JA TORBACZ. SŁÓW KILKA O NOSZENIU W CHUŚCIE.

Detail from „The Rutland Psalter”, medieval (c1260), British Library Add MS 62925. f 47r

Nosisz swojego torbacza?  Mi chusta ratuje przysłowiowy tyłek.  Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że moje życie bez chusty było o niebo cięższe. Wiem co mówię, bo do chusty dojrzewałam kilka miesięcy. Z początku wiązanie chusty wydawało mi się tożsame z zakładaniem kimona… 5 metrów materiału i ja w środku, że o dziecku nie wspomnę. Abstrakcja. Broniłam się jak mogłam.

Po narodzinach moje dziecię leżało na mnie całymi dniami, ewentualnie pozwalało się nosić na rękach. O odłożeniu do łóżeczka nie było mowy. O drzemce w dzień – tej utopijnej z gazet dla mam – nie było mowy, młodą budziło brzęczenie komara u sąsiada z bramy obok.

Wiedziałam, że z czasem ręce odmówią posłuszeństwa i rozglądałam się za czymś co mogłoby mi pomóc. Najlepiej gdybym znalazła gdzieś robotyczne ramię. Takie, które chodziłoby za mną i nosiło młodą w wybranej przez nią pozycji. Jeszcze lepiej byłoby, gdybym miała do pomocy bionicznego człowieka, który bez wynagrodzenia byłby do dyspozycji 24h/ dobę. Mógłby nosić młodą kiedy płacze, pokazywać jej listki na drzewach, nosić po parku i ogrodzie, bawić się z nią w „kłuje nie kłuje” ( ulubiona zabawa hrabiny). Niestety pomimo dobrych chęci ani na Allegro ani na Amazonie nie znalazłam takiego ramienia.

TORBA

W ręce wpadła mi książka „Co nieco o rozwoju dziecka”. Znalazłam w niej kilka cennych uwag i niestety rekomendację torby do noszenia dziecka. Była to torba na jedno ramię, w której nosi się bąbla w pozycji kołyski. Ponieważ polecał ją znany fizjoterapeuta uznałam, że musze ją mieć. Wydałam sporo monet na zakup owej torby. Próbowałam w niej ulokować młodą. DRAMAT. Ni jak mi nie wychodziło, to głowa krzywo, to dziecko jest za głęboko… torba nadawała się jedynie do noszenia warzyw z targu do domu. Szkoda czasu i pieniędzy. Moja pierwsza recenzja produktu – TORBA NA DZIECKO, HIT CZY KIT – zdecydowanie KIT, drogie mamy nie kupujcie.

NOSIDŁO CZY WISIADŁO

Młoda rosła, była coraz cięższa, a ja z bólu chciałam odrąbać sobie nadgarstki ( kto nosił latorośl, wie o czym mówię). Dostałam w prezencie nosidło. Dostępne w wielu sklepach i marketach, koszt około 200 złotych, możliwość noszenia przodem, tyłem etc. Kilka razy udało mi się wsadzić w nosidło hrabinę. Po 20 minutach noszenia czułam jak klamra i pasek wpijają mi się w kark. Intuicyjnie zrezygnowałam z owego WISIADŁA.

W tym miejscu warto wspomnieć, że w Internecie możecie znaleźć setki wisiadeł, które w nazwie mają „ergonomiczne”. Wiele z nich jest bardzo drogich co również może zmylić – bo przecież jeśli wisiadło kosztuje 600 zł to musi być dobre. Niestety nie. Prawo rynku, każdy może dopisać do nazwy „ergonomiczne”. Wisiadło można poznać po wąskim panelu, opcji noszenia przodem do świata oraz usztywnieniom, które zamiast pomagać szkodzą, uniemożliwiając dziecku utrzymanie fizjologicznej krzywizny pleców.

CHUSTA

Zanim kupisz chustę, spotkaj się z doradcą lub kimś kto nosi dziecko w chuście. Zapisz się do grupy na facebooku ,  jest ich bardzo dużo, głównie są to grupy sprzedażowe jednak członkowie  służą poradą w zakresie doboru chusty. Możesz poszukać lokalnej grupy chustujących rodziców. Ja taką znalazłam przez media społecznościowe, prócz nawiązania nowych ciekawych znajomości, możecie wymienić się doświadczeniami z innymi rodzicami, a jeżeli nie masz pieniędzy na spotkanie z doradcą, spotkanie z lokalnymi „chustoświrkami” może okazać się zbawienne – bardzo często wśród członków takich grup są sami doradcy, którzy przy kawie i ciastku z chęcią podpowiedzą co robisz źle i jak zrobić to lepiej.

Gdzie kupić pierwsza chustę? – oczywiście możesz kupić nową w sklepie, ale będzie wymagała złamania. Ja kupiłam używaną i jestem z niej bardzo zadowolona. Na sam początek polecano mi chustę tkaną o splocie skośno-krzyżowym więc podaję tą informację dalej.

Pierworodną nosiłam w chuście w okresie ciąży. Ponieważ różnica wieku między hrabinami jest niewielka, pierworodna nie chodziła i wymagała częstego noszenia. Najwygodniej zarzucić latorośl na plecy, jednak jeśli masz opory zaopatrz się w Onbu.

NOSIDŁO MIĘKKIE

Mam i nigdy już się go nie pozbędę. Uwielbiam nasze nosidło. Onbu – jest nosidłem miękkim, w którym nosi się dziecko głównie na plecach. Wygląda jak plecak i jest bardzo wygodne. Sama najchętniej weszłabym do środka. Noszę w nim zarówno pierworodną, jak i drugorodną. Sprawdza się w każdej sytuacji i nie trzeba znać wiązania ani owijać się belą materiału.

REASUMUJĄC

Moje życie przed chusta i Onbu było bolesne. Nosiłam usztywniacze na nadgarstkach, miałam blokadę, która nic mi nie pomogła, masowałam, chuchałam i dmuchałam a nadgarstki ciągle bolały. Zdiagnozowano u mnie przypadłość o nazwie tak dziwnej, że nie potrafię jej  wymówić – „Zespół de Quervaina – czyli zapalenie pochewek ścięgien nadgarstka”, potocznie nazywane „ kciukiem matki” i ta nazwa o wiele bardziej przypadła mi do gustu. Od kiedy młodzież siedzi w chuście lub Onbu mogę pozwolić sobie na więcej luksusów – np. wypić kawę, zjeść czy ugotować obiad. I najważniejsze – nadgarstki już mnie nie bolą! Oczywiście jeśli ktoś nie nosi i nie zamierza, to chusta przyda mu się jak mi rowerek treningowy, z którego zrobiłam wieszak na swetry. 

​Czarne dziury w naszym domu

W każdym domu  zniknie czasami skarpetka, laczek lub ulubiona czapka z pomponem, i  choć przetrząśniemy całe mieszkanie, to nie ma szans na odnalezienie. Dopiero gdy zaopatrzysz się w nowe paputy, zapomnisz o starych, włączysz ulubiony serial i sięgniesz ręką pod kanapę żeby podnieść kubek z herbatą to się okaże, że właśnie tam są – znalazły się, a co najdziwniejsze – chociaż sprawdzałaś tam sto razy one ciągle tam były – w czarnej dziurze.
Czarne dziury w naszym domu, to takie miejsce, które wciągają różne przedmioty na niezidentyfikowaną ilość czasu i choć bardzo się starasz, odsuwasz meble, a nawet odkurzasz regularnie pod kanapą, to i tak nic nie pomoże, bo jak taka czarna dziura zaczai się na twoją jedną skarpetę w paski z Pepco, to zgiń, przepadnij maro nieczysta – nic nie poradzisz, musisz poddać się losowi i odpuścić – czekasz.

Od kiedy mamy Hrabiny takich dziur jakby hmm… przybyło w naszym domu 😉 Ostatnio dni upłwają nam sielsko anielsko. Małżonek mój zaczął ferie, więc jesteśmy wszyscy we czwórkę, szalejemy na całego, są spacery, wygłupy, wspólne kąpiele, spanie w gnieździe z kołder i kocy, jedzenie w łóżku, ganianie po mieszkaniu, budowa BAZY pod stołem i jak to mówi mr M cyrkowe sztuczki – czyli taki moment w trakcie dnia kiedy dziewczyny skaczą po tacie, i co rusz któraś zostaje podrzucona do góry (zbyt wysoko żebym mogła brać w tym udział) i patrząc śmierci prosto w oczy opada swobodnie niczym jesienny liść – prosto w ramiona taty.
Wczoraj, po takiej wieczornej burzy, kiedy Hrabiny w końcu zasnęły a Matka,  niczym spychacz wytargała z pokoju górę mokrych ciuchów i ręczników, nieśmiało nadmieniłam małżonkowi, że byłoby miło coś oglądnąć. Wtedy los przejął ponownie kontrolę nad naszym jestestwem, gdyż luby mój powiedział, że nie ma problemu tylko musi znaleźć OKULARY…. Na początku szukaliśmy w miejscach racjonalnych czyli szafki, półki, stół, taboret, pralka w łazience, przewijak w pokoju, łóżko w sypialni – NIC . Jednak, gdy masz dzieci, a  w szczególności gdy masz takiego kreatywnego 2 latka jak nasza Hrabina, nauczony doświadczeniem wiesz, że szukanie w miejscach oczywistych to jedynie ROZGRZEWKA dla stawów. Gdzie dwulatek może ukryć okulary ojca? – no ba! Wszędzie! Szukałam w bębnie pralki bo Hrabina dzisiaj wsadzała głowę do ośrodka w poszukiwaniu drzwi do NARNI – nic. Szukałam w śmietniku, lodówce, pod łóżkiem, pod dywanem, w plecaku Minnie, w skrzyni z czystym praniem, w koszu pod krzesełkiem do karmienia, w szufladzie łóżeczka, w budzie Boogiego, w szafkach na wino, w pudle z zabawkami i w skrzyni z książkami, w śmietniku w toalecie, w koszu na brudne pranie, potem jeszcze trzy razy pod łóżkiem – No i NIGDZIE nie ma N-I-E-M-A… już straciliśmy nadzieję, już oczy nam bielmem zaszły, już uśmiech chylił się ku rozpaczy a dzień następny jawił się w najciemniejszych barwach. W końcu  spocona i zła wysyczałam, że liczyłam na film a pół nocy będę szukać binokli. Mąż spojrzał z politowaniem i orzekł, że zwalnia mnie z odpowiedzialności współszukania, ale przecież w chorobie i zdrowiu, na dobre i złe, i przecież jakby mi szminka zginęła w torebce to on też by mnie z tym nie zostawił, bo trzeba się trzymać razem, bo w kupie cieplej, zatem podążam za nim do pokoju śpiącej latorośli uzbrojona w latarkę i wiem, że pozostaje nam ostateczna ostateczność – „ja podniosę dziecko, a ty sprawdzisz czy nie śpi z okularami”  – jednym słowem zaryzykowaliśmy zarwaną noc…  jak już mieliśmy podnosić latorośl – co skończyłoby się na 98% pobudką i kolejno minimum godzinnym usypianiem i uspokajaniem – mr M  rozświetlił ciemność niczym najjaśniejsza gwiazda mrok a ja z gracją potknęłam się zwinnie o but – o but Hrabin – ,schylam się żeby go podnieść i CO JA WIDZĘ w bucie – OKULARY – są w cholernym bucie, Boże gdzie ja ich nie szukałam, i tak moi kochani gdy macie dziecko ( że o dzieciach w liczbie mnogiej nie wspomnę), to nie ma takiego miejsca gdzie coś nie może zostać schowane.

A czarna dziura może pojawiać się i znikać w dowolnym momencie, na zmianę połykając i wypluwając dobrze znaną wam rzeczywistość.

Zapraszam na facebook

​DOBRE RADY


Idziemy z dziewczynami na spacer. Jest elegancja Francja. Dziewczyny uśmiech jak z Hollywood, słońce świecie, wiatr delikatnie podwiewa moje loki,  ale nie aż tak żeby je potargać. Jednym słowem – idealne weekendowe popołudnie. W pewnym momencie humory dziewczyn zmieniają się o 360 stopni i z rozkosznych różowych berbeci zamieniają się w krzyczące, bordowe na twarzy Gremliny. Zachowujemy „prawie” spokój, jednak ludzi nie zniwelujemy, idziemy deptakiem koło kościoła, 12.00 – właśnie skończyła się msza, więc tłum jak w Nowy Rok na Times Square, zaczynają się dobre rady przechodniów:
– O jejku mama nie chciała przytulić? ( tak, strzał w dziesiątkę bo ja z tych co to nigdy nie tulą, ogólnie jak tylko widzę, że zaczyna płakać to zaraz oddalam się i zakładam ręce za plecy żeby mnie nie kusiło)

– Ulala jaki zapłakany, chyba głodny (oczywiście, że głodna, dbamy o linie i odchudzamy się całą rodziną, na głodniaka na spacer wychodzimy)

– A co to się dzieciątku stało? może śpiące ( tak jest śpiące ale ja na siłę kazałam jej skakać po ławkach między krzakami i przesypywać kamienie, tak się znęcam nad dzieckiem. Wieczorami zamiast krzyżóweczki to czytam moja ulubiona pozycje „1000 kar z obozu jenieckiego,  których możesz użyć w domu na dziecku…”)

– No ale ona ma gołe ucho, pewnie już ją boli (  mnie to zawsze odsłonięte ucho boli, nie wspominając faktu, że przecież jest jeszcze klątwa tajemniczej dziury w uchu, która łączy ucho-mózg i Bóg wie co tam jeszcze u dzieci i jak odsłonisz takiemu dziecku ucho np. wczesną jesienią albo w ZIMIE – horror – to się po prostu prosisz o najgorsze)

– Zimne rączki ma na pewno ( to jest tekst tak słaby, że chyba wolę ten o uchu)

– Nie płacz beksa bo cie lubić nie będą ( wtedy widzę w wyobraźni jak z półobrotu a’la Bruce Lee karate king, skopuję pani beret z głowy kozakiem z Deichmana)

-A co, może czapeczka na oczy spadła (biedne te moje dziecko w wózku bo i głodne i z czapką na oczach i zmarznięte, i ucho przewiane ma, i przecież  ja je tam wsadzam i za karę obwożę po osiedlu … o tym chodzącym dziecku to nawet nie wspomnę bo przecież za kare wyszło i za karę biega jak pershing po deptaku)

Czy ja też będę tak zrzędzić? Macie swoje ulubione rady od sąsiadów, bliskich, przechodniów?

Zapraszam na facebook

A ty? Którym Muminkiem jesteś?

Obraz: John Everett Millais, Mariana
Testy na Facebooku – robicie je? 

Ja się przyznaję bez bicia,  czasami je robię, są jak czipsy – zaczniesz i nie potrafisz sobie odmówić kolejnego, aż nie zobaczysz dna. W dni gdy szaleństwo przejmuje nade mną kontrolę i doprowadza mnie do kliknięcia w ikonkę „którym Muminkiem jesteś” wiem, że na Muminku się nie skończy….Zaczynasz od „co oznacza twoje imię” i po godzinie zamiast ŻYĆ to robisz kolejny absurdalny test z serii  ” jaki kolor do ciebie pasuje„, ” poznaj swoje dawno, dawno temu„, „na osobę jakiej narodowości wyglądasz 😂” lub ” kim byłeś w przeszłości„, wszystko po to, żeby dowiedzieć się, że twoje imię oznacza zwycięstwo, gwiazdy przepowiadają ci sławę, miłość i fortuna nigdy Cię nie opuszczą, a twoją największą wadą jest przebojowość . Chciałam się dumnie podzielić informacją, że według ostatniego testu z facebooka moim talentem jest ( werble proszę) zwinność. Ci z was, którzy mnie znają osobiście i widzieli moje kocie ruchy w akcji, zapewne wyją ze śmiechu gdyż jest kilka cech, które mogłyby mnie opisać – „gadatliwość„, „skromność” 😉 nawet „obłość” bym zrozumiała… ale ZWINNOŚĆ przy moim imieniu to wręcz oksymoron.

Nie jest to jednak pierwszy raz, gdy ja i słowo ZWINNOŚĆ stajemy ze sobą twarzą w twarz. W drugiej klasie podstawówki, kolega Michał napisał mi Walentynkę  ” Magdalenka jest zwinna jak sarenka” – jeszcze wtedy nie wiedziałam, że zapamiętam ją do końca życia bo to będzie jedyna prawdziwa Walentynka jaką dostanę – miała wypukłą naklejkę przedstawiającą Rogasia z doliny Roztoki, a wierzcie mi w 1992 roku taka naklejka to było coś. Tak więc życie zatoczyło krąg i teraz facebook utwierdza mnie w mojej lisiej zwinności niczym Michał z 2b. Thank you facebook…

Wpadnij na FACEBOOK

​Fakty, które mnie zaskoczyły w ubiegłym tygodniu – Wiedzieliście???!

Przeciętny czterolatek zadanie 450 pytań dziennie – ja już się nie mogę doczekać, wygląda na to , że muszę się nauczycie szybko mówić bo grozi mi udzielanie odpowiedzi na 900 pytań dziennie.
Przeciętny człowiek potrzebuje 7 minut żeby zasnąć – ja totalnie, nie jestem w tej średniej… analizuję właśnie proces usypiania no i tak jest godzina 22.30 mój małżonek oznajmia, że idzie spać – obraca się na bok i po 7 minutach śpi – tutaj uwaga ON jest w tej średniej populacji, która usypia po zamknięciu powiek. Ja W tym czasie informuję, że( uwaga)  „idę spać” i faktycznie idę….. zaryglować drzwi, potem zmywam makijaż, nakładam krem, myję zęby, idę do kuchni, pakuje zmywarkę, resztę domywam ręcznie, ścieram blaty, zmieniam worek w śmieciach, zamiatam podłogę w kuchni, gotuje wodę, szykuje butelki z mlekiem na noc, zalewam termos, idę do dzieci do pokoju i je przykrywam, otulam, głaszcze i całuje na dobranoc, zabieram z ich pokoju brudne butelki, kubki, pieluchy, mokre ręczniki z kąpieli, podnoszę z podłogi kilka zabawek wychodząc jeszcze raz sprawdzam drzwi, idę do sypialni łypię okiem na drugorodną, szykuje sobie wodę na noc, ubieram piżamę i kładę się do łóżka. Jest godzina 24.00. I gdzie te 7 minut

Z pośród niewielkiej grupy ludzi, którzy potrafią ruszać uszami ja znajduję się w jeszcze mniejszej mniejszości bowiem tylko 1/3 z pośród tych wybrańców potrafi ruszać tylko jednym uchem-  wiedziałam, że jestem wyjątkowa. Chyba zamieszczę tą informację w swoim CV, headhunterzy będą się o mnie bić…
Wszystkie bakterie jakie znajdują się w ludzkim ciele ważą 2 kg !!!! no i wiadomo, że od teraz jeśli ktoś się mnie zapyta ile ważę to bez bakterii podam – taka waga netto :-p
Długi pocałunek jest bardziej higieniczny niż żucie gumy ponieważ normalizuje poziom kwasów w jamie ustnej – wiecie co teraz trzeba robić po jedzeniu ;-D
Uderzając głowa w ścianę tracimy 150 kcal na godzinę… no i to jest ćwiczenie dla wytrwałych co ważne można je robić z dzieckiem na ręku i generalnie nawet z dwójka na ręku można….
Nie można kichać z otwartymi oczami – tutaj proponuje udział w badaniu, zostawiam wam wolną rękę co do przebiegu, nie biorę odpowiedzialności za efekty uboczne natomiast z chęcią zgarnę wasze wnioski. Ja jestem akurat przeziębiona więc będę ćwiczyć.
Szybciej umrzemy z braku snu niż z głodu. Śmierć z powodu całkowitej bezsenności nastąpi po 10 dniach, podczas gdy śmierć z głodu dopadnie nas dopiero po kilku tygodniach. Nie musze chyba niczego dodawać do tej informacji… sama często balansuje na krawędzi życia i śmierci.

Wpadnij na FACEBOOK

Fashion is my passion. Modowe trendy w domu Matki.

Obraz: La Toilette, Boucher, 1742. 

W naszym domu mieszkają trzy kobietki z czego dwie mają niespełna metr wysokości i wyraźnie wyrobiony gust modowy. Jeżeli odzież, nie zawiera nadruku myszki Minnie bezwzględnie nie nadaje się do ubrania, a co więcej zasada ta dotyczy również bielizny. Matki na szczęście zasada ta nie obowiązuje i może nosić się jak chce, lub raczej jak jest w stanie.  Do moich największych anomalii modowych mogę zaliczyć awangardę w stylu „ I don’t care I’m a mother” czyli wyjście na spacer w spodniach od piżamy. Mam akurat z tego dnia kilka zdjęć z dziewczynami i dumnie przyznaję, że spodnie zupełnie nie wyglądają jak piżama a nawet powiem, że wyglądają lepiej niż moje prawdziwe spodnie. Ostatnie miesiące były intensywne w związku z czym mój styl casual został mocno nadszarpnięty i przerobiony na styl „bezdomny dziad”. Gdybym miała brodę i tatuaż mogłabym udawać hipstera, ale w obecnej sytuacji efekt psuje wzrok spłoszonej sarny, dwójka dzieci, siata z zakupami i pusty wózek pchany brzuchem w stronę bramy. Na szczęście z każdym dniem słońce świeci dla nas jaśniej i z dumą donoszę, że wczoraj zafarbowałam odrost (JEAH!), który choć dość długi i tak był za krótki żeby udawać ombre. Z nowym kolorem i bez odrostów ruszam w świat na podbój miasta tzn. wybieram się po ziemniaki na obiad i po szpinak w liściach do koktajlów, którymi raczę się na śniadanie w związku z akcją – free Willie czyli uwolnij wieloryba.

Jest zima i wiadomo, że w zimie musi być zimno. Jestem kobietą oczywiście, że lubię modę. Pod tą warstwą odrostów, polaru i wełny, niedogolonych nóg, krótkich paznokci i męskiego T-shirtu kryje się potencjał. Oglądam katalog jednej z firm wysyłkowych wzdychając pod nosem… zamówiłam kilka sukienek na wyprzedaży. Przybyły. Przywdziałam i elegancko – jak nie ja – wybrałam się z mężem i dziećmi na spacer. No przyznam, że w sukience i butach na obcasie robiłam naprawdę dobre wrażenie na placu zabaw, ba ja wręcz czułam laserowe spojrzenia na plecach, zamrugałam okiem, ubrałam ciemny okular i nonszalancko wkroczyłam w obcasie na żwirek przy zjeżdżalni…. Jak zaczęło wiać i kropić zatęskniłam za moim płaszczem bezdomnego i szalikiem, który wygląda jak koc po starym psie. Przeziębiłam się – ale z klasą… no nie codziennie matka zakłada małą czarną na huśtawki. Teraz kiecka czeka na lepsze dni a ja wracam do polaru z kapturem  – niezawodny, i wielkie chapeau bas dla tych mam, które brylują w baby klubie,  zawsze im zazdraszczam i zastanawiam się jak one to robią bo ja wychodzę z domu z ekipą około 40 minut co często skutkuje tym, że zapominam o własnej głowie, jedyne na co zwracam szczególną uwagę, to buty bo się boję, że wyjdę w kapciach. Przy aktualnych mrozach bunkruję się jeszcze pod wielka czapą i utrudniam sobie odbieranie telefonu rękawicami z jednym palcem. Wiem, że modne są mówki do wózków, ale u nas cała flota wózków i dodatki pod kolor już dawno przerosły nasz budżet. Tym bardziej, że dzieci nasze wolą się nosić niż wozić i tak prócz gondoli, dwóch spacerówek i parasolki dysponujemy jeszcze dwoma chustami, nosidłem, torbą bebelulu i moim hitem przy dwójce na raz czyli onbu na plecy. Wiosno przybywaj!

Wpadnij na FACEBOOK

FIT, SZOK, MATKA I SAŁATKA Cz I

 

To jest tak, że jak już masz plan – ten w głowie idealny plan – i masz zapał, i już każdą komórką swojego ciała czujesz, że działasz na pełnych obrotach i już czujesz całą sobą jak tracisz wagę, i jak ci tężeją mięśnie pośladków od przysiadów, to właśnie wtedy gdy idziesz do szafy i wyjmujesz dawno skrywany strój do fitness to przychodzi do ciebie osmarkana latorośl, kicha, kaszle, ma zielonego gluta i właśnie wtedy już wiesz, że ten glut zgasił cały twój zapał. Od teraz jedyne ćwiczenia na jakie cię będzie stać to szybki chód po własnym mieszkaniu w celu wycierania nosa, fridowania nosa, zakrapiania nosa, oklepywania, smarowania, nacierania, mamo nie chce, mamo daj, mamo spadło mi, mamo kocyk osunął się 10 cm niżej i będę krzyczeć tak długo aż nie nasuniesz go z powrotem tam gdzie był… o dziwo po takich 2 tygodniach nic nie ćwiczenia, chodzenia i podawania, stajesz na wagę i się okazuje, że zgubiłaś dwa kilo choć jesteś po tzn. obiedzie.

Ja mam dużo zapału. Najwięcej to mam w nocy i nad ranem w półśnie. Wtedy sobie wyobrażam, że już ćwiczę a czasami jak się budzę to jestem nawet spocona. Najgorzej jest wieczorem bo to jedyny czas kiedy faktycznie wszyscy poszli spać i mogę otrzepać się z wszystkich biednych, potrzebujących, niepotrafiących beze mnie żyć mieszkańców – włączając w to samca, który potrafi skonać z głodu na kanapie tylko dlatego, że skończył się majonez a bez majonezu to nie okłamujmy się, nikt nie je kanapki z szynką i patisonem bez majonezu….

Zastanawiałam się ostatnio, czy są w ogóle jakieś ćwiczenia dla matki, która nie może wyjść z domu, i która generalnie nie ma czasu na ćwiczenia ale ma wielkie chęci i ma już nawet masę zrobioną tylko rzeźby brakuje… Przeanalizowałam poczynania codzienne i doszłam do następujących wniosków.

Budzę się rano.

KARDIO 15 minut:  biegam z kolanami pod brodą z jednego pokoju do drugiego

Po wyciągnięciu wszystkich z łóżek i ochędożeniu podaję śniadanie a sama normuję oddech.

Po śniadaniu KARDIO 15 minut: wyrzuty nogami, przysiady i skoki – jednym słowem sprzątam i znoszę pudła z klockami z szafy po to by za chwile wszystkie pozbierać i znów włożyć na szafę, podając kolejne opakowanie klocków.

Znów normuję oddech – zmywając naczynia, tudzież pakując zmywarkę.

Następnie ćwiczenia siłowe czyli patataj z obciążeniem 27 kg na nogach, potem zamiast sztangi noszenie 27 kg po mieszkaniu do lustra żeby porobić głupie miny, kolejno taniec z obciążeniem minimum 10,6kg w rytm piosenki „siedzi mucha w mucho locie” dodatkowo podczas refrenu przysiad i podskok z wyrzutem ramion.

Powyższy trening należy wykonywać nie częściej niż trzy razy w tygodniu. W pozostałe dni proponuję zajęcia rozciągające i ABT. Ja się czasami nie dostosowuje do tych wytycznych bo zdarza mi się dorzucić jeszcze kardio popołudniu, podczas biegania po schodach z obciążeniem – mam do wyboru 10,6 kg lub 16,4 kg, ewentualnie 10 kg plus wózek ale wtedy zamiast biec staram się szybko maszerować i stawiać całe stopy na każdym stopniu, normując oddech na półpiętrze.