Hej biesiada!


Rozmowy przy stole

Brakuje mi wspólnych posiłków przy stole, bo gdzie jeśli nie tam dowiemy się, że wujek Jurek zostanie dziadkiem w wieku lat 38, no i jak to możliwe?! albo, że znajomy kolegi kuzyna Marcina zna kogoś, kto wygrał w lotto. Oraz JAK GO TEN KESZ UNIESZCZĘŚLIWIŁ. Uwielbiam rozmowy przy stole,  wychodzą wówczas wszystkie brudy, tajemnice krewnych, a nawet kłótnie i waśni. Takie spotkania nad talerzem, to skarbnica wiedzy 😉  

Klątwy jedzeniowe

Znałam kiedyś jednego gościa, nad którym krążyła klątwa gąsienicy. Ilekroć jegomość zakupił kalafior – po ugotowaniu okazywało się, że w garnku prócz warzywa pływa trochę mięska. Niby nic a człowiek drżał przed warzywami.

Klątwa schabowego

Nad panem M  krąży, klątwa niedosmażonego schabowego. Proponowałam  zamienić mięso na rybę. Zamienił – dostał surową w środku. Karmy nie oszukasz.

Mam znajomego, pan G –  nad którym krąży klątwa włosa. Za każdym razem gdy idziemy  do restauracji pan G otrzymuje danie z włosem, jakby ktoś mu tego cholernego włosa pchał na siłę do zupy.

Ja nigdy nic nie mówię, bo należę do tej grupy ludzi, co wyciągają włosa z zupy i jadą dalej. Zjem wszystko co dadzą, a jeśli czegoś nie zjem, to zachomikuję w policzku – jak kaszankę  w przedszkolu. Ważne żebym nie musiała gotować, a cała reszta będzie do zniesienia.

Znam pewną damę, nad którą ciąży klątwa niestrawności. Ilekroć zje posiłek u kogoś – grill, urodziny, wigilia u teściowej, własny ślub – bez różnicy – zawsze ma niestrawność. Zastanawiałyśmy się nawet nad zmyślnym podtruwaniem, bo przecież w każdym spotkaniu biorą udział te same osoby…  ale nie ma wśród nas Sherlocka Holmesa, więc na razie pozostanie to w sferze gdybania.

Nade mną wisi klątwa ziela angielskiego. Jeżeli wrzucisz do bigosu 15 kulek to ja znajdę je wszystkie, i każdą przegryzę. Niezamierzenie. Nie powstrzymuje mnie to przed zjedzeniem bigosu – ani w wersji letniej ani w wersji pełnej świątecznej ( o moich przygodach z bigosem w roli głównej możecie przeczytać również TU możliwe, że są wśród was amatorzy tego dania, którzy są gotowi oddać za nie swoje dobre imię – jak ja).

Nad moim dzieckiem z kolei, wisi klątwaoch nie” czyli daj mi coś do picia, a ja ci pokażę jak to wylać.

Nie tylko rozmowy w gronie rodzinnym stanowią dobrą pożywkę dla duszy i ciała. Konsumpcja w obcym gronie pomaga przełamać bariery.

 Co robicie gdy trafi wam się paskudny kawałek jedzenia, a wiecie, że ktoś włożył w danie dużo pracy? Na przykład jesteście na spotkaniu z klientem, dodam na spotkaniu w domu, w jego domu. I właśnie wiecie, że lubi gotować, i przygotował dla was pyszne danie ( tzn. on tak myśli, a wy chcecie umrzeć, i macie tą cholerną świadomość, że przed wami jeszcze cały talerz jedzenia). Ja zawsze proszę o wodę i połykam całe kawałki. Może nie jest to najsprytniejsza z możliwości, ale działa od przedszkola, a przynajmniej od momentu, w którym pani kucharka się zorientowała, że pod hałdą ziemniaków ukrywam mięso, i musiałam opracować nowy plan działania. No właśnie do póki nie odkryłam jadalnych glonów, myślałam, że najgorsze co może mi się przytrafić to zepsuta ośmiornica w kanapce. Myliłam się. Raz zostałam zaproszona na obiad do klientów do domu, byli to przemili Koreańczycy. W wielkich bólach zjadłam zaserwowaną zupę z owoców morza z wodorostami – popijając każdy łyk szklanką wody – następnie z wyrazem radości na twarzy skwitowałam posiłek słowami „ było pyszne” ( radości, że ten koszmar się skończył). Mój całkowity brak asertywności doprowadził do tego, że w nagrodę otrzymałam sowita dokładkę zupy i informację, że woda mineralna się skończyła, ale jest ciepła zielona herbata…. Ból psychiczny pozostał.

Wracając do mojej rzeczywistości matko-hrabinowej, aktualnie ciężko zjeść coś wspólnie, nasze posiłki bardziej przypominają biesiadę Vikingów, niż posiłek w gronie rodzinnym. Dosłownie rzucamy mięsem. Czasami można dostać brokułem lub marchewką. Pierworodna lubi bawić się jedzeniem, najbardziej cieszy ją przelewanie, z moich obserwacji wynika, że nie jest to przypadek odosobniony, drugo rodna już podąża jej śladami.

A jak u was na froncie? Lubicie wspólne posiłki?

 

Reklamy

Autor: matkahrabiny

Pracuję, bloguję i opiekuję sie dwiema hrabinami, dzięki którym każdy dzień jest wspaniałą przygodą. Wszystkie teksty zamieszczone na tej stronie są mojego autorstwa i stanowią moją własność. Kopiowanie bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione

6 thoughts on “Hej biesiada!”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s