Z DZIENNIKA WSPÓŁSPACZA

Podbite oko, stopa między żebrami, palce w nosie i powieki podnoszone wbrew woli właściciela. To nie kadr z filmu Wzgórza mają oczy, a jedynie kadr z życia matki współśpiącej.

 Gdy na początku przygody ze współspaniem, wyobrażałam sobie naszą wspólną drogę, miałam przed oczami sceny z bajek Disneya – ja przeciągająca się beztrosko o poranku (czytaj o 09.00), obok latorośl z zaróżowionymi policzkami pochrumkująca na swojej połowie łóżka. Słodki zapach dziecka, ciepło i malutkie rączki, które okalają moją twarz przed zaśnięciem.

Ta złudna wizja macierzyństwa nie raz już zostawiła mi posmak goryczy w ustach. Moja przygoda ze współspaniem ewaluowała razem z wiekiem moich dzieci. Zaraz po przyjściu ze szpitala ssaki spały blisko… tak blisko, że czasami sklejałyśmy się spoconą  skórą, a odklejenie sprawiało ból.

Gdy zaczęły raczkować, moje umiejętności przetrwania we wspólnym łóżku rozwinęły się jak skrzydła albatrosa.

MATKO PAMIĘTAJ, DZIECKO TWÓJ SKARB

Przerabiałam już kilka opcji. Spanie na gąbce zakupionej w Jysk ( nie polecam), spanie na podłodze sauté, czyli bez niczego – również nie polecam, kolejno spanie na łóżku z jedną ścianą wspomagającą – wszystko zależy od giętkości ciała, jeżeli jesteś w stanie zwinąć się w dużego precla, blokując drogę ucieczki z trzech stron, to znaczy, że sobie poradzisz. Ze względu na moją figurę i umiejętności zwijania się w precla, rzeczona pozycja nie wychodziła mi najlepiej, i porzuciłam spanie na kanapie na rzecz spania w łóżku typu kingsize.

Niestety owe łóżko, ze względu na wielkość pokoju, stało w nietypowej odległości od ścian. W dziurze mieściła się głowa dziecka, a nawet cały tułów, o dziwo moja noga za cholerę tam wejść nie chciała. Drogą dedukcji udało mi się dość do tego jak zablokować nieprzyjemne i niewygodne otchłanie po bokach.  Przypieczętowało to naszą wspólną przygodę ze współspaniem na dobre.

Żadne dziecko nigdy mi nie spadło z łóżka. Zawdzięczam to swoim kocim ruchom, albowiem śpię na tzn. wysokiej czujności niczym lampart, kilka razy udało mi się złapać dziecko w ostatnim momencie, co o 2.00 w nocy nie jest takie oczywiste. Niemniej żadna z latorośli nie opuściła gniazda w trakcie współspania.

W tej chwili gdy dzieci chodzą, a młodsza latorośl prawie opanowała schodzenie z łóżka, bardzo trudno jest je powstrzymać od przemieszczania się. Zauważyłam, że po wspólnych nocach budzę się poobijana jak zawodnik MMA po walce o pas. Zweryfikowałam wypracowane metody blokowania miejsc zrzutu na łóżku, i doszłam do wniosków, że nowa sytuacja wymaga nowej techniki.

MATKO BROŃ SIĘ

Wprowadziłam pozycje obronne, dzięki którym mogę spać  lub odpoczywać w obecności latorośli, bez obaw o własne życie i zdrowie.

Zasady:

  1. Należy spiąć włosy mało atrakcyjną gumką, najlepiej recepturką albo kawałkiem pończochy w kolorze skóry,  która nie przykuje uwagi latorośli. Brak rozwichrzonych włosów zniechęci  potomka do wyrywania ich z głowy współspacza, szczególności z okolic skroni, gdzie boli najbardziej.
  2. Ukryj twarz. Jeśli to tylko możliwe zakryj nozdrza, usta oraz oczy w dłoniach lub ramionach, pozwoli ci to uniknąć wciskania małych palców zakończonych ostrymi pazurkami we wszystkie szczeliny. Dodatkowo unikniesz wywijania powiek, w celu sprawdzenia czy śpisz.
  3. Połóż się na brzuchu. Skakanie po plecach oraz pośladkach boli znacznie mniej niż skakanie po pęcherzu i żołądku.
  4. Jeżeli latorośl jest wyjątkowo zawzięta i próbuje dostać się w okolice twarzy ryjąc głową w poduszce, spróbuj ułożyć się w pozycji żółwia. Dobrze sprawdza się w tej sytuacji pozycja dziecka oraz krokodyla zapożyczona z jogi.
  5. Jeśli twoja latorośl śpi pod ścianą pozycja boczna ustalona, powinna zniechęcić potomka do znęcania się nad współspaczem.

 

NIE TRAĆ CZUJNOŚCI


Zdarzyło mi się raz o tym zapomnieć, leżąc ze starszą latoroślą na kanapie odpłynęłam w ramiona Morfeusza, palec wsadzony do nosa obudził mnie na tyle szybko, że uniknęłam utraty oka, jednak tamowanie krwotoku zajęło mi dobre kilka minut.

 

Przede wszystkim czerp garściami z tej rozkoszy, jaką daje współspanie z dzieckiem 😉

 Powodzenia!

 

 

 

 

 

 

Matka, kalafior i grafomania.

Nadeszła wiekopomna chwila

Urlop na finiszu, nie tylko ten wakacyjny. Szykują się wielkie zmiany, albowiem matka wraca do pracy. Ten dzień musiał w końcu nadejść. Dzisiaj starsza latorośl debiutowała w przedszkolu – trzy godziny, niemniej były łzy. Głównie moje, a jednak.

Zastanawiam się jak po takiej trzyletniej absencji przygotować się psychicznie do podjęcia pracy. Czy prosić o okres adaptacyjny? Przydałby się. Czas dla pracownika na integrację z zespołem i własnym mózgiem. No właśnie, jeśli o mózgu mowa. Mój kalafior nie ogarnia listy zakupów, a ogarnąć będzie musiał sporo więcej. Może jakieś witaminki? Co polecacie?

I kolejna zagwozdka, bo ja mości państwo w ogóle nie reaguje na własne imię, i zastanawiam się czy nie napisać sobie na koszulince per „Matka” wtedy szybciej się odwrócę, a po takim okrzyku MAMO! czas reakcji będzie krótszy, a kalafior zaktywowany do myślenia.

Kto śledzi bloga ten wie, że prócz starszej hrabiny mamy na pokładzie jeszcze rok młodszą latorośl, która do przedszkola się jeszcze nie kwalifikuje. Pan M postanowił zaoferować swoje usługi opiekuńcze w systemie full time, co mnie niezmiernie cieszy. Postanowiłam nie pisać tym razem opasłej instrukcji obsługi dziecka, bo w końcu to nie jest debiut i pan M to i owo już potrafi ogarnąć. Nadal ma nawyk zakładania koszuli na twarz przy zmianie pieluchy, ale każdy ma swój styl.

Choć niewiele piszę, nie dajcie się zwieść, zazwyczaj cisza jest przed burzą. Prócz mojego zawodowego zmartwychwstania zahaczyłam się również w portalu www.wrolimamy.pl , gdzie będziecie mogli czytać moje wypociny bardziej regularnie, bo w co trzeci wtorek miesiąca. Wiem jak to brzmi, zaraz się okaże, że to będzie co drugi wtorek miesiąca parzystego z literą R w nazwie, ale ja tu zupełnie serio, serio. Najbliższy wpis planuję na 22 sierpnia, więc śledźcie pilnie, a i ja się pochwalę jak będzie gotowy.  To nie koniec. Jak na grafomana przystało, piszę więcej niż jestem w stanie przeczytać, w związku z czym w zaciszu domowego ogniska powstaje książka. Postanowiłam dla odmiany nie umieszczać w niej żadnego wpisu blogowego – szokers bo z tego co się orientuję, większość ludzi z blogiem po prostu wrzuca do książki wpisy z ostatnich kilku lat i jest petarda. Ja, jako płotka blogosfery nie mam ani tylu czytelników, ani takiej historii wpisów, więc w ofercie szanowni państwo, będzie wolumin nigdzie wcześniej nie opublikowanych tekstów w klimacie literatury kobiecej. Będę zdawać relacje z przebiegu prac, a wy motywujcie, bo jak to samozwańczymi  literatami bywa, miewam zastoje w wenie, że nawet wino mi nie pomaga.

To jak z tymi suplementami, co mi zamieni kalafiora w mózg Magneto z X-men’ów?

Pożoga

​„Porzućcie wszelką nadzieję, ci, którzy [tu] wchodzicie”

                    Dante Alighieri, Boska Komedia

Obdarta z nadziei, brodząc w zgliszczach urlopu, z armią niemowląt u boku, lśniącą od śliny i moczu, niczym miecz rycerza okrągłego stołu, brodzę w zabawkach, karczując przeszkody, niosę dzieci pod prysznic, niosę je do wody…

Jeźdźców Apokalipsy miało być czterech, a tymczasem moja armia dwóch świetnie sobie radzi, pozostawiając za sobą jedynie Armagedon.

Zastanawiałam się, wiele razy, z jakich powodów, po pojawieniu się potomstwa tak wiele związków cierpi na syndrom odstawienia towarzyskiego. Dzisiaj zrozumiałam. Ich poprostu nie stać na wypłaty odszkodowań.

Jesteśmy w „gościach”, w pewnym sensie bo nie u siebie. Mija czwarta doba, poziom zniszczeń jest zatrważający. Począwszy od połamanego łóżka, którego producent nie przewidział ciężaru naszej rodziny szlacheckiej, przez popisane meble, wybrudzone koce, dywany, ściany, porysowane parkiety a skończywszy na odbitych dłoniach gdzie się da. Tej furii nie da się okiełznać. Ręce opadają już na pięć minut przed zdarzeniem, ot tak, na wszelki wypadek. Biegniesz do dziecia, ktory właśnie wyrywa dekoder z półki pod TV a jego skrzydłowy – hrabina puerworodna – już wspina się po stojaku na kwiaty.

Nie jestem gotowa psychicznie, ani finansowo na odwiedziny.

Pozostawiając za sobą zgliszcza, uciekliśmy na plac zabaw,  ale i tam trzeba być czujnym. Gdybym tylko była jak Xavier z X-manów. Ulegam jednak ludzkim pokusom, na przykład dzisiaj, zafrasowała mnie wiewióra, i choć walczyłam ze sobą ciekawość wygrała, podniosłam opuchnięte powieki, spoglądając czerwonymi ślepiami w kierunku uciekającej wiewióry i… hrabina młodsza zaryła twarzoczaszką prosto w zjeżdżalnię,  żeby nie było wiewióra uciekła… zdjęcia nie ma.

A gdyby tak… za konia robić.

Mam jednak pomysł jak temu zaradzić, postanowiłam, że na spacery będę zakładać uprząż dla konia, taką z klapkami na oczy, żeby w polu widzenia mieć dziecia i nic więcej, może wtedy zdołam ogarnąć armię.

Trzymajcie kciuki bo mam jeszcze 36 dni urlopu.

Jak często zdarza wam się odwiedzać inne domy?

Chaos

W tym wpisie nie dowiecie się o tym, że jadłam krokodyla ani, że czekolada z popcornem jest naprawdę smaczna, nie będzie nic na temat rodzajów piwa w Belgii ani o tym, jak przez 16 godzin wracałam autem do domu.

Tym razem zacznę od GRY. Nie od recenzji, dajcie spokój, przecież ja się do recenzji zupełnie nie nadaję. Wyobrażacie sobie, że mam zrecenzować np brzoskwiniowy krem do ciała?!

„ Produkt opakowany jest w pogryzioną plastikowa butelkę, widać odbicia ludzkich zębów. Butelka bez substancji szkodliwych. Dziecko lizało ją 30 minut, bez efektów ubocznych. Balsam świetnie spisał się jako krem do pupy podczas nieoczekiwanego wybuchu pieluchy. Świetnie się wchłania i zostawia lekki filtr na pośladkach”

Dlatego my nie testujemy. Gdyby jednak znalazł się chętny cynik, który pragnie znaleźć 101 zastosowań swojego produktu niezgodnych z przeznaczeniem – polecamy się.

Dzisiaj będzie zupełnie nie na temat. Zacznę od GIER PLANSZOWYCH.

Zastanawiałam się czy istnieją gry planszowe o macierzyństwie? Bo ja z chęcią zakupię taką grę. Najlepiej gdyby zamiast pionków były kieliszki do wina. Jeśli czyta mnie jakiś wydawca planszówek to rzecz jasna polecam się do napisania gry, i z chęcią będę ją testować do UPADŁEGO … z ochotnikami. Od razu założymy grupę na FB „Cy Gie” – czyli Czary Gary.

W mojej głowie rysuje się wizja gry idealnej, takiej gdzie w zestawie prócz planszy jest czerwone słodkie i cztery kieliszki. Zaczyna ten, który pierwszy otworzy butelkę bez korkociągu. Zróbmy utrudnienie, niech do wydobycia korka posłuży łyżka, poczujemy się jak w liceum. Plansza musi być spora, bo wiadomo jak taki kielich postawisz, to przecież musi być miejsce i na butelkę jako kluczowy element gry.

Kto by nie zagrał, no kto?!

Zaczynasz od mapy macierzyństwa à start à NIE CZUJĘ DNA, GDZIE JA JESTEM (losujesz kartę z pytaniem „ jak żyć”)

Kolejna kolejka i rzut kostką à ciągniesz kartę życia ( gratulacje urodziłaś trojaczki) w tym momencie dostajesz również plastikowy samochodzik, który zabiera cię do pierwszego przystanku OBŁĘD nie, to nie depresja, to pierwsze oznaki utraty zmysłów.

Karty z pytaniami

Łyk, rzut, łyk, rzut… łyk i lądujesz na zielonym polu, szukasz koniczyny. Zabawa na czas, a jak wiadomo, matka na czas potrafi sikać, myć zęby i bić kotlety, więc z takim zadaniem na czas też sobie poradzi.

Jesteś na polu „Wyzwanie czy pytanie” ( pytanie rzecz jasna z fizyki kwantowej, więc wybierasz zadanie). à Masz 60 sekund na obranie 5 ziemniaków, przebranie pieluchy, zaparzenie i wypicie kawy, ubranie się i przekonanie dwulatka, że w grudniu nie może wyjść w klapkach na zewnątrz.

Kolejny rzut kostką à czekasz jedną kolejkę. Utrudnienie gry polega na tym, że przed każdym rzutem kostka wypijasz wino, a twój kieliszek nigdy nie może zostać pusty. Wygrywa ten kto dotrze do mety z najmniejsza ilością wina w kieliszku. Jednym słowem, dwie pieczenie na jednym ogniu.

Teraz zestaw kart z pytaniami zadawanymi przez dziecko w miejscach publicznych, na które musisz udzielić wyczerpującej odpowiedzi i nie zostać zaatakowana przez przechodniów, pytania  z serii „ Mamo dlaczego”

  • Mamo dlaczego ten pan jest taki gruby
  • Mamo dlaczego ta pani jest taka stara
  • Mamo czy ty umarniesz
  • Mamo czemu słońce jest żółte
  • Mamo co to jest jeans
  • Mamo gdzie lecą te ptaki
  • Mamo czy możemy już oddać dzidziaka?
  • Mamo czy tato też ma mamę?
  • Mamo czy Mikołaj umarnął i nie będzie prezentów?
  • Mamo czy mogę mieć łóżko z czekolady

Przerwa w nadawaniu, teraz pijesz bo chcesz i lubisz, więc nie zważasz na to czy kielich pełny czy pusty do połowy, ważne żeby usta były mokre.

Brzmi jak zwykła rozrywka ale przed nami element karaoke. Stajesz na środku i musisz odśpiewać hymn matki
Czyli mam tę moc!!!!

Cały film

 

A teraz coś zupełnie z innej beczki, tak żeby dzisiejszy wpis był jeszcze bardziej chaotyczny. Otóż mam ci ja taką rozterkę, wróciłam na ojczyzny łono dwa dni temu i nadal się nie rozpakowałam z jednej walizki. Ponieważ za dwa tygodnie znowu wyjeżdżam, zastanawiam się czy JEST SENS w rozpakowywaniu?! bo przecież mogłabym zabrać tą walichę i pozamiatane,  pan M do reklamówki Lidla, i jedziemy.

Miałam napisać opasły wpis w formie relacji z powrotu, ale jest to historia pełna grozy i nijak nie wpisuje się ani w kanony moich sarkastycznych wypowiedzi owianych szaleństwem, ani nawet w bajkę z krańca lasu, więc chyba zachowam ją do wykorzystania w jakimś dark fiction na przyszłość. Zdradzę wam jedynie, że stałam dwa razy w tym samym korku, łącznie 5 godzin bo źle zjechaliśmy z autostrady i zamiast do Polski dojechaliśmy do Holandii. Jest moc.

 

 

Trzęsie mi się łza na rzęsie

Taka mała kompilacja, bez zbędnej narracji, czyli 60 powodów…

DLACZEGO HRABINA PŁAKAŁA

1. Bo połknęłam ostatni kawałek banana, który wsadziła mi do buzi…

2. Bo w nocy jest ciemno…

3. Bo mydło sie zmydliło i zniknęło z rąk…

4. bo tato nie pozwolił jej jeść ze śmietnika starego spaghetti…( zjadła garść)

5. Bo śnieg był zimny…

6. Bo ugryzła się w palec i bolało…

7. Bo skończył się klej w sztyfcie…

8. Bo skończyła sie rolka papieru toaletowego…( innej nie chce, chce tamtą)

9. Bo ma czapkę a nie chce –  zdjąć też nie chce…

10. Bo rybka minimini poszła spać….

11. Bo ma jedną skarpetę a drugiej nie chce, (jednej też nie chce)…

12. Bo dzidziaka żuje pięść ( btw dzidziaka to nasza młodsza hrabina)

13. Bo dzidziaka już nie żuje pięści

14. Bo pada śnieg…

15. Bo nie pozwoliłam jej zabrać ze sobą z wanny na przewijak półki na kosmetyki…

16. Bo nie może iść z obcą Panią…

17. Bo na niebie jest tylko kawałek księżyca…

18. Bo nie chce iść, stać ani na ręce…

19. Bo nie może spać w kurtce…

20. Bo klocek nie mieści sie w otwór sortera

21. Bo figurki lego duplo nie trzymają się za ręce

22. Bo misiowi oklapło uszko

23. Bo lala tonie w wannie…

24. Bo kreda nie pisze po białej tablicy

25. Bo magnes nie przyczepia się do ściany

26. Bo naklejka się klei do palca

27. Bo farba brudzi ręce

28. Bo nie może spać nago

29. Bo sito ma dziury…

30. Bo wieje wiatr…

31. Bo Mikołaj nie przychodzi codziennie

32. Bo nie może wejść do telewizora

33. Bo kartonowy pociag nie jedzie

34. Bo postacie z bajki jej nie słuchają…

35. Bo nie zmieściła się do budy z kartonu.

36. Bo mój but spada z jej nogi.

37. Bo nie może złapać pary.

38. Bo bańki mydlane nie są wieczne.

39. Bo nie wolno jej dotykać, ani do niej mówić

40. Bo jest błoto, a ona go nie chce.

41. Bo się obudziła w środku nocy i chce oglądać myszkę Miki…

42. Bo w wannie jest tyle zabawek, że nie może sie ruszać ( zabawek ruszać też nie można).

43. Bo nie może zjeść kostki do zmywarki.

44. Bo gołąb odleciał…

45. Bo nie mogę dać jej konia.

46. Bo nie umie latać, a się stara.

47. Bo nie może wyjść przez okno.

48. Bo nie pozwoliłam jej podnieść psiej kupy z chodnika.

49. Bo biedronka nie współpracowała …

50. Bo nie może skoczyć z mostu do jeziora pełnego kaczek.

51. Bo nie może wsadzić psu palca w oko.

52. Bo dotknęłam klamki przed nią.

53. Bo kaczka zjadła jej chleb.

54. Bo koza nie chce zjeść suchego liścia.

55. Bo nie mieści się do klatki królika.

56. Bo kot nie chce być koniem.

57. Bo koń jest większy niż myślała. 😱

58. Bo samolot zostawił ślad na jej niebie.

59. Bo nie może prowadzić samochodu.

60. Bo nie może iść nago do sklepu.

Bajka z morałem

Kolejna z serii bajek Matki Hrabiny, tym razem bajka z morałem. Przyznam się w tajemnicy, że uwielbiam pisać bajki 😉 Częstujcie się. Historia pana borsuka odbiega nieco od serii związanej z rodziną Milusińskich, to wątek poboczny o tajemniczym sąsiedzie. Każdy ma takiego sąsiada, o którym krążą mity i legendy miejskie. Posłuchajcie co przytrafiło się panu borsukowi…

– Czasami się zastanawiam, czy gdybym urodził się w innym lesie to byłbym teraz kimś zupełnie innym.

– Myślę, że w środku byłbyś takim samym misiem, może z innym futrem… ale w środku takim samym – powiedział jeżyk i zwinął się w kulkę.

***

Borsuk

Jedyne, co miało jakieś znaczenie, to to, że znalazłem mojego pierwszego przyjaciela, a tym samym zacząłem naprawdę żyć.

– Tove Jansson,  Muminki. Księga druga

 

Pan borsuk mieszkał sam. Sam jak palec. Stracił ogon podczas leśnego powstania. Nikt nie wiedział skąd się wziął ani skąd pochodził. Czy miał rodzinę? Przyjaciół? Borsuk nie był zbyt towarzyski.  Był zły. Ta złość, która w nim mieszkała wychodziła czasami na zewnątrz. Widać ją było gdy krzyczał na małe jeże grające w grzybowego zbijaka na polanie.

Jeże śmiały się ze staruszka i rzucały żołędziami w okna jego nory. Borsuk był za prawdę zgorzkniały, nikt go nie odwiedział i nikt nie pytał czy potrzebuje pomocy. Miewał gorsze dni, wtedy nawet talerz dżdżownic nie robił na nim wrażenia, chciał zostać sam, czuł ten palący niepokój w środku i strach… strach przed wszystkim co go otacza. Przytłaczał go blask słońca i mrok nocy. Borsuk był bardzo nieszczęśliwy.

Pewnego dnia do nory borsuka zapukał Mulak. Borsuk był bardzo zdziwiony, że młody Mulak przywędrował taki kawał drogi z zachodniej części lasu.

-Co cie tu przywiało?! – Mulak spojrzał spode łba i cichym głosem odrzekł

– Nie wiem gdzie jestem, chyba się zgubiłem.

– Do mojej nory się nie zmieścisz, Mulaki nie wchodzą pod ziemię. Idź na rykowisko może tam spotkasz kogoś kto ci pomoże. Tutaj szczęścia nie znajdziesz.

Ale Mulak był już tak słaby, że położył się przy norze borsuka i zasnął. Borsuk wpadł w szał. Zaraz zadzwonił po służby leśnie i począł przekonywać, że młody Mulak wtargnął na jego posesję i prosi o wsparcie. Niestety borsuk słynął w Dolinie Przyjaźni ze swojej złośliwości i inne zwierzęta nie chciały mu pomagać co tylko bardziej go rozjuszało.

– Należy mi się! Straciłem ogon w powstaniu leśnym! Dla was! Dla was walczyłem jak wariat i co mi zostało, nawet na usunięcie Mulaka liczyć nie mogę. Trzasnął z całej siły telekonwersatorem o blat drewnianego stołu aż pękła słuchawka. W wolnych chwilach borsuk pisał skargi na mieszkańców Doliny przyjaźni. Teraz jednak nie miał ochoty nawet na to. Patrzył przez okno na marznącego Mulaka.

Masz  – powiedział borsuk podsuwając Mulakowi pod nos talerz młodych pędów i grzybów leśnych – Chyba jadasz takie rzeczy. Mulak uśmiechnął się i przyjął podarunek. Kolejnego dnia borsuk wyszedł przed swoją norę i ku jego zdziwieniu zauważył, że Mulak nadal tam jest.

– Hej ty – krzyknął szturchając jelonka łapą – uciekaj stąd, idź przeszkadzać gdzie indziej. Mulak podziękował za gościnę i zniknął między drzewami. Nie minęło kilka godzin jak borsuk znów go zauważył. Tym razem leżał na mchu wpatrzony w niebo. Nie wyglądał na zagubionego.

– Młody, co ty tu jeszcze robisz? Nie miałeś szukać rodziców?

Mulak wyglądał na zmieszanego – tak, tak idę właśnie się zbierałem – powiedział.

Borsuk nie był głupi, nie jedno już w życiu widział i nie podobało mu się zachowanie Mulaka.- Słuchaj no młody, czy ty oby nie uciekłeś od stada?

– Nie, przecież już mówiłem… ale borsuk nie dał mu dokończyć. Jego uwagę przykuł fakt, na który wcześniej nie zwrócił uwagi. – A gdzie ty masz rogi? Młody Mulak odwrócił wzrok i podniósł się z ziemi – już czas na mnie, do zobaczenia panie borsuku. – Zaczekaj! Krzyknął.

Wiedział, że mulaki w tym wieku powinny mieć poroże, i że poroże samo nie zniknęło. – Mówiłeś, że skąd ty jesteś? – nie mówiłem – odburknął Mulak.

– Myślę, że mógłbym ci zaoferować schronienie. Powiedział borsuk. Za moją norą jest stary ogródek warzywny, kiedyś pielęgnowała go moja żona teraz już zupełnie leży odłogiem, możesz w nim spać.

Dziękuję, ale nie skorzystam na prawdę się śpieszę – odparł Mulak w obawie, że borsuk może cos podejrzewać. Borsuk podszedł do Mulaka, zadarł swój czarny łepek i z bardzo poważną minął odrzekł – lepszej propozycji nie znajdziesz.

Mulak ruszył w kierunku nory za borsukiem.

– Myśle, że możemy mieć wiele wspólnego – powiedział borsuk.

– My? – zapytał zdziwiony Mulak – ty jesteś łasicowaty ja parzystokopytny gdzie tu podobieństwo?

Wiesz chłopcze, niektórych ran nie widać gołym okiem – odparł borsuk spoglądając w dal na stary zarośnięty ogród – i te rany bolą nas najbardziej.

A właściwie czemu nie mogę spać przy twojej norze? – zapytał zaciekawiony Mulak.

Borsuk uśmiechnął się pod nosem i zapytał – ty chyba nie znasz wielu borsuków, co?

– Nie, a czemu pytasz?

– Nie zauważyłeś dołków wokół mojego domu?

– Zauważyłem ale było ciemno i myślałem, że zakopujesz w nich orzechy – odparł Mulak.

– Widzisz wiele zwierząt mieszka w norach, ale nie każda nora jest taka sama. Borsuki są bardzo czyste – nie jak lisy – dla nich nie ma różnicy gdzie jest toaleta.

– My borsuki wypróżniamy się w pobliżu nory do tzn. latryn. Jeśli nie przeszkadza ci takie towarzystwo to oczywiście możesz zamieszkać przed norą. – Mulak ze zdziwienia otworzył usta. Borsuka tak rozbawiła mina Mulaka, że wywrócił się na grzbiet i śmiał się w głos. Śmiał się tak bardzo, że cały brzuch mu się trząsł i wszystkie włosy na ciele.

– Niezły jesteś mały… orzechy hahaha. Borsuk już dawno się tak nie śmiał, zapomniał, że płakać można również z radości.

Gdy dotarli na miejsce, borsuk wyszykował dla Mulaka posłanie – Masz tu siano, trawy, mnóstwo chwastów i grzybów. Powinieneś czuć się jak w domu – powiedział – ja wracam do swojej nory, noce bywają już coraz chłodniejsze.

Nazajutrz rano borsuk i Mulak wyruszyli na wspólny spacer po lesie, borsuk opowiadał o drzewach, które sadził wraz ze swoim ojcem, pokazywał jak zmienił się krajobraz i kto się wprowadził do starego dębu, opowiedział mu nawet o leśnym powstaniu – mam dwa medale, wiszą przy kominku, kiedyś ci je pokaże – oznajmił z dumą borsuk. Mulak również czuł się szczęśliwy, nie zamierzał już nigdzie wędrować. Wraz z norą starego borsuka znalazł ciepły dom i wspaniałego przyjaciela.

– Gdzie jest twoja żona? Zapytał Mulak.

– Na innej, lepszej polanie – powiedział borsuk zadzierając łepek tak wysoko, że niewiele brakowało a wywróciłby się na trawę.

– Pewnie poznała moich rodziców- myślisz, że się zaprzyjaźnili? – zapytał młody jelonek.

– Wszystko możliwe chłopcze, wszystko możliwe…

Jeżeli lubicie bajki od MatkiHrabiny to znajdziecie jeszcze kilka na moim blogu.

O mamie Milusińskiej

Każdy ma w sobie coś z misia

Do ściągnięcia e-book z bajką pt „Jak rozebrać złość” o tutaj 

Integracja sensoryczna

 

Dziś pół żartem, pół serio o zaburzeniach integracji sensorycznej, dodatkowo mam dla was prezent – do ściągnięcia Bajka logopedyczna

Zaburzenia integracji sensorycznej są często przyczyną wielu dziwnych lub niepokojących zachowań wśród dzieci. W przyszłości mogą być powodem niepowodzeń szkolnych, problemów ze skupieniem uwagi i zachowaniem. O ile w sieci znaleźć można tysiące filmików z zabawnymi kotami, setki artykułów o szmince do ust, i drugie tyle na temat gumowych butów, to niestety Internet nie jest już tak łaskawy w kwestii rzetelnych informacji w języku polskim o IS. Dużo ich, a jakoby niczego nie było.

Czym jest IS?!

Według niektórych osób zwykłą wymówką, usprawiedliwieniem złego zachowania. Wiem, że wieść gminna niesie, że z integracją sensoryczna będzie tak jak z ADHD –  wysyp dzieci z zaburzeniami, a kilka lat później dowiemy się z Internetu, że to wszystko to bujda na resorach, i że niczego nie będzie.
Kilka informacji.

Integracja sensoryczna i jej założenia mówią o czymś co istnieje od dawna, nie jest to wymyślona choroba, to coś z czym boryka się każdy z nas, niektórym jednak jest nieco trudniej. Bo jak żyć gdy metka w podkoszulku z Primarka wypala ci dziurę na plecach, albo gdy kichnięcie komara siedzącego na ścianie u sąsiada z bramy obok wybudza cię ze snu, i tak się katujesz już 40 lat, a znajomi mówią „ Stach to taki wrażliwiec, nie śpi po nocach bo trzyma kredens” i jest kupa śmiechu, tylko Stach się nie śmieje.
Integracja sensoryczna (IS)   to prawidłowe przetwarzanie bodźców jakie do nas napływają z otoczenia np. dźwięki, światło, zapachy, faktury, smaki itp. W idealnej sytuacji każdy z nas powinien reagować na poszczególne bodźce w sposób adekwatny, jednym słowem nasze mózgi powinny odpowiednio zinterpretować daną sytuacja odnosząc się min.  do naszych doświadczeń,  i zareagować.

Większość z nas ma jakieś zaburzenia IS, z reguły nam one nie przeszkadzają:

  • Krysia nie lubi dotykać styropianu bo ją obrzydza, na szczęście nie musi z nim żyć na co dzień.
  • Edek nienawidzi jak go ktoś lekko dotyka, dla tego został bokserem i nie musi znosić tego głaskania.
  • Hela śpi w skarpetach, bo jak twierdzi bez nich nie zaśnie.
  • Miłek nie miał takiego szczęścia, bez kamizelki obciążeniowej nie potrafi skupić się na więcej niż 10 minut zaraz wstaje, jest zirytowany i zdenerwowany.

Źródło ilustracji

Jak się objawiają zaburzenia IS

Na pewno znacie kogoś kto nie cierpi metek w ubraniach i nagminnie wszystkie wycina – zaburzenia IS, oczywiście jeżeli mam bluzkę z metką jak dywan w IKEA to myślę, że będzie przeszkadzać nawet największemu twardzielowi, ale ja tu mówię o metkach, na które nie zwracamy lub potencjalnie nie powinniśmy zwracać żadnej uwagi. Może być to nietypowa niechęć np. do waty, mokrych owoców, klejących potraw, maczania rąk w farbie, chodzenia gołą stopą po dywanie.

O dziecku, które nie lubiło się przytulać

Znacie takie dzieci? Ja znam i wiem że to zaburzenia, a może macie latorośl, która nie lubi być pętana w pasy np. siedząc w wózku lub foteliku samochodowym? Warto sprawdzić, czy to nie zaburzenia IS. Dziecko, które nie lubi się przytulać to ciężki kaliber, bo jak tu przekonać rodzinę, że takie tulanie na siłę i hasła „pocałuj ciocię Grażynkę” doprowadzają dziecko do konwulsji. Jedno z moich potomnych ma zaburzenia IS, nie lubi się tulić, całować, nie lubi ze mną spać, nie lubi obcisłych ubrań, wielu potraw, nigdy nie ssała smoczka (co o dziwo budzi zawsze największe zainteresowanie – nie ssie smoczka?! To jak żyć?).

Jak widać nie są to zaburzenia, które uniemożliwiają nam funkcjonowanie ale, ale… Nie pisałabym o tym gdybym nie zmierzała do konkretnych wniosków. Mianowicie, większość zaburzenia IS jest niegroźna i nie przeszkadza nam w funkcjonowaniu na co dzień, jednak jeżeli zauważymy, że zaburzenia nas ograniczają, lub uniemożliwiają „normalne” wykonywanie codziennych czynności, warto skonsultować się z terapeutą.

Jak mogą wyglądać zajęcia z terapii SI:

 

Na stronie Polskiego Stowarzyszenia Terapeutów Integracji Sensorycznej wyszczególnione są najbardziej charakterystyczne objawy dysfunkcji IS:

  1. jest niespokojne, płaczliwe, ma kłopoty z zaśnięciem
  2. ma trudności z samodzielnym piciem, żuciem i przełykaniem pokarmów (preferuje dania papkowate),
  3. źle toleruje wykonywanie przy nim czynności pielęgnacyjnych i higienicznych, takich jak: obcinanie włosów, paznokci, mycie twarzy, zębów, smarowanie kremem, czesanie, czyszczenie nosa, uszu itp.
  4. wiele czynności samoobsługowych wykonuje z trudem, powoli, niezdarnie,
  5. ma problemy z samodzielnym myciem się, ubieraniem, zwłaszcza zapinaniem guzików i sznurowaniem butów,
  6. ma słabą równowagę: potyka się i upada częściej niż rówieśnicy, prawie zawsze ma jakiś siniak czy zadrapanie,
  7. podczas dłuższego siedzenia ma trudności z utrzymaniem głowy w pozycji pionowej, podpiera ją ręką, kładzie się na stoliku itp.
  8. jest nadruchliwe, nie może usiedzieć/ustać w jednym miejscu,
  9. trudno się koncentruje, a łatwo rozprasza,
  10. jest impulsywne, nadwrażliwe emocjonalnie, często się obraża,
  11. bywa uparte, negatywistyczne,
  12. w porównaniu do innych dzieci czy wymogów sytuacji porusza się zbyt szybko lub za wolno,
  13. nabywanie nowych umiejętności ruchowych sprawia mu trudność, np. jazda na rowerze, rzucanie i łapanie piłki, pływanie,
  14. wchodząc/schodząc po schodach częściej niż inne dzieci trzyma się poręczy, niepewnie stawia nogi,
  15. nieumyślnie wchodzi lub wpada na meble, ściany, inne dzieci,
  16. niewłaściwie czy wręcz dziwacznie trzyma różne przedmioty codziennego użytku, np. nożyczki, sztućce czy przybory do pisania,
  17. unika dziecięcego baraszkowania z rodzicami lub rodzeństwem,
  18. uwielbia ruch, poszukuje go, dąży do niego. Jest stale w ruchu – biega, podskakuje, często zmienia pozycję ciała
  19. przejawia duży lęk przed upadkiem lub wysokością, okazuje niepokój, gdy musi oderwać nogi od podłoża, np. wejść na wysokie schody, na drabinkę, usiąść na wysokim stołku,
  20. w nowym miejscu czuje się zagubione, potrzebuje sporo czasu by zdobyć orientację w otoczeniu,
  21. często myli stronę prawą i lewą, w obrębie własnego ciała oraz w otaczającej przestrzeni, podczas gier zespołowych zdarza się, że biegnie w innym kierunku niż jego drużyna, w inną stronę niż piłka, którą ma złapać, jest zdezorientowane, ma słabe wyczucie odległości
  22. nie ma dominacji jednej ręki,
  23. ma trudności z czytaniem i pisaniem, częściej niż inne dzieci w jego wieku myli, odwraca znaki graficzne, ma trudności w przepisywaniu, przerysowywaniu z tablicy,
  24. ma kłopoty z cięciem nożyczkami, rysowaniem po śladzie, kalkowaniem itp.
  25. sprawia wrażenie słabego, szybko się męczy,
  26. nie lubi karuzeli, huśtawki, lub przeciwnie – uwielbia to.


Najczęściej spotykanymi dysfunkcjami integracji sensorycznej są: nadwrażliwość (obronność) dotykowa związana z wygórowaną reakcją na bodźce, nadwrażliwość oralna dotycząca okolic buzi, dyspraksja polegająca na trudnościach z zaplanowaniem i wykonaniem czynności ruchowych czy niepewność grawitacyjna, której cechą charakterystyczną jest lęk przed zmianą pozycji ciała.


Dysfunkcje integracji sensorycznej wpływają na uczenie się, zachowanie i rozwój społeczno-emocjonalny dziecka.

Źródło:  http://www.pstis.pl/

 

Ponieważ bardzo często pytacie o przebieg,cenę i przygotowanie do diagnozy SI mam dla was kilka informacji.

Jak wygląda diagnoza IS

Ja trafiłam do gabinetu terapeuty IS z zalecenia neurologopedy, do którego udałam się sama, ( ja z tych nadgorliwych ;-p) prywatnie, mając kilka wątpliwości. Pierwsze spotkanie u neurologopedy trwało 90 minut. Przypominało zabawę – układanie puzzli, wsadzanie klocka do sortera, zabawa na dużej piłce, obserwacja podczas swobodnej zabawy, wywiad z rodzicem. Koszt wizyty u neurologopedy 100 zł, podejrzewam, że cena jest uzależniona od wielu czynników, może wynieść więcej lub mniej. Ja podaję cenę orientacyjną o której wiem. Do logopedy można wybrać się również ze skierowaniem od pediatry.

Nasza diagnoza IS składała się z 2 części

Pierwsza była rozmowa na temat dziecka, dość szczegółowa, jeżeli planujecie pójść na taka diagnozę weźcie ze sobą książeczkę zdrowia dziecka, ja nie znalazłam poziomu bilirubiny pierworodnej po urodzeniu, drugorodna miała już wpisany poziom do książeczki. Obydwie panie miały po urodzeniu żółtaczkę a poziom bilirubiny jest istotna kwestią. Podczas wywiadu z rodzicami pytano mnie o przebieg ciąży oraz o okres przed samym zajściem w ciąże ( leki, choroby, warunki etc). Przyznam , że odpowiedzi przygotowałam sobie wcześniej w domu, ponieważ podczas spotkania trudno byłoby mi udzielić na nie prawidłowa odpowiedź z tzn głowy. Drugi etap diagnozy stanowiła obserwacja. Łącznie 3 godziny ( my wybraliśmy opcje dwóch spotkań po 90 minut). Co podczas takiej obserwacji dzieje się z dzieckiem? – nic szczególnego, dziecko bawi się w Sali a pani obserwuje, czasami „zaczepia” np. podając jakąś zabawkę, piłkę z wypustkami czy kulkę z papieru, dotyka stopy dziecka, może chcieć z badań podniebienie ( np. żeby sprawdzić czy nie jest gotyckie), sprawdza wędzidełko, mogę poprosić o podanie dziecku czegoś do picia lub jedzenia żeby sprawdzić czy nie wystawia języka podczas tych czynności itp. Nasza pierworodna była bardzo zadowolona, dla niej była to zwykła zabawa. Wiele osób, które zastanawiają się nad diagnoza pytają o cenę. Ja płaciłam 300 zł, i o ile mi wiadomo nie jest to nic nadzwyczajnego, diagnoza może kosztować nawet nieco więcej w zależności gdzie ją robicie. Moja latorośl miała 13 miesięcy podczas diagnozy, wiem, że niechętnie terapeuci podchodzą do diagnozowania takich małych dzieci, jednak warto poszukać odpowiedniej osoby, która nas pokieruje.

Diagnoza i co dalej

W opinii otrzymałam zalecenia np. spotkania z logopedą, zabawy na placu ( huśtanie, bieganie, dostymulowanie w sposób naturalny), dietę sensoryczną, masaże, w razie potrzeby kołdrę dociążeniową Wiele z tych rzeczy można zrobić samodzielnie  -codzienne wyjścia na spacer, wspólne zabawy fakturami ( choćby sensoplastyka).

Źródła i polecane strony internetowe

http://www.pstis.pl/

http://integracjasensoryczna.info/

http://www.simba-terapia.pl/jakie-zachowania-dziecka-mog-wskazywa-na-zaburzenia-integracji-sensorycznej

http://pomocdziecku.um.warszawa.pl/index.php?k=39

http://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/wychowanie/integracja-sensoryczna-zaburzenia-leczenie-cwiczenia_44379.html