Bajka z morałem

Kolejna z serii bajek Matki Hrabiny, tym razem bajka z morałem. Przyznam się w tajemnicy, że uwielbiam pisać bajki 😉 Częstujcie się. Historia pana borsuka odbiega nieco od serii związanej z rodziną Milusińskich, to wątek poboczny o tajemniczym sąsiedzie. Każdy ma takiego sąsiada, o którym krążą mity i legendy miejskie. Posłuchajcie co przytrafiło się panu borsukowi…

– Czasami się zastanawiam, czy gdybym urodził się w innym lesie to byłbym teraz kimś zupełnie innym.

– Myślę, że w środku byłbyś takim samym misiem, może z innym futrem… ale w środku takim samym – powiedział jeżyk i zwinął się w kulkę.

***

Borsuk

Jedyne, co miało jakieś znaczenie, to to, że znalazłem mojego pierwszego przyjaciela, a tym samym zacząłem naprawdę żyć.

– Tove Jansson,  Muminki. Księga druga

 

Pan borsuk mieszkał sam. Sam jak palec. Stracił ogon podczas leśnego powstania. Nikt nie wiedział skąd się wziął ani skąd pochodził. Czy miał rodzinę? Przyjaciół? Borsuk nie był zbyt towarzyski.  Był zły. Ta złość, która w nim mieszkała wychodziła czasami na zewnątrz. Widać ją było gdy krzyczał na małe jeże grające w grzybowego zbijaka na polanie.

Jeże śmiały się ze staruszka i rzucały żołędziami w okna jego nory. Borsuk był za prawdę zgorzkniały, nikt go nie odwiedział i nikt nie pytał czy potrzebuje pomocy. Miewał gorsze dni, wtedy nawet talerz dżdżownic nie robił na nim wrażenia, chciał zostać sam, czuł ten palący niepokój w środku i strach… strach przed wszystkim co go otacza. Przytłaczał go blask słońca i mrok nocy. Borsuk był bardzo nieszczęśliwy.

Pewnego dnia do nory borsuka zapukał Mulak. Borsuk był bardzo zdziwiony, że młody Mulak przywędrował taki kawał drogi z zachodniej części lasu.

-Co cie tu przywiało?! – Mulak spojrzał spode łba i cichym głosem odrzekł

– Nie wiem gdzie jestem, chyba się zgubiłem.

– Do mojej nory się nie zmieścisz, Mulaki nie wchodzą pod ziemię. Idź na rykowisko może tam spotkasz kogoś kto ci pomoże. Tutaj szczęścia nie znajdziesz.

Ale Mulak był już tak słaby, że położył się przy norze borsuka i zasnął. Borsuk wpadł w szał. Zaraz zadzwonił po służby leśnie i począł przekonywać, że młody Mulak wtargnął na jego posesję i prosi o wsparcie. Niestety borsuk słynął w Dolinie Przyjaźni ze swojej złośliwości i inne zwierzęta nie chciały mu pomagać co tylko bardziej go rozjuszało.

– Należy mi się! Straciłem ogon w powstaniu leśnym! Dla was! Dla was walczyłem jak wariat i co mi zostało, nawet na usunięcie Mulaka liczyć nie mogę. Trzasnął z całej siły telekonwersatorem o blat drewnianego stołu aż pękła słuchawka. W wolnych chwilach borsuk pisał skargi na mieszkańców Doliny przyjaźni. Teraz jednak nie miał ochoty nawet na to. Patrzył przez okno na marznącego Mulaka.

Masz  – powiedział borsuk podsuwając Mulakowi pod nos talerz młodych pędów i grzybów leśnych – Chyba jadasz takie rzeczy. Mulak uśmiechnął się i przyjął podarunek. Kolejnego dnia borsuk wyszedł przed swoją norę i ku jego zdziwieniu zauważył, że Mulak nadal tam jest.

– Hej ty – krzyknął szturchając jelonka łapą – uciekaj stąd, idź przeszkadzać gdzie indziej. Mulak podziękował za gościnę i zniknął między drzewami. Nie minęło kilka godzin jak borsuk znów go zauważył. Tym razem leżał na mchu wpatrzony w niebo. Nie wyglądał na zagubionego.

– Młody, co ty tu jeszcze robisz? Nie miałeś szukać rodziców?

Mulak wyglądał na zmieszanego – tak, tak idę właśnie się zbierałem – powiedział.

Borsuk nie był głupi, nie jedno już w życiu widział i nie podobało mu się zachowanie Mulaka.- Słuchaj no młody, czy ty oby nie uciekłeś od stada?

– Nie, przecież już mówiłem… ale borsuk nie dał mu dokończyć. Jego uwagę przykuł fakt, na który wcześniej nie zwrócił uwagi. – A gdzie ty masz rogi? Młody Mulak odwrócił wzrok i podniósł się z ziemi – już czas na mnie, do zobaczenia panie borsuku. – Zaczekaj! Krzyknął.

Wiedział, że mulaki w tym wieku powinny mieć poroże, i że poroże samo nie zniknęło. – Mówiłeś, że skąd ty jesteś? – nie mówiłem – odburknął Mulak.

– Myślę, że mógłbym ci zaoferować schronienie. Powiedział borsuk. Za moją norą jest stary ogródek warzywny, kiedyś pielęgnowała go moja żona teraz już zupełnie leży odłogiem, możesz w nim spać.

Dziękuję, ale nie skorzystam na prawdę się śpieszę – odparł Mulak w obawie, że borsuk może cos podejrzewać. Borsuk podszedł do Mulaka, zadarł swój czarny łepek i z bardzo poważną minął odrzekł – lepszej propozycji nie znajdziesz.

Mulak ruszył w kierunku nory za borsukiem.

– Myśle, że możemy mieć wiele wspólnego – powiedział borsuk.

– My? – zapytał zdziwiony Mulak – ty jesteś łasicowaty ja parzystokopytny gdzie tu podobieństwo?

Wiesz chłopcze, niektórych ran nie widać gołym okiem – odparł borsuk spoglądając w dal na stary zarośnięty ogród – i te rany bolą nas najbardziej.

A właściwie czemu nie mogę spać przy twojej norze? – zapytał zaciekawiony Mulak.

Borsuk uśmiechnął się pod nosem i zapytał – ty chyba nie znasz wielu borsuków, co?

– Nie, a czemu pytasz?

– Nie zauważyłeś dołków wokół mojego domu?

– Zauważyłem ale było ciemno i myślałem, że zakopujesz w nich orzechy – odparł Mulak.

– Widzisz wiele zwierząt mieszka w norach, ale nie każda nora jest taka sama. Borsuki są bardzo czyste – nie jak lisy – dla nich nie ma różnicy gdzie jest toaleta.

– My borsuki wypróżniamy się w pobliżu nory do tzn. latryn. Jeśli nie przeszkadza ci takie towarzystwo to oczywiście możesz zamieszkać przed norą. – Mulak ze zdziwienia otworzył usta. Borsuka tak rozbawiła mina Mulaka, że wywrócił się na grzbiet i śmiał się w głos. Śmiał się tak bardzo, że cały brzuch mu się trząsł i wszystkie włosy na ciele.

– Niezły jesteś mały… orzechy hahaha. Borsuk już dawno się tak nie śmiał, zapomniał, że płakać można również z radości.

Gdy dotarli na miejsce, borsuk wyszykował dla Mulaka posłanie – Masz tu siano, trawy, mnóstwo chwastów i grzybów. Powinieneś czuć się jak w domu – powiedział – ja wracam do swojej nory, noce bywają już coraz chłodniejsze.

Nazajutrz rano borsuk i Mulak wyruszyli na wspólny spacer po lesie, borsuk opowiadał o drzewach, które sadził wraz ze swoim ojcem, pokazywał jak zmienił się krajobraz i kto się wprowadził do starego dębu, opowiedział mu nawet o leśnym powstaniu – mam dwa medale, wiszą przy kominku, kiedyś ci je pokaże – oznajmił z dumą borsuk. Mulak również czuł się szczęśliwy, nie zamierzał już nigdzie wędrować. Wraz z norą starego borsuka znalazł ciepły dom i wspaniałego przyjaciela.

– Gdzie jest twoja żona? Zapytał Mulak.

– Na innej, lepszej polanie – powiedział borsuk zadzierając łepek tak wysoko, że niewiele brakowało a wywróciłby się na trawę.

– Pewnie poznała moich rodziców- myślisz, że się zaprzyjaźnili? – zapytał młody jelonek.

– Wszystko możliwe chłopcze, wszystko możliwe…

Jeżeli lubicie bajki od MatkiHrabiny to znajdziecie jeszcze kilka na moim blogu.

O mamie Milusińskiej

Każdy ma w sobie coś z misia

Do ściągnięcia e-book z bajką pt „Jak rozebrać złość” o tutaj 

Reklamy

Integracja sensoryczna

 

Dziś pół żartem, pół serio o zaburzeniach integracji sensorycznej, dodatkowo mam dla was prezent – do ściągnięcia Bajka logopedyczna

Zaburzenia integracji sensorycznej są często przyczyną wielu dziwnych lub niepokojących zachowań wśród dzieci. W przyszłości mogą być powodem niepowodzeń szkolnych, problemów ze skupieniem uwagi i zachowaniem. O ile w sieci znaleźć można tysiące filmików z zabawnymi kotami, setki artykułów o szmince do ust, i drugie tyle na temat gumowych butów, to niestety Internet nie jest już tak łaskawy w kwestii rzetelnych informacji w języku polskim o IS. Dużo ich, a jakoby niczego nie było.

Czym jest IS?!

Według niektórych osób zwykłą wymówką, usprawiedliwieniem złego zachowania. Wiem, że wieść gminna niesie, że z integracją sensoryczna będzie tak jak z ADHD –  wysyp dzieci z zaburzeniami, a kilka lat później dowiemy się z Internetu, że to wszystko to bujda na resorach, i że niczego nie będzie.
Kilka informacji.

Integracja sensoryczna i jej założenia mówią o czymś co istnieje od dawna, nie jest to wymyślona choroba, to coś z czym boryka się każdy z nas, niektórym jednak jest nieco trudniej. Bo jak żyć gdy metka w podkoszulku z Primarka wypala ci dziurę na plecach, albo gdy kichnięcie komara siedzącego na ścianie u sąsiada z bramy obok wybudza cię ze snu, i tak się katujesz już 40 lat, a znajomi mówią „ Stach to taki wrażliwiec, nie śpi po nocach bo trzyma kredens” i jest kupa śmiechu, tylko Stach się nie śmieje.
Integracja sensoryczna (IS)   to prawidłowe przetwarzanie bodźców jakie do nas napływają z otoczenia np. dźwięki, światło, zapachy, faktury, smaki itp. W idealnej sytuacji każdy z nas powinien reagować na poszczególne bodźce w sposób adekwatny, jednym słowem nasze mózgi powinny odpowiednio zinterpretować daną sytuacja odnosząc się min.  do naszych doświadczeń,  i zareagować.

Większość z nas ma jakieś zaburzenia IS, z reguły nam one nie przeszkadzają:

  • Krysia nie lubi dotykać styropianu bo ją obrzydza, na szczęście nie musi z nim żyć na co dzień.
  • Edek nienawidzi jak go ktoś lekko dotyka, dla tego został bokserem i nie musi znosić tego głaskania.
  • Hela śpi w skarpetach, bo jak twierdzi bez nich nie zaśnie.
  • Miłek nie miał takiego szczęścia, bez kamizelki obciążeniowej nie potrafi skupić się na więcej niż 10 minut zaraz wstaje, jest zirytowany i zdenerwowany.

Źródło ilustracji

Jak się objawiają zaburzenia IS

Na pewno znacie kogoś kto nie cierpi metek w ubraniach i nagminnie wszystkie wycina – zaburzenia IS, oczywiście jeżeli mam bluzkę z metką jak dywan w IKEA to myślę, że będzie przeszkadzać nawet największemu twardzielowi, ale ja tu mówię o metkach, na które nie zwracamy lub potencjalnie nie powinniśmy zwracać żadnej uwagi. Może być to nietypowa niechęć np. do waty, mokrych owoców, klejących potraw, maczania rąk w farbie, chodzenia gołą stopą po dywanie.

O dziecku, które nie lubiło się przytulać

Znacie takie dzieci? Ja znam i wiem że to zaburzenia, a może macie latorośl, która nie lubi być pętana w pasy np. siedząc w wózku lub foteliku samochodowym? Warto sprawdzić, czy to nie zaburzenia IS. Dziecko, które nie lubi się przytulać to ciężki kaliber, bo jak tu przekonać rodzinę, że takie tulanie na siłę i hasła „pocałuj ciocię Grażynkę” doprowadzają dziecko do konwulsji. Jedno z moich potomnych ma zaburzenia IS, nie lubi się tulić, całować, nie lubi ze mną spać, nie lubi obcisłych ubrań, wielu potraw, nigdy nie ssała smoczka (co o dziwo budzi zawsze największe zainteresowanie – nie ssie smoczka?! To jak żyć?).

Jak widać nie są to zaburzenia, które uniemożliwiają nam funkcjonowanie ale, ale… Nie pisałabym o tym gdybym nie zmierzała do konkretnych wniosków. Mianowicie, większość zaburzenia IS jest niegroźna i nie przeszkadza nam w funkcjonowaniu na co dzień, jednak jeżeli zauważymy, że zaburzenia nas ograniczają, lub uniemożliwiają „normalne” wykonywanie codziennych czynności, warto skonsultować się z terapeutą.

Jak mogą wyglądać zajęcia z terapii SI:

 

Na stronie Polskiego Stowarzyszenia Terapeutów Integracji Sensorycznej wyszczególnione są najbardziej charakterystyczne objawy dysfunkcji IS:

  1. jest niespokojne, płaczliwe, ma kłopoty z zaśnięciem
  2. ma trudności z samodzielnym piciem, żuciem i przełykaniem pokarmów (preferuje dania papkowate),
  3. źle toleruje wykonywanie przy nim czynności pielęgnacyjnych i higienicznych, takich jak: obcinanie włosów, paznokci, mycie twarzy, zębów, smarowanie kremem, czesanie, czyszczenie nosa, uszu itp.
  4. wiele czynności samoobsługowych wykonuje z trudem, powoli, niezdarnie,
  5. ma problemy z samodzielnym myciem się, ubieraniem, zwłaszcza zapinaniem guzików i sznurowaniem butów,
  6. ma słabą równowagę: potyka się i upada częściej niż rówieśnicy, prawie zawsze ma jakiś siniak czy zadrapanie,
  7. podczas dłuższego siedzenia ma trudności z utrzymaniem głowy w pozycji pionowej, podpiera ją ręką, kładzie się na stoliku itp.
  8. jest nadruchliwe, nie może usiedzieć/ustać w jednym miejscu,
  9. trudno się koncentruje, a łatwo rozprasza,
  10. jest impulsywne, nadwrażliwe emocjonalnie, często się obraża,
  11. bywa uparte, negatywistyczne,
  12. w porównaniu do innych dzieci czy wymogów sytuacji porusza się zbyt szybko lub za wolno,
  13. nabywanie nowych umiejętności ruchowych sprawia mu trudność, np. jazda na rowerze, rzucanie i łapanie piłki, pływanie,
  14. wchodząc/schodząc po schodach częściej niż inne dzieci trzyma się poręczy, niepewnie stawia nogi,
  15. nieumyślnie wchodzi lub wpada na meble, ściany, inne dzieci,
  16. niewłaściwie czy wręcz dziwacznie trzyma różne przedmioty codziennego użytku, np. nożyczki, sztućce czy przybory do pisania,
  17. unika dziecięcego baraszkowania z rodzicami lub rodzeństwem,
  18. uwielbia ruch, poszukuje go, dąży do niego. Jest stale w ruchu – biega, podskakuje, często zmienia pozycję ciała
  19. przejawia duży lęk przed upadkiem lub wysokością, okazuje niepokój, gdy musi oderwać nogi od podłoża, np. wejść na wysokie schody, na drabinkę, usiąść na wysokim stołku,
  20. w nowym miejscu czuje się zagubione, potrzebuje sporo czasu by zdobyć orientację w otoczeniu,
  21. często myli stronę prawą i lewą, w obrębie własnego ciała oraz w otaczającej przestrzeni, podczas gier zespołowych zdarza się, że biegnie w innym kierunku niż jego drużyna, w inną stronę niż piłka, którą ma złapać, jest zdezorientowane, ma słabe wyczucie odległości
  22. nie ma dominacji jednej ręki,
  23. ma trudności z czytaniem i pisaniem, częściej niż inne dzieci w jego wieku myli, odwraca znaki graficzne, ma trudności w przepisywaniu, przerysowywaniu z tablicy,
  24. ma kłopoty z cięciem nożyczkami, rysowaniem po śladzie, kalkowaniem itp.
  25. sprawia wrażenie słabego, szybko się męczy,
  26. nie lubi karuzeli, huśtawki, lub przeciwnie – uwielbia to.


Najczęściej spotykanymi dysfunkcjami integracji sensorycznej są: nadwrażliwość (obronność) dotykowa związana z wygórowaną reakcją na bodźce, nadwrażliwość oralna dotycząca okolic buzi, dyspraksja polegająca na trudnościach z zaplanowaniem i wykonaniem czynności ruchowych czy niepewność grawitacyjna, której cechą charakterystyczną jest lęk przed zmianą pozycji ciała.


Dysfunkcje integracji sensorycznej wpływają na uczenie się, zachowanie i rozwój społeczno-emocjonalny dziecka.

Źródło:  http://www.pstis.pl/

 

Ponieważ bardzo często pytacie o przebieg,cenę i przygotowanie do diagnozy SI mam dla was kilka informacji.

Jak wygląda diagnoza IS

Ja trafiłam do gabinetu terapeuty IS z zalecenia neurologopedy, do którego udałam się sama, ( ja z tych nadgorliwych ;-p) prywatnie, mając kilka wątpliwości. Pierwsze spotkanie u neurologopedy trwało 90 minut. Przypominało zabawę – układanie puzzli, wsadzanie klocka do sortera, zabawa na dużej piłce, obserwacja podczas swobodnej zabawy, wywiad z rodzicem. Koszt wizyty u neurologopedy 100 zł, podejrzewam, że cena jest uzależniona od wielu czynników, może wynieść więcej lub mniej. Ja podaję cenę orientacyjną o której wiem. Do logopedy można wybrać się również ze skierowaniem od pediatry.

Nasza diagnoza IS składała się z 2 części

Pierwsza była rozmowa na temat dziecka, dość szczegółowa, jeżeli planujecie pójść na taka diagnozę weźcie ze sobą książeczkę zdrowia dziecka, ja nie znalazłam poziomu bilirubiny pierworodnej po urodzeniu, drugorodna miała już wpisany poziom do książeczki. Obydwie panie miały po urodzeniu żółtaczkę a poziom bilirubiny jest istotna kwestią. Podczas wywiadu z rodzicami pytano mnie o przebieg ciąży oraz o okres przed samym zajściem w ciąże ( leki, choroby, warunki etc). Przyznam , że odpowiedzi przygotowałam sobie wcześniej w domu, ponieważ podczas spotkania trudno byłoby mi udzielić na nie prawidłowa odpowiedź z tzn głowy. Drugi etap diagnozy stanowiła obserwacja. Łącznie 3 godziny ( my wybraliśmy opcje dwóch spotkań po 90 minut). Co podczas takiej obserwacji dzieje się z dzieckiem? – nic szczególnego, dziecko bawi się w Sali a pani obserwuje, czasami „zaczepia” np. podając jakąś zabawkę, piłkę z wypustkami czy kulkę z papieru, dotyka stopy dziecka, może chcieć z badań podniebienie ( np. żeby sprawdzić czy nie jest gotyckie), sprawdza wędzidełko, mogę poprosić o podanie dziecku czegoś do picia lub jedzenia żeby sprawdzić czy nie wystawia języka podczas tych czynności itp. Nasza pierworodna była bardzo zadowolona, dla niej była to zwykła zabawa. Wiele osób, które zastanawiają się nad diagnoza pytają o cenę. Ja płaciłam 300 zł, i o ile mi wiadomo nie jest to nic nadzwyczajnego, diagnoza może kosztować nawet nieco więcej w zależności gdzie ją robicie. Moja latorośl miała 13 miesięcy podczas diagnozy, wiem, że niechętnie terapeuci podchodzą do diagnozowania takich małych dzieci, jednak warto poszukać odpowiedniej osoby, która nas pokieruje.

Diagnoza i co dalej

W opinii otrzymałam zalecenia np. spotkania z logopedą, zabawy na placu ( huśtanie, bieganie, dostymulowanie w sposób naturalny), dietę sensoryczną, masaże, w razie potrzeby kołdrę dociążeniową Wiele z tych rzeczy można zrobić samodzielnie  -codzienne wyjścia na spacer, wspólne zabawy fakturami ( choćby sensoplastyka).

Źródła i polecane strony internetowe

http://www.pstis.pl/

http://integracjasensoryczna.info/

http://www.simba-terapia.pl/jakie-zachowania-dziecka-mog-wskazywa-na-zaburzenia-integracji-sensorycznej

http://pomocdziecku.um.warszawa.pl/index.php?k=39

http://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/wychowanie/integracja-sensoryczna-zaburzenia-leczenie-cwiczenia_44379.html

 

 

 

MISIAKI. Mama Milusińska i problem ze snem.

IMG_20170601_193039Dzisiaj dzień dziecka, mam dla was coś zupełnie z innej beczki – bajkę. Ci z  was, którzy śledzą moje wypociny na blogu regularnie, zapewne wiedzą, że zdarza mi się napisać bajkę 😉 Poprzednie części przygód rodziny Milusińskich oraz zabawne perypetie mamy Milusińskiej możecie poznać TUTAJ. Wszystkiego dobrego, i pamiętajcie żeby karmić swoje wewnętrzne dziecko! Niech rośnie w siłę. 

 

MAMA MILUSIŃSKA I MISIO TRENER

Słońce wstało nad Doliną Przyjaźni dość wcześnie, jednak jeszcze przed słońcem wstał Milusinek. Chodził po mamie ciągnąc ja raz po raz za futro i uszy, wsadzał palce w nos i pchał łapy do buzi.

– Mama, mama! – wykrzykiwał radośnie. Mama Milusińska nie była rannym ptaszkiem. Po kilku godzinach snu na raty miała ochotę wsadzić głowę do kanki z miodem i zasnąć.

– Misio Jezusie! Kiedy ty się regenerujesz – wyszeptała zaspana. Milusinek był mistrzem chaosu, gawra mamy Milusińskiej wyglądała jak po nalocie myśliwych. Gdzie się nie pojawił mały miś tam zostawiał za sobą bałagan. Pchał wielką głowę w każdą szczelinę, był intensywny, był ciekawski i niecierpliwy. Był misiem wymagającym.

Mama  Milusińska wygrzebała się z łóżka, trawę za oknem pokrywała jeszcze rosa, pani sowa szykowała się właśnie do snu a na niebie widać było poświatę księżyca, który mijał się z jaśniejącym słońcem na nieboskłonie.

– To chore, małe misie śpią o tej godzinie. Gdybyś jeszcze spał w nocy… Mama Milusińska czuła się jakby zmartwychwstała, poszła umyć kły do łazienki, Milusinek siedział na jej łapie i bawił się kępką mchu. Mama Milusińska już dawno nie wyrywała mchu z podłoża. Nasza gawra jest w takim stanie, że będziemy musieli się wyprowadzić – pokiwała znacząco głowa i westchnęła.

– PUK PUK – to pan dzięcioł dobija się do gawry.

– Coś się stało?

– Mam dla pani przesyłkę, chyba od ciotki z Yellowstone.

Faktycznie, postęp technologiczny jaki poczyniły misie w ostatnim czasie był zadziwiający, Milusińska często udostępniała drzeworyty na zwierzobooku i dzięki temu znajomi i rodzina wiedzieli co u niej słychać. Ciotka Bubu przesłała jej książkę.

– Mam nadzieje, że to komiks albo audiobook – powiedziała mama – na nic dłuższego nie znajdę czasu.

W paczce była książka autorstwa Tracy Hedgehog „Język misia”. Dodatkowo w książce znajdował się liścik od ciotki

„Kochana Milusiu, słyszałam, że całkowicie sobie nie radzisz ze swoim misiem. Te pokolenie młodych mam, takie nieodporne i leniwe, no cóż ci powiem, inni sobie radzą. Przesyłam ci bestseller, u nas w Yellowstone wszystkie mamy zachwalają Tracy Hedgehog. Przeczytaj i nauczysz się jak należy postępować z misiem. Ja ci to mówię, wychowałam 5 misiów i moja gawra zawsze była czysta i pachniała mięsem a wujek niedźwiedź był 100% Grizzlim… również w alkowie.

Zrób coś ze sobą.

Pozdrawiam ciotka Bubu.”

Mama Milusińska przeglądnęła książkę ale łapy jej nie oderwało, instynktownie wrzuciła lekturę do ciemnej dziury w rogu izby i poszła do misia trochę się poprzytulać. Misio już tam był i już narozrabiał. Wyrzucił wszystkie futra z szafy i na nie nasikał. Mama Milusińska spojrzała na niego z dezaprobatą, czasami jak się wścieknie to drży jej powieka, wtedy Milusinek wie, że trzeba zwinąć się w kulę i unikać kontaktu wzrokowego. Tak było tym razem.

Moje ulubione futro… jak tak dalej pójdzie to niedługo będę musiała się owijać liśćmi babki lekarskiej. Wzięła misia na łapy i wyszli na spacer.

Misia było słychać w całej dolinie… – Eh misiu ty chyba zostaniesz śpiewakiem – wyszeptała mama i zarzuciła misia na plecy.

– Co go pani tak męczy, położyłaby go pani do wózka to pospałby jak król lasu. – Zagadywała stara wilczyca. Mama Milusińska przywykła już do tego, że cały las wie lepiej niż ona sama. Uśmiechnęła się i ruszyła na najbliższą polanę. Dzień minął radośnie, młody dokazywał jak co dzień, był zdrowy i szczęśliwy i to było najważniejsze.

Wieczorami mama Milusińska lubiła wejść na Zwierzobooka i popodglądać co robią  zwierzaki, które nie mają jeszcze potomstwa.

Popatrz tato Milusiński to żona Jeża Jeżego, ależ ona ma igły, powiedziałbyś, że ma w domu małe jeże. A te zdjęcia z przyjęcia u Chrup Doga… Misio Jezusie ależ ona mnie złości. Pani perfekcyjna, ostatnio udzielała porad kiedy wprowadzać miód do diety… rozumiesz! ona może co najwyżej opowiadać o tym jak przyrządzić moskity, a pcha nochal do naszego miodu!

-Zostaw, po co się ekscytujesz, jak masz z tym taki problem to idź do misiologa, może to jakiś problem z dzieciństwa.

-Pomocny jak zwykle. Po prostu nie rozumiem jak ludzie mogą to oglądać. Przecież to jest wszystko na pokaz, nie można mieć tak czysto, tak dobrze wyglądać i robić te wszystkie rzeczy, o których pisze.

– Przecież to portale społeczno-misiowe, w misio necie możesz napisać co chcesz, nawet, że jesteś czaplą. A ty się ekscytujesz jakbyś źródło wiecznego miodu znalazła.

– o niczym już  z tobą porozmawiać nie można

– Można, tylko jakaś tam żona Jeżego, która wygląda jak szczotka do futra, mnie nie interesuje. Ty mnie interesujesz – żona pana Milusińskiego.

Pan Milusiński zawsze wiedział jak sprowadzić mamę Milusińską na ziemię gdy traciła grunt pod łapami.

– Kocham cię.

– Taką puchatą, z nieobgryzionymi pazurami, bez futra na dekolcie…

– Misie są puchate, chude to mogą być łasice, pazurami drapiesz mnie po plecach a brak futra na dekolcie świadczy, że ktoś często na nim leży, ktoś bardzo ważny dla nas obojga.

– Eh tato misiu zawsze wiesz co powiedzieć. Ja ciebie też kocham.

 

KAŻDY MA W SOBIE COŚ Z MISIA

 

BAJKA NIE TYLKO DLA DZIECI

Niedawno rodzina Milusińskich powiększyła się o nowego członka. Mały Milusinek zasilił szeregi mieszkańców Doliny Przyjaźni. Rodzice nie zawsze ogarniają leśną rzeczywistość, mama miewa potargane futro lub zapuści pazury, a tato w tajemnicy wychodzi na miód do starego wilka gdzie ogląda leśną koszykówkę. Historia rodziny Milusińskich to historia o miłości, przyjaźni tęsknocie i absurdzie codzienności. O tym, że czasami czujemy się bardzo samotni stojąc w tłumie a innym razem jesteśmy tak blisko, że futro się elektryzuje.

Jeżeli lubisz bajki to zapraszam serdecznie.  Może i ty czasami czujesz się jak mama Milusińska. Pamiętaj, że każdy ma w sobie coś z misia.

Matka nie jest statystycznym polakiem

 

poczytaj mi mamooo!!!

Uwielbiam czytać, niestety ostatnio każda książka, którą otworzę kończy przeczytana do połowy i zostaje odłożona na specjalna półkę woluminów pt. „czytam / jestem w trakcie”. Półka już się ugina a leżą na niej książki ze wszystkich możliwych dziedzin od psychologii przez thriller i na romansie kończąc. Na pytanie czy czytam zawsze odpowiadam – tak!  No jak ja nie czytam, przecież ja czytam codziennie podręcznik do angielskiego i to nie jakiś tam jeden co przysłowiowy nauczyciel wykuł na pamięć i teraz recytuje z głowy, o nie, nie, ja czytam ich dziesiątki bo inaczej umarłabym z nudów przy jednym. Dzisiaj miałam zajęcia z FC i o halo, halo znów wpadł mi w oko ciekawy artykuł –  a mówią, że szkoła już nie uczy ha! Czytałam artykuł o łzach, tak właśnie o łzach i dowiedziałam, że łzy smutku mają zupełnie inny skład od takich łez płynących z oczu z powodu przysłowiowego zatarcia, i tak czytam, czytam no i tak się wkręciłam, że zapomniałam o wstawianiu czasowników w luki i wiecie co… podobno te łzy smutku i frustracji mają w składzie substancje, które po „wypłakaniu” z organizmu powodują, że się lepiej czujemy w związku z czym nie wolno powstrzymywać się od płaczu szczególnie od takiego płaczu ze złościo-smutku bo wtedy te wszystkie straszne substancje w nas zostaną i będziemy nadal źli. Rozmyślam nad tym bo ja nie wiedziałam, że prowadzę TAKI ZDROWY  tryb życia! Bo akurat wstrzymywanie łez do moich atutów nie należy a powiem nawet, że od kiedy allegro emituje reklamę o dziadku, który jedzie do wnuczki to mój wskaźnik wyrzutu złych łez wzrósł dwukrotnie. Chciałabym też wrzucić na ścianę na FB zdjęcie swoich skarpet z podpisem „ czytam, pije grzane wino, relaks, cud miód , kuzki całuski hasztag to moja 42 z 53 w tym roku” nie dla mnie ta zabawa, nie dla mnie. Wczoraj uczeń zapytał mnie jaką książkę ostatnio czytałam no i myślę, myślę i wychodzi na to, że „kiedy idę spać” była moją ostatnią książką i  bynajmniej po niej nie zasnęłam.

Gdyby tak podsumować wszystkie książki, wliczając serię wierszy Brzechwy, Konopnickiej, 100 zabaw z niemowlakiem, księgę wymagającego dziecka i e-book Juula, który czytam już trzy miesiące to może uzbierałoby się na tyle żebym mogła wrzucić na FB baner z napisem „nie jestem statystycznym polakiem, lubię czytać”.

Zastanawiają mnie te wszystkie książki dla rodziców dzieci wymagających, jak to jest, że żadna nie jest wydana w formie AUDIOBOOKA?! Wstaję rano, ustawiam tryb zombie, przewijam, podmywam, karmię potem zmieniam pokój i robię dokładnie to samo, następnie biorę młodzież do kolejnego pokoju i siup na podłogę wtedy biegnę po kawusie –  nie pije tylko stawiam w zasięgu wzroku i lecę robić śniadanie bo młodzież KONA z głodu już ani sekundy nie wytrzymają. Zjadamy razem – ja co kto zostawi, i zaczynamy dzień. Nosimy, wozimy, tulimy, obkładam się dziećmi i łypię okiem na moja kawusie do której zawsze nie sięgam ręką. Nawet jak młodzież przyśnie to tak, że nie ma jak się ruszyć i zawsze poza zasięgiem ręki jest cały świat. Podczas takiego czasu wolnego, który spędzam na urlopie, mogłabym posłuchać poradnika np. „jak ogarniać gdy nie ogarniam” lub „jak żyć gdy nie masz czasu na nic”, niestety większość tych poradników to grube cegły, na które czas mają rodzice nastolatków i bezdzietni.

Hrabina ma ulubiona książeczkę, przynosi mi ja tysiąc sześćset dwadzieścia osiem razy dziennie „ mamo, to” i czytamy… w parku na ławeczce pan czyta córeczce…. błękitna książeczka, kiedyś ją uwielbiałam teraz jej nienawidzę, kolejny rok z tą samą lekturą może mnie zniszczyć. Lektura to lektura nie ma co wybrzydzać.