Wydobyciny, wymontowanie czy eksmisja z macicy?

Głośno ostatnio o wydobycinach i tak się zastanawiam nad synonimem.

 Mam na koncie dwa cięcia cesarskie, ale „wydobyciny” kojarzą mi sie z „wymiocinami”, więc dumam nad semantyką.

 Postanowiłam sięgnąć do słownika synonimów, i teraz mam jeszcze większą zagwozdkę, albowiem jak ja mam postrzegać rzeczone wydobyciny?!

Słownik podpowiada, że wiele zależy od konteksu. Konia z rzędem temu, kto mi podszepnie, który najlepiej oddaje poród, o pardon! – wyjęcie dziecka, bo przecież ja nie rodziłam :

wydobycie – w kontekście wymontowania czegoś, na upartego pasuje, wtedy zamiast urodzin obchodzimy wymontowanie.

wydobycie – w kontekście wydobywania czegoś skądś zamiast urodzin, mamy dzień ekstrakcji.

wydobycie – jako opróżnienie pomieszczenia. Z punktu widzenia lokatora, jest dość trafne. Idąc za ciosem to nawet forma przymusowej eksmisji. Do noworodka mówimy wówczas zamiast „witaj” – „żegnaj”.

wydobycie – odnośnie wypakowania czegoś skądś. Tutaj wturują mi położne, bo każda „ciężarówka” słyszała o rozpakowaniu i byciu zapakowanym 😅

wydobycie – w kontekście siłowego wyciągnięcia czegoś skądś. Nieco przemocowe, ale, ale…przecież samo nie wyszło.

Na koniec zostaje wydobycie w odniesieniu do surowców naturalnych. To podoba mi się najbardziej, bo dziecko to skarb, nieoszlifowany diament, złoto, żywe srebro etc. A po urodzeniu, ups… przyzwyczajenie 😉 po wyjęciu moglibyśmy się chwalić jaki mamy urobek.
A: jak u ciebie? Ja mam 5kg
B: Niezły urobek, u nas skromnie 2500

A może na przekór losowi, zostać przy urodzinach 😉

Reklamy

Co powie tata?

Gdy ciepły dzień, to nawet leń na spacer chciałby iść
Już pora wstać i pobiec w świat. A tata jeszcze śpi.

(„Tato już lato”, Fasolki)

Pewnego pięknego popołudnia, uznaliśmy z małżonkiem, że zaprawdę chłop mój jest dyskryminowany w domu pod względem emocjonalno-muzycznym. Jak pan M słusznie zauważył, nigdy nie słuchamy piosenek o tacie, zawsze o mamie. Myślę sobie – chłop ma rację, znaj pańską łaskę człowieku, znajdę ci piosenki o tacie. Odpalam ju tjuba, i tak po dłuższych poszukiwaniach znajduję ze łzami w oczach – a są to łzy śmiechu – kilka jakże rzewnych tekstów o tacie. Po zapoznaniu się z pieśniami, pan M. uznaje, że w sumie to tak bardzo mu na tym nie zależy, i te piosenki matko-chlebne nie są wcale takie złe.

Nasze zamierzenie było takie, żeby piosenki nie przekazywały stereotypowych podziałów ról, w rodzaju: „ja pobruszę jeszcze 12 godzin, a ty poczywaj mężczyzno na kanapie, boś pewnie zmęczony życiem, masz tu pilota, kotleta i koc „…i co? J I mieliśmy do wyboru:

  1. „Co powie, tata, czy znów się wykręci? Czy dziecko zniechęci? – on śpi.”

2. ” Ach wróć tatusiu, do domu wróć, wróć do mamusi masz przecież klucz”

3. „Trudno napisać jest wiersz nawet krótki. Gdy z pracy wraca, to buzie na kłódki. (…) A kiedy z mamą pokłóci się za nas, potem w fotelu śpi aż do rana.”

4. ” Tato nie pij pójdź już spać”

 

Przekaz jest taki, że większość samców cierpi na bliżej niezbadaną  formę narkolepsji, i po powrocie do domu śpi przez większą część dnia, o ile się nie wyprowadzili. A przecież pełnienie opieki nad potomstwem przez pana samca, autora i wykonawcę potomstwa, to nie jest jakieś tam feministyczno-anarchistyczne fju bździu, zaaranżowane przez wściekłe samice w celu zapuszczenia włosów na nogach i zniewolenie męskiej części społeczeństwa. To bardzo naturalne zachowanie, często występujące w przyrodzie.

Pan pingwin na tacierzyńskim

Weźmy na warsztat pingwiny. Samiec pingwin wysiaduje jajo powierzone mu przez panią pingwinową, gdy ta zajmuje się polowaniem. Czy pan pingwin ma z tego powodu poczucie niższości – chyba nie, bo w koło ma kumpli z jajem, tudzież progeniturą, którą należy chronić i ogrzewać.

Nandu, tato na pełen etat

Ptaszki też dzielą się rodzicielstwem. Znacie płatkonogi? Samice tych ptaków nie tylko zwabiają samców, z którymi bezczelnie kopulują, ale po złożeniu jaj w ich gnieździe dają tzn. nogę, znikając sobie na zawsze, najczęściej do innego samca. Pan ptak zajmuje się dziećmi.  Nie dostaje 500+, nie ma alimentów, ale panom ptakom to zupełnie nie przeszkadza. Kto jeszcze w świecie zwierząt zajmuje się potomstwem? Koniki morskie, strusie Nandu, niektóre ryby np. Oriopsis Felis oraz panowie żaby o nazwie Darwin , tu wielki ukłon dla pana żaby bo nie tylko zajmuje się młodymi, „połyka” ikrę, która trafia do specjalnego miejsca w jego ciele o trudnej nazwie – worek rezonacyjny, i pozwala progeniturze opuścić ciepły ojcowski dołek dopiero jak przeistoczą się w małe żabki.  To jest coś drodzy panowie, a przecież nie było palenia staników na stawie, nie było walki płci ani rewolucji feministycznej żab.

Da się? – da się.

A jak wy dzielicie obowiązki rodzicielskie? Jesteście jak strusie Nandu? A może wolicie bardziej tradycyjny podział?

Dajcie znać 🙂