MOJE WEWNĘTRZNE DZIECKO

Koń jaki jest każdy widzi
Niebywałe jak zmienia się mentalność młodego metrowego człowieka gdy tylko opuści mury obronne domostwa. Po przekroczeniu bram latorośle automatycznie poczynają rozsiewać urok osobisty, powodując tym samym mrowie ochów i achów. Podczas trzeciomajowych obchodów drugorodna podbiła wiele serc uśmiechając się i łapiąc obcych za ręce, przy każdej nadarzającej się w tłumie okazji, a ja zyskałam wielu pomocników, nawet panowie zostali samozwańczo zaangażowani w podawanie kocyków, podnoszenie zagubionych trzewików i  trzymanie uciekających balonów. Pierworodna na sam widok orkiestry zaczęła tańczyć na środku placu, co mnie bardzo cieszy bo zawsze chciałam mieć tancerza w rodzinie.

Długi weekend nie rozpieszczał nas słońcem ale narzekać też nie mogę. Uwielbiam spędzać wspólnie czas niestety ze względu na pracę i obowiązki nie często możemy sobie pozwolić na taką radosną labę. Zaliczyliśmy Mini Euroland w Kłodzku, kilka kilometrów spaceru, park centralny w Świdnicy i Galerię w dżdżysty wtorek. Co prawda galeria nie jest szczytem naszych możliwości wychowawczych ale odpuściliśmy i daliśmy czadu w jupi parku na kulkach. Ponieważ młoda nie ma jeszcze 3 lat musiałam z nią wejść na konstrukcję. Jak wiadomo dzieci lęku nie czują w przeciwieństwie do mnie, w związku z powyższym latorośl ochoczo wyruszyła piankowymi schodami na szczyt konstrukcji, szukając wejścia do żółtej rury. Niestety ja wycykorzyłam i dopiero za trzecim podejściem dałam się namówić na przejście przez mostek szerokości mojej stopy. Pełna trwogi z rozdygotanymi nogami i zimnym potem na plecach przeszłam na drugi koniec konstrukcji dziękując w duchu, że liny nie pękły i obiecując sobie, że jutro już nie zjem pizzy. Nie wiem jak dzieciaki dają radę ogarnąć te kulki, mostki, poduchy i liny bo ja ledwie doszłam do rury, byłam zlana potem, bolały mnie stopy od nadeptywania na zabunkrowane piłki, klocki i inne przeszkody podrzucone przez nieletnich. Do skarpety przykleiła mi się stara guma. Dodatkowo w hopsalniach NIE MA ZASAD. Obowiązują PRAWA DŻUNGLI. Dwa razy zdeptały mnie czterolatki, ba! Przebiegły po mnie jak stado galopujących gazeli, zostałam stratowana przez nieletnich i dostałam reprymendę za „ blokowanie mostku” – tak, blokowałam rozpatrując za i przeciw, właśnie miałam przed oczami całe życie – ABO wejdę i zemdleję ABO wzrok mojego rozczarowanego dziecka mnie zabije…

Młoda cieszyła się jak ja podczas nocy wyprzedaży, nawet nie próbowałam jej odwieźć od pomysłu zjazdu rurą, miałam tylko nadzieje, że się nie zatrzymamy w połowie. Na szczęście rura nie pękła i udało mi się dojechać prawie do końca  – zaklinowałam się na zakręcie trzy metry przed miejscem zrzutu. Wyczołgałyśmy się z rury, zauważyłam również, że w tej rurze czas stanął w miejscu bo przez godzinę minęło 15 minut. Młoda jeszcze kilka razy zatarmosiła mnie na górę do rury, z pośród wszystkich użytkowników konstrukcji ja byłam najbardziej przerażona. To jak szkolenie  zielonych beretów. Zaliczyliśmy jeszcze ciuchcię, sklep z zabawkami i małe co nieco.

To się nie da
Próbowaliście ściągnąć dwulatka z ciuchci? Hrabina jeździła pięć razy aż nie skończyły nam się dwuzłotówki. Zdarłam podeszwy od tuptania w miejscu.

  • Idziemy już dosyć się najeździłaś
  • Nie
  • Kochanie, idziemy dalej
  • Nie. Mi tu.
  • Ale…
  • Nie mamo, Mi tu – Mina poważna jak podczas pertraktowania warunków umowy kupna Alaski.

W gratisie był helikopter i koń pony na monety. Podczas wyprawy upolowaliśmy  stragan sklepowy, nie wiem kogo cieszy bardziej mnie czy hrabiny ale zabawa jest przednia. Chyba sentyment bo tez miałam stragan w dzieciństwie.

Za czym kolejka ta stoi

Zabawa z pacholętami pomaga odkryć na nowo i dopieścić nasze wewnętrzne dziecko. Ponieważ rozkręciłam się w jupi parku, dałam się również namówić na zabawę na placu, z reguły jestem jedynym rodzicem, który pcha się na zjeżdżalnie ale tym razem zjeżdżalnia była dość wysoka i nie tylko weszłam bo musiałam ale (!) CHCIAŁAM i powiem wam, że inni rodzice po chwili też się pojawili. Może psychologia tłumu, a może tak naprawdę  każdy z nas ma ochotę wejść na drabinki, zjechać ze zjeżdżalni i bezkarnie pohuśtać się do podbitki. Dziecko to dobra wymówka żeby wejść boso do piaskownicy, poturlać się po mokrej trawie czy porysować kredą po chodniku. Z chęcią również zabieram się w domu do budowania bazy z koców, a że hrabiny mogłyby cały dzień siedzieć pod kocem szukam inspiracji do stworzenia bazy idealnej. Mam namiot plażowy ale wiadomo, ze dzieci nie chcą w nim siedzieć – to nie to samo co koc…

A wy dopieszczacie swoje wewnętrzne dziecko?

Reklamy

Autor: matkahrabiny

Pracuję, bloguję i opiekuję sie dwiema hrabinami, dzięki którym każdy dzień jest wspaniałą przygodą. Wszystkie teksty zamieszczone na tej stronie są mojego autorstwa i stanowią moją własność. Kopiowanie bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione

4 myśli w temacie “MOJE WEWNĘTRZNE DZIECKO”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s