Rodzice na wolności

Po 3 latach aresztu domowego udało nam się z szanownym małżonkiem wypełznąć z gawry bez latorośli, wyruszyliśmy na shopping. Żadna ekstrawagancja proszę państwa, po prostu czas już nadszedł na zmiany, a zainicjował go nasz klient, który zwrócił uwagę, że wyglądamy jak dziady. Ja jako żona dziada również załapałam się na shopping. Gdzie zaczynają zakupy rodzice wypuszczeni z domu pierwszy raz od 3 lat? Oczywiście, że w sklepie z zabawkami. Zakupiliśmy kilka zbędnych rupieci – wiadro piasku, gumową lalkę z reklamy, za ciasną czapkę z kwiatkiem, okulary Minnie ( must have w marcu) i gdy mieliśmy już wyjść małżonek łypnął okiem na regał z plasteliną i tam była nasza dzisiejsza zdobycz. Zakupiliśmy pod pretekstem zabawy z dzieckiem ale po powrocie do domu tak zaaferowaliśmy się tym fluorescencyjnym, niezniszczalnym glutem, że dzieci niestety nie miały nawet okazji go dotknąć ( no, może przez chwilkę). Uznaliśmy wspólnie i zgodnie, że jest to NASZ PRODUKT ROKU. Nie tylko bowiem rzeczony glut świeci w ciemności ale kochani, ten glut jest TWARDY gdy chcesz, ODBIJA się jak PIŁKA od podłoża – co bardzo cieszyło mojego męża, a mnie zauroczył fakt, że można drzeć gluta na drobne nitki, moje życie już nigdy nie będzie takie samo. 
Inteligentny glucior:

  • Nie brudzi
  • Świeci w ciemnościach!!!!
  • Nie przylepia się do kanapy
  • nie odkształca się gdy tego nie chcesz
  • skacze jak piłka
  • zmienia kolory
  • rozciąga się
  • nie wysycha
  • nie tłuści rąk
  • nie śmierdzi – nawet nie wiecie ile mas i piachów śmierdzi.

GDZIE BYŁ TEN GLUT GDY BYŁAM DZIECKIEM?!

Nie wiem czym jest, nie wiem kto go wymyślił, ale był to GENIUSZ. Geniusz powiadam wam. 

Nitkami można chłostać druga osobę i nadal się nie odkształcają, piłką można rzucać, z nitek można zrobić bransoletkę, koraliki, ON ŚWIECI W CIEMNOŚCI – czy to nie wystarczy?

P.S.

Moje dziecko wrzuciło kilka sznurków z gluta do toalety i one tam ciągle sobie świecą, aż chce się iść. 

Reklamy

OBRZYDLIWE MACIERZYŃSTWO

OBRZYDLISTWO!
Wiecie, że macierzyństwo jest obrzydliwe?  Mi się wydawało, że to tak oczywiste jak fakt, że mała kieszonka w jeansach była docelowo uszyta na zegarek kieszonkowy…, ale skoro nie, TO LECĘ Z ODSIECZĄ.

Moje niewyczerpane pokłady turpizmu szukają ujścia a tu taka okazja. Myślałam – naiwnie z resztą, że po masowym umieszczaniu zdjęć z porodów na blogach, portalach i instagramach nikogo nie dziwi i nie odrzuca gil, kupsko czy dziecięcy rzyg. Naprawiam swój błąd dzisiejszym wpisem na temat OBRZYDLIWEGO MACIERZYŃSTWA.

Zachodzisz w ciąże i kupujesz magazyn „ XYZ mamo, tato będę w lato” a tam w środku zdjęcia brzuszków w sexy bieliźnie bo przecież w ciąży możesz być sexy flexy , nie wiedzieć po co skoro sex w 3 trymestrze jest tak przyjemny jak masaż kaktusem, tudzież cios w twarz kowadłem, a jedyna rzecz, do której chcesz się przytulic to twoja poduszka rogal, która – choć jeszcze o tym nie wiesz – zostanie z wami na dłużej, również po porodzie. Nie o sexach dziś będzie ( a szkoda, chyba muszę kolejny wpis o sexach zrobić). Ciąża to obrzydliwy czas, tracisz kontrolę nad własnym ciałem, poród też nie należy do najsubtelniejszych chwil jakich doświadczy kobieta, potem jest połóg… wszystko to jest jedynie wstępem do macierzyństwa.

Właśnie przechadzałam się na palcach w puchatych skarpetach korytarzem, co by nie wydać żadnego  odgłosu np. odklejanej stopy od paneli,  ale niestety ciało moje ( dość postawne) rzuciło CIEŃ na śpiącą drugorodną, a ta wiadomo zerwała się jak na alarm. Taki cień jak padnie na kogoś to co się dziwić, że się człowiek budzi… podchodzę do latorośli i odrzuca mnie odór, tak odór smrodu żeby nie było, że jakiś tam odór perfum Coco Chanel co niektórym nosom śmierdzą. Tak, to była LUDZKA KUPA. Moja babcia mówiła, że uwielbia ZAPACH domu, w którym jest dziecko. Ja mam dwójkę, zapraszam do mnie, możecie wąchać do woli.

  1. ODCHODY

Ciąża i poród uczą pokory względem fizjologii ludzkiej, po narodzinach dziecka pierwsze trzy miesiące konwersowałam jedynie o KUPIE. Mąż po powrocie z pracy już z progu pytał „ czy była kupa?” kiedy była, jaka była, czy długo czekałam, ile kup i w jakim kolorze, czy były kolki itd. ( wiecie co to kateter?! Ja nie miałam odwagi tego użyć, ale polecam sprawdzić, co delikatniejsi mogą sobie powomitować) . Wyjście z moją dwójką z domu to prawdziwe przedsięwzięcie. W domu kupy potrafią nie robić cały dzień, wystarczy jednak, że wyjdziemy do restauracji na obiad, chrzciny czy imieniny teścia – atak obusieczny, obrobią się obydwie po pachy. Najlepiej gdy w restauracji nie ma przewijaka, bo wtedy zmiana pieluchy na desce klozetowej potrafi przyprawić o obłęd. Czasami sytuacja mnie przerasta, raz wsadziłam drugorodną do wanny w ubraniu bo nie wiedziałam jak zacząć.

Kupa w salonie. Moje dziecko postanowiło się samo odpieluchować. Po przeczytaniu KICI KOCI podjęła decyzję, że chce na nocnik. Pękam z dumy. Nocnik stoi w salonie ( to taki największy pokój gdy się mieszka w bloku, niektórzy nazywają go dużym pokojem, ja mam wątpliwości i jestem rozdarta między pokojem dziennym a pokojem z bałaganem). Jak wspominałam rzeczony nocnik stoi na środku. Młoda robi kupę, my jemy obiad, młodsza latorośl rozmawia z siostrą i pokazuje obrazki w książce. Czemu nie w toalecie? Ponieważ w toalecie mieszczą się tylko dwie stopy ( małżonek mój kochany zakupił dla mnie pralko-suszarkę, która to zagarnęła 80% powierzchni łazienko-toalety), nocnik zatem na ziemi się nie zmieści.

Tak, OBRZYDLISTWO. Przed porodem nie myślałam, że cztery razy dziennie będę dotykać ludzkich odchodów, wkładać w nie paluchy, przyglądać się, rozprawiać o ich konsystencji, wyszukiwać zagubionej  monety 1 groszowej – bo może jednak połknęła – czy zastanawiać się dlaczego po bananie są kropki w kupie i czy to okey. 

  1. GAZY

Dziecko nie zna etykiety, wali bąki w najmniej odpowiednim momencie, w kościele, na kolanach proboszcza, przy stole i  gdy chcesz je w euforii ugryźć w różowy tyłek. Kpi sobie z savoir vivre. Stoisz w kolejce do kasy. W moim ulubionym dyskoncie – w Biedronce – więc nie liczysz, że ktoś cię puści, nawet ludzie bez nogi dzielnie stoją pilnując swojej kolejki, czasami komitet kolejkowy zastawia miejsce koszem i zaklepuje miejscówkę u osób przed, i za sobą tłumacząc, że trzy jogurty, które ma są z sześciopaku i nie przejdą, a pojedynczo jogurty wychodzą drożej o bajońską kwotę 50 groszy, więc MUSZĄ lecieć, zostawiają majdan i biegną przed siebie, grzywki potem przyklejone do twarzy i obłęd w oczach, serce bije jak szalone bo nie wiadomo czy jest jeszcze sześciopak – przecież te towary na promocji schodzą zanim je wyłożą. Po drodze delikwent zgarnia ręką fanty z wyprzedaży, bo bez koła do pływania w lutym – no jak żyć. Stoisz w tej kolejce obserwując jak ludzie walczą o kurczaka z promocji i przypominasz sobie, że przyszłaś właśnie po tego cholernego kurczaka, ale zafiksowałaś się na pieluchach w kartonie i teraz stoisz w kolejce, dziecko, dziecko, karton, karton, karton i nie ma szans żebyś poszła po piersi. 

Zrobisz makaron z serem. 

Zwycięzcy wracają ze swoimi kurczakami, kolejka czym bliżej do kasy tym dłuższa. Pacholęta zaczynają się niecierpliwić i widzisz, że młodsze dziecię robi kupę. Pal licho, że wszyscy poczują, wiesz, że jak skończy to zacznie krzyczeć. Wiesz o tym… ale stoisz bo może zdążysz zanim otworzy usta. Jesteś już przy taśmie. Wykładasz swoje kartony, przecedzasz przez zęby nieodżałowane piersi, których nie zjesz i jak już pani mówi ci „dzień dobry” to klient przed tobą odwraca się, żeby poinformować, że nie naliczono mu punktów z karty Biedronki i chciałby jeszcze raz wszystko przeliczyć. Na to pani na kasie wyjaśnia, że szanowny klient zakupił produkty nieobjęte promocją. Wówczas jegomość wykłada torbiska na kasę i mówi, że chciałby podzielić zakupy i dać jeszcze raz kartę Biedronki. Dzieć zaczyna krzyczeć. Houston mamy KUPĘ. Starsza latorośl wykrzykuje „ mamo dzidziaka kupa” ty wiesz, że to kupa ale jesteś już jedną nogą w domu więc jeszcze kilka sekund.

UWAGA WTRĄCENIE

Gdybym była WTEDY MEDUZĄ …

Jest taka Meduza o pieszczotliwej, łatwej do zapamiętania nazwie Turritopsis dohrnii, która gdy nadchodzi kryzys zamienia się w wolno pływającą, orzęsioną larwę – planulę, czyli mówiąc kolokwialnie MŁODNIEJE do poziomu noworodka. I ja w tej kolejce w BIEDRZE właśnie jestem już na etapie PLANULI…

Dochodzisz w końcu do domu z jednym dzieckiem na rękach i drugim dzieckiem, które wnosisz na garbie a właściwie na kartonie. Rozpakowanie takiego słodziaka z kupskiem jest jak rozbrajanie bomby, jeden fałszywy ruch i biały kombinezon już nigdy nie będzie biały, a wiesz, że jadła marchewkę. Czasami się udaje. Czasami nie. Życie jest przewrotne. Macierzyństwo to ciągłe życie na krawędzi.

  1. ULEWANIE

Dzidziuś może ulać – tak mi położna mówiła po porodzie, podkładała tetrę, menisk wypukły się nie zmieścił. Nikt nie wspominał jednak, że dziecko chlusta jak fontanna prosto w twarz. Teraz mnie to nie rusza, przy dwójce małych dzieci mało co mnie rusza.  Pamiętam jednak debiut pierworodnej w wyżej wspomnianym temacie i moje zdziwienie, że tyle wyszło z tak małego ciała. Jako, że drugorodna sporo ulewała miałam sposobność zobaczyć na własne oczy wyrzut jak z  gejzeru. Niebywałe co potrafi ludzkie ciało.

  1. INNE WYDZIELINY – „VARIA”

Mamy alergię ergo gile są z nami non stop, sumując to z sezonem chorobowym i ząbkowaniem mamy Niagara Falls , najmłodsza jest mistrzem bańki z nosa, potrafi nie tylko taką pięknie nadmuchać ale zostawiona na poduszce utrzymuje się dłużej od bański mydlanej. OBRZYDLIWE? A znacie Fridę? ( nie Kahlo niestety) to sprzęt do czyszczenia nosa, twórca miał czarne poczucie humoru. I to jest obrzydliwe.

Reasumując macierzyństwo to pasmo podcierania, wycierania, zmieniania, wyciskania, zdrapywania, zmywania wszelakich niezidentyfikowanych substancji o często nieprzyjemnym zapachu. To mama sprawdza co to może być gdy tata nie jest pewny, to mama włoży jako pierwsza palucha w kupę żeby poszukać koralika, to mama najczęściej dostaje w prezencie zawartość żołądka. Tato hrabin jest profesjonalnym pielucho zmieniaczem. Początki zapowiadały się bardzo marnie, ale teraz potrafi zrobić maskę z T-shirtu przed podejściem do dziecka w takim tempie, że nie mam się do czego przyczepić.

Romantyzm w związku….

Dzisiejszy dialog z mężem:

Co masz na łokciu? – kupę. Dlaczego? Przewijałam Zu, pielucha spadła mi z przewijaka na nogę i wszystko rozbryzgło się na boki taki SHIT SPLASH. Nieźle, a mnie tam nie było…

SHARE WEEK 2017

blogger

Spotkało mnie wielkie wyróżnienie, bowiem MatkaHrabiny została zgłoszona do SHARE WEEK 2017 i to przez kogo? Przez innych blogerów!

Serce rośnie, dusza śpiewa – bo wiecie, konkurencja na rynku jest spora a ja ani copywriterem ani felietonistą nie jestem, blogerem tym bardziej, raczej człowiekiem z blogiem. Nie piszę dla pinionszków, bardziej dla WIECZNEJ chwały, a przede wszystkim po to żeby WAM zrobić dobrze.

Większość  z Was nie ma pojęcia o czym ja tu prawię, więc w wielkim skrócie rozwiewam waszą konsternację. Nie zamykajcie strony bo za chwile podam wam na tacy moje ULUBIONE blogi, które WARTO czytać z wielu powodów.

Pomysłodawcą tego projektu, ojcem założycielem, koryfeuszem i kamieniem węgielnym jest znany w kręgach blogerskich ANDRZEJ TUCHOLSKI nestor  SHARE WEEK.  wykoncypował on bowiem, że gdyby tak „wziął brat brata za kamrata” w środowiskach blogerskim i wbrew zwyczajom polecił swoim czytelnikom innych BLOGERÓW – tak zgadza się POLECIŁ, ZAREKOMENDOWAŁ, SKOMPLEMENTOWAŁ twórczość innych blogerów, w szczególności takich, którzy są dla niego ważni nie ze względu na poczytność bloga czy statystyki a – uwaga – TREŚĆ jaką się dzielą. Tym sposobem WY poznajecie DOBRE BLOGI, jakościowe treści a my możemy się zafunflować z innymi blogerami, felietonistami, youtuberami, vlogerami i całą masą innych ludzi, którzy robią DLA WAS Internety.

Zatem do rzeczy. W ciągu ostatnich kilku miesięcy miałam zaszczyt poznać mnóstwo blogów, wielu influencerów, youtuberów, vlogerów  – wybór kilku najważniejszych dla mnie, nie był prosty.

Moje TOP 3

  1. Wariacjeniezawszenatemat – uwielbiam, z wielu powodów- sarkazm, ironia, heheszki. Kobieta jest dowcipna, utalentowana, zabawna, inteligentna i przeczytam wszystko co napisze. Nawet instrukcja obsługi koparki w jej wydaniu będzie interesująca. Love it!
  2. Dizajnuch – blog faceta, takiego z jajami. Czytając Dizajnucha zawsze mam rogala na twarzy. Odkryłam gościa niedawno i wypełnił moje życie uśmiechem. Gorrrąco polecam facetom i facetkom.
  3. Wymagające – Blog, który często opisuje moją codzienność, widziałam jak powstaje i codziennie obserwuje jak rośnie w siłę. Profesjonalny , merytoryczny, pomocny a przede wszystkim POTRZEBNY.

O Matko! Ale ja mam jeszcze tyyyle blogów do zarekomendowania. O to moje WYRÓŻNIONE blogaski, które również POLECAM – ZAGLĄDNIJCIE, POCZYTAJCIE!

Instamatki – Blog parentingowy, moją ulubienica jest Marta, kobieta, od której ciepło emanuje w każdym napisanym słowie, mama karmiąca, mama kochająca, żona i blogerka a ponadto robi mega fajne zdjęcia. Ma dar przelewania emocji na papier i kliszę.

Mockobiet – świetna inicjatywa, mam zaszczyt przebywać w znamienitym towarzystwie ,  wszystko dzięki kobiecie  z wielką PASJĄ. Dziękuję!

Dobrezielsko – blog kulinarny o tematyce WEGE – again, nie jestem weganką ale zaglądam tam z radością bo WSZYSTKO jest przepyszne i zdrowe, przez same czytanie czuje się lepiej.

Runoholic – Blog o bieganiu –  i co, że ja nie biegam ( jeszcze). Muszę wyróżnić tego gościa bo dzięki niemu ruszyłam tyłek z kanapy, ma w sobie tyle radości – zaraża pasją do sportu.  Chwała mu za to.

Bookendorfina , rudymspojrzeniem – zanim kupisz książkę – odwiedź bloga i sprawdź rzetelną recenzję.

My Home rules – blog lifestylowo parentingowy, zabawny i  ciekawy, po sąsiedzku tematycznie więc jakbym nie mogła napomknąć 😉

Janina Daily – uwielbiam Janinę w każdym calu o każdej godzinie, uwielbiam jej adoptowane foki i ciastka na wykładach, Janiny nie można nie kochać.

Miniaturowa – to blog wspaniałej kobiety, mamy, od której powinniśmy się uczyć radości życia. To jedyny blog poruszający tematykę niepełnosprawności i macierzyństwa na jaki trafiłam. Jest wyjątkowy, jest ważny, jest potrzebny innym kobietom.

Blogów jest bardzo dużo, ciężko podjąć decyzję i wszystkie wypisać. Mój mózg tego nie ogarnia. Was zostawiam z blogami bliskimi memu sercu.

Zachęcam WAS do wpisywania w komentarzach swoich list blogerów, blogów, vlogerów, podcastów, influencerów, instagramowych guru i you tuberów, których waszym zdaniem warto czytać, oglądać, obserwować. Dajcie czadu.

Żarłabym

Zdjęcie: Public domain

 

Matka na diecie. Ja się generalnie nigdy nie ograniczam, ale przyszła kryska na Matyska. Motywacja na poziomie ameby. Matka wszystko potrafi to sobie poradzi, bo kto jak nie matka.

Najgorsze w takiej diecie jest, że TRZEBA JEŚĆ. Bo wiecie jak to jest gdy każda czynność i każda rozmowa jest przerywana dziesięć razy żeby: wytrzeć nos, dać klocki, wyjąć klocek z za kanapy, schować  klocki do pudła, ubrać buta, ściągnąć buta, zawiązać buta, podciągnąć rajstopy, zmienić pampersa, dać pić, dać jeść, zabrać jeść, dolać pić, włączyć i wyłączyć co się da, zapiąć tudzież odpiąć co się wcześniej zapięło, a ponieważ jaśnie pani sama się odpieluchowuje to trzeba być czujnym bo zostawia niespodzianki zabunkrowane po kątach, wiadomo dla kogo – dla mnie.

Dzień pierwszy#1 

Mega POWER to ja miałam …wczoraj wieczorem jak leżałam obżarta ciastkami w łóżku i sobie tak o tej diecie myślałam, że praktycznie czułam jak chudnę na tym łóżku, spadek wagi to już była sama formalność …To taka sytuacja, budzę się rano staje na wadze – skoro od nocy na diecie to już może jakiś efekt będzie – no i nie spodziewałam się … trzy kilo mniej od samego myślenia… brawo ja. Zaraz chwila, cos tu jest nie tak. Fuga. Waga stoi na fudze. Szkoda. Jednak nie schudłam. Motywacja opadła, jak się człowiek decyduje na dietę to powinien za dobre chęci stracić kilogram to nabrałby motywacji. 

Bożę dopiero 14.oo a ja czekam i czekam  do podwieczorku. Jest 17.00 w końcu mogę robić! Robię – wyciągam najzdrowsze warzywa z lodówki, mieszam, kroję i wtedy – mamoooo …. dwie godziny później po przegapionym podwieczorku, niedojedzonym obiedzie i żołądkiem skurczonym do wielkości śliwki wchodzę do kuchni. Gdyby nie fakt, że dzień wcześniej szykując się do diety schowałam pringelsy, lentylki i czekoladę to już by ich nie było. Matka na głodzie … szukam, namierzam pokarm, biorę w każdej postaci, nawet żywy.

Dzień drugi #2 

Budzę się. Chciałabym rzec radosna jak skowronek, i chciałabym powiedzieć,  że te wszystkie jarmuże i szpinaki dały mi wczoraj takiego kopa, że teraz biegnę węgiel przerzucać do sąsiada ale nie. Idę najpierw po kawę bo bez niej mogę skrzywdzić nawet mięciutkiego, puchatego pingwina.

Dzień trzeci #3 

Jest lepiej. Znalazłam catering wegański. Nie umrzemy z głodu.

Tydzień za mną. Wydaje mi się, że wewnątrz mnie rośnie sałata. Czas zastanowić się nad ćwiczeniami. 

Tydzień #2 

W tym tygodniu junior pełnił funkcję sztangi. 11 kg obciążenia przylgnęło do mnie jak huba do drzewa. Można rzec „fat burner”.

Tydzień #3 

Gdzie jest mięso, ja się pytam?! Gdzie ono jest! ?

Tydzień #4 

Chodzę do fitness clubu. Pełnię tam głównie funkcję rozrywkową. Do moich ulubionych zajęć należą ćwiczenia na piłeczkach. Zapisałam się bo kule dobrze mi się kojarzą: rafaello, maltesers, m&m’sy… wszystko to kule. 

Tydzień #5 

Wiedzieliście, że na piłce można robić planka, pozycje psa z jogi i pompki?! No, ja nie wiedziałam. A szkoda wybrałbym taśmy, to takie tagliatelle do ćwiczeń.

Tydzień#6 

Jem ciastki. Mniom, mniom, mniom.

Tydzień #7 

Trzymam deskę 30 sekund. To mój życiowy rekord. Przydałby mi się taki sprzęt do planka….

 

Zdjęcie: Public domain 

STAY TUNED!

Matkobazgrolnik

Jest. Dla was – od nas. Matkobazgrolnik czyli zbiór zadań z komentarzem – jak urodzić i nie zwariować.

Oferta specjalna. Ściągnij ebook za CAŁKOWITĄ DARMOCHĘ i wykorzystaj ćwiczenia szyte na miarę każdej matki. Dołącz do ELITARNEGO grona zrelaksowanych.

Efekty już po trzech ćwiczeniach* ( w tym przynajmniej jedno z alkoholem). Ściągnij lub przeglądaj online! Zasługujesz na więcej!  Jeśli podoba ci się MATKOBAZGROLNIK napisz nam na fejsbusiu czy ćwiczyłaś 😉

 

RODZICIELSTWO BLISKOŚCI I KARMIENIE BUTELKĄ

Dziś wsadzam kij w mrowisko

Z pośród wielu filozofii związanych z wychowaniem, RODZICIELSTWO BLISKOŚCI  jest mi najbliższe. Nie jestem fanatykiem tego tematu jedynie skrytym amatorem. Temat jest dość rozległy, jednak na każdym forum, w każdej grupie i na każdym wpisie na blogu związanym z RB możemy przeczytać, że podwaliną, kamieniem węgielnym i głównym filarem RB jest KARMIENIE PIERSIĄ, bez tego ani rusz. Z wielką nostalgią, zazdrością i wzruszeniem oglądam wszystkie zdjęcia mam karmiących – na kwiecistej łące, na puszystym kocyku, na miękkiej kanapie przy kominku. My „mamy” wiemy, że karmienie tak nie wygląda, to nie sielanka, czasami jest ból, łzy, chwile rezygnacji, gorączka, zastoje, nie każdemu udaję się karmić piersią. I co wtedy? Czy jeżeli nie karmię piersią nie mogę już być w bliskiej relacji?

NIE KARMIĘ PIERSIĄ.

Przez kilka miesięcy KARMIŁAM INACZEJ (kpi) jednak to zadanie mnie przerosło i zrezygnowałam, wielkie chapeau bas dla wszystkim mam, które swoją przygodę z laktatorem  kontynuują przez kilka lat – nie mam pojęcia skąd bierzecie na to siłę dziewczyny. Ja wymiękłam.

W kontaktach codziennych staram się być blisko z córkami.  Razem się kąpiemy, razem śpimy, razem spędzamy całe dnie, nosimy się , tulimy, traktujemy z szacunkiem, słuchamy swoich potrzeb, wyrażamy emocje i mówimy o uczuciach. Tylko to jedno robimy inaczej – nie karmimy się.

Karmienie BUTELKĄ nie stanowi przeszkody w budowaniu bliskiej relacji z dzieckiem.  Nie jestem zwolennikiem sztucznego karmienia, nie promuję mleka modyfikowanego i nie neguję zasadności i bezkonkurencyjnej przewagi karmienia piersią nad karmieniem mlekiem modyfikowanym. Nie ma substytutu kobiecego mleka. Żadna mieszanka go nie zastąpi.

CZY KARMIĄC BUTELKĄ MOŻNA BUDOWAĆ BLISKA RELACJĘ?

Można. Ja się staram karmić w pozycjach w jakich karmiłabym piersią. Jeżeli mam taką możliwość kładę się z córką do łóżka na karmienie, w nocy młoda lubi spać wtulona we mnie z butelką w buzi więc, gdy zaśnie wyciągam i podmieniam na pustą bo nie lubi smoczka. Jeżeli podczas kąpieli młodzież poczuje taką potrzebę – karmię ją w wannie, staram się zawsze brać dziewczyny na ręce podczas karmienia. Mleko zawsze jest przyjemnie ciepłe, nigdy gorące a tym bardziej zimne. Starsza ma już dwa lata więc bardzo rzadko biorę ją na ręce podczas karmienia – najczęściej gdy jest jej smutno albo jest zazdrosna o młodszą latorośl. Natomiast młodsza najbardziej lubi leżeć na mnie podczas karmienia. Ponieważ butelka nie jest ciepła i miękka jak pierś mamy, zawsze staram się zaspokajać jej potrzebę bliskości w kontaktach skóra do skóry. Nawet starsza córka lubi poprzytulać się do mnie w wannie, a w chwilach zdenerwowania gmera mi w dekolcie. Ja się zawsze śmieję, że wie jak złapać mamę za serce.

Określenie “nursing” w języku angielskim w dosłownym tłumaczeniu oznacza karmienie i pielęgnację, jednak w samym słowie zawiera się o wiele więcej

– pocieszenie, ukojenie – bez różnicy czy piersią czy butelką. Czas karmienia to coś wiele więcej niż czas „odżywiania” . To również czas szczególnej bliskości. Wzajemne dawanie, okazywanie sobie tej bliskości, które jest nieodzowną częścią karmienia piersią może również mieć miejsce podczas karmienia butelką. Prócz podania dziecku butelki obdarzmy je naszym spojrzeniem, dotykiem skóry, brzmieniem głosu, naszą troską. Wówczas otrzymamy w zamian wiele więcej niż pustą butelkę.

Żródło http://www.attachmentparenting.org/support/articles/bottle; From The Baby Book by William Sears & Martha Sears[ tłumaczenie własne]

Jeżeli karmisz butelką i pragniesz budować z dzieckiem bliską relację:

  • Nawiązuj kontakt wzrokowy
  • Bierz dziecko na ręce podczas karmienia
  • Pozwól poczuć ciepłotę swojego ciała, jeżeli nie możesz się rozebrać ubierz krótki rękawek
  • Pamiętaj, żeby nie pocieszać dziecka za każdym razem butelką – przytul, weź na ręce, staraj się podążać za jego potrzebami, płacz nie zawsze oznacza głód to również komunikacja, może oznaczać „ jestem smutny, tęsknię”
  • Reaguj na płacz dziecka
  • Jeśli nie chcesz spać z dzieckiem, bądź w pobliżu
  • Tul, noś, bierz na ręce
  • Nie tresuj dziecka, to nie pies

Jeżeli dotrwaliście do końca to bardzo mi miło, pragnę zauważyć, że wpis nie każdego zainteresuje, nie namawiam w nim ani do karmienia butelką, ani do współspania, ani do rodzicielstwa bliskości. Sama czasami mam wszystkiego dosyć i wiem, że macierzyństwo jest trudne a każda mama daje z siebie 110% normy.

 

Dla zainteresowanych tematem  polecam strony internetowe:

http://www.askdrsears.com/topics/feeding-eating/bottle-feeding/bottlefeeding-tips

http://attachmentparenting.co.uk/responsive-bottle-feeding/

http://www.attachmentparenting.org/support/articles/bottle

 

 

 

 

JA TORBACZ. SŁÓW KILKA O NOSZENIU W CHUŚCIE.

Detail from „The Rutland Psalter”, medieval (c1260), British Library Add MS 62925. f 47r

Nosisz swojego torbacza?  Mi chusta ratuje przysłowiowy tyłek.  Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że moje życie bez chusty było o niebo cięższe. Wiem co mówię, bo do chusty dojrzewałam kilka miesięcy. Z początku wiązanie chusty wydawało mi się tożsame z zakładaniem kimona… 5 metrów materiału i ja w środku, że o dziecku nie wspomnę. Abstrakcja. Broniłam się jak mogłam.

Po narodzinach moje dziecię leżało na mnie całymi dniami, ewentualnie pozwalało się nosić na rękach. O odłożeniu do łóżeczka nie było mowy. O drzemce w dzień – tej utopijnej z gazet dla mam – nie było mowy, młodą budziło brzęczenie komara u sąsiada z bramy obok.

Wiedziałam, że z czasem ręce odmówią posłuszeństwa i rozglądałam się za czymś co mogłoby mi pomóc. Najlepiej gdybym znalazła gdzieś robotyczne ramię. Takie, które chodziłoby za mną i nosiło młodą w wybranej przez nią pozycji. Jeszcze lepiej byłoby, gdybym miała do pomocy bionicznego człowieka, który bez wynagrodzenia byłby do dyspozycji 24h/ dobę. Mógłby nosić młodą kiedy płacze, pokazywać jej listki na drzewach, nosić po parku i ogrodzie, bawić się z nią w „kłuje nie kłuje” ( ulubiona zabawa hrabiny). Niestety pomimo dobrych chęci ani na Allegro ani na Amazonie nie znalazłam takiego ramienia.

TORBA

W ręce wpadła mi książka „Co nieco o rozwoju dziecka”. Znalazłam w niej kilka cennych uwag i niestety rekomendację torby do noszenia dziecka. Była to torba na jedno ramię, w której nosi się bąbla w pozycji kołyski. Ponieważ polecał ją znany fizjoterapeuta uznałam, że musze ją mieć. Wydałam sporo monet na zakup owej torby. Próbowałam w niej ulokować młodą. DRAMAT. Ni jak mi nie wychodziło, to głowa krzywo, to dziecko jest za głęboko… torba nadawała się jedynie do noszenia warzyw z targu do domu. Szkoda czasu i pieniędzy. Moja pierwsza recenzja produktu – TORBA NA DZIECKO, HIT CZY KIT – zdecydowanie KIT, drogie mamy nie kupujcie.

NOSIDŁO CZY WISIADŁO

Młoda rosła, była coraz cięższa, a ja z bólu chciałam odrąbać sobie nadgarstki ( kto nosił latorośl, wie o czym mówię). Dostałam w prezencie nosidło. Dostępne w wielu sklepach i marketach, koszt około 200 złotych, możliwość noszenia przodem, tyłem etc. Kilka razy udało mi się wsadzić w nosidło hrabinę. Po 20 minutach noszenia czułam jak klamra i pasek wpijają mi się w kark. Intuicyjnie zrezygnowałam z owego WISIADŁA.

W tym miejscu warto wspomnieć, że w Internecie możecie znaleźć setki wisiadeł, które w nazwie mają „ergonomiczne”. Wiele z nich jest bardzo drogich co również może zmylić – bo przecież jeśli wisiadło kosztuje 600 zł to musi być dobre. Niestety nie. Prawo rynku, każdy może dopisać do nazwy „ergonomiczne”. Wisiadło można poznać po wąskim panelu, opcji noszenia przodem do świata oraz usztywnieniom, które zamiast pomagać szkodzą, uniemożliwiając dziecku utrzymanie fizjologicznej krzywizny pleców.

CHUSTA

Zanim kupisz chustę, spotkaj się z doradcą lub kimś kto nosi dziecko w chuście. Zapisz się do grupy na facebooku ,  jest ich bardzo dużo, głównie są to grupy sprzedażowe jednak członkowie  służą poradą w zakresie doboru chusty. Możesz poszukać lokalnej grupy chustujących rodziców. Ja taką znalazłam przez media społecznościowe, prócz nawiązania nowych ciekawych znajomości, możecie wymienić się doświadczeniami z innymi rodzicami, a jeżeli nie masz pieniędzy na spotkanie z doradcą, spotkanie z lokalnymi „chustoświrkami” może okazać się zbawienne – bardzo często wśród członków takich grup są sami doradcy, którzy przy kawie i ciastku z chęcią podpowiedzą co robisz źle i jak zrobić to lepiej.

Gdzie kupić pierwsza chustę? – oczywiście możesz kupić nową w sklepie, ale będzie wymagała złamania. Ja kupiłam używaną i jestem z niej bardzo zadowolona. Na sam początek polecano mi chustę tkaną o splocie skośno-krzyżowym więc podaję tą informację dalej.

Pierworodną nosiłam w chuście w okresie ciąży. Ponieważ różnica wieku między hrabinami jest niewielka, pierworodna nie chodziła i wymagała częstego noszenia. Najwygodniej zarzucić latorośl na plecy, jednak jeśli masz opory zaopatrz się w Onbu.

NOSIDŁO MIĘKKIE

Mam i nigdy już się go nie pozbędę. Uwielbiam nasze nosidło. Onbu – jest nosidłem miękkim, w którym nosi się dziecko głównie na plecach. Wygląda jak plecak i jest bardzo wygodne. Sama najchętniej weszłabym do środka. Noszę w nim zarówno pierworodną, jak i drugorodną. Sprawdza się w każdej sytuacji i nie trzeba znać wiązania ani owijać się belą materiału.

REASUMUJĄC

Moje życie przed chusta i Onbu było bolesne. Nosiłam usztywniacze na nadgarstkach, miałam blokadę, która nic mi nie pomogła, masowałam, chuchałam i dmuchałam a nadgarstki ciągle bolały. Zdiagnozowano u mnie przypadłość o nazwie tak dziwnej, że nie potrafię jej  wymówić – „Zespół de Quervaina – czyli zapalenie pochewek ścięgien nadgarstka”, potocznie nazywane „ kciukiem matki” i ta nazwa o wiele bardziej przypadła mi do gustu. Od kiedy młodzież siedzi w chuście lub Onbu mogę pozwolić sobie na więcej luksusów – np. wypić kawę, zjeść czy ugotować obiad. I najważniejsze – nadgarstki już mnie nie bolą! Oczywiście jeśli ktoś nie nosi i nie zamierza, to chusta przyda mu się jak mi rowerek treningowy, z którego zrobiłam wieszak na swetry.