję. Czego ja nie ugotuje, czego ja nie posprzątam – oczami wyobraźni pucuję szybę balkonowa… a jak w szafie poukładam, Boziu to chyba kolorami tym razem hohoho… Matka rakieta.  Niestety najczęściej dziewczyny śpią naprzemiennie przy czym najmłodsza śpi po 20-30 minut w trakcie których biegam z obłędem w oczach i zaczynam sto rzeczy na raz żadnej nie kończąc. Tak, jestem niezorganizowana i dobrze mi z tym, a czasami …patrzę na ten galimatias, wstaję przynoszę sobie kawę i… PIJE KAWKĘ W SZLAFROKU a bałagan sobie usłużnie czeka, tak go wyszkoliłam.

Cały dzień to maraton, ba! to prawdziwy survival! myśle, że takiBear Grylls wymiękłby po jednym dniu. Oglądaliście kiedyś NAGI INSTYNKT PRZETRWANIA – zapraszam do nas na jeden odcinek. Zabawa-jedzenie-przewijanie-sprzątanie-mycie-zabawa-uspokajanie-tulenie-noszenie-pocieszanie-tańce-śpiewy-łzy-smiech-kołysanie-tłumaczenie. Jest też dużo biegania i szukania. Ostatnio znalazłam zakrętkę od thermomixa w pudle z zabawkami dobrze, że nie mam czasu gotować bo gdybym się zorientowała, że ją zgubiłam to zawał pewny.

HARMONOGRAM DNIA MATKI

6.00 Morfeusz weź mnie puść

07.00 Poranny FAT burning z Hrabiną

09.00 Przerwa w nadawaniu (kawa w wiadrze raz)

10.00 „Moja mama” czyli jak się rozmnożyć gdy dwie ręce to stanowczo za mało

11.00 „ Nie chce spać, chcę krzyczeć” – maraton pokojowy

12.00 „Matki nie ma to tylko awatar”

13.00  „Szczęki II” czyli jak nakarmić drapieżnika

14.00 „Dlaczego ja” – dramat połowy dnia

15.00 „To nie” wykład gościnny na temat zastosowania rachunku prawdopodobieństwa w macierzyństwie poprowadzi Matka H.

16.00 „ Boso prze świat” pogadanka na temat atawistycznej potrzeby zrzucenia odzieży

17.00 „Porozumienie bez przemocy w praktyce – warsztaty”

18.00 Ćwiczenia samokontroli – interwały

19.00 „To był dzień” analiza zysków i strat.