Hej biesiada!


Rozmowy przy stole

Brakuje mi wspólnych posiłków przy stole, bo gdzie jeśli nie tam dowiemy się, że wujek Jurek zostanie dziadkiem w wieku lat 38, no i jak to możliwe?! albo, że znajomy kolegi kuzyna Marcina zna kogoś, kto wygrał w lotto. Oraz JAK GO TEN KESZ UNIESZCZĘŚLIWIŁ. Uwielbiam rozmowy przy stole,  wychodzą wówczas wszystkie brudy, tajemnice krewnych, a nawet kłótnie i waśni. Takie spotkania nad talerzem, to skarbnica wiedzy 😉  

Klątwy jedzeniowe

Znałam kiedyś jednego gościa, nad którym krążyła klątwa gąsienicy. Ilekroć jegomość zakupił kalafior – po ugotowaniu okazywało się, że w garnku prócz warzywa pływa trochę mięska. Niby nic a człowiek drżał przed warzywami.

Klątwa schabowego

Nad panem M  krąży, klątwa niedosmażonego schabowego. Proponowałam  zamienić mięso na rybę. Zamienił – dostał surową w środku. Karmy nie oszukasz.

Mam znajomego, pan G –  nad którym krąży klątwa włosa. Za każdym razem gdy idziemy  do restauracji pan G otrzymuje danie z włosem, jakby ktoś mu tego cholernego włosa pchał na siłę do zupy.

Ja nigdy nic nie mówię, bo należę do tej grupy ludzi, co wyciągają włosa z zupy i jadą dalej. Zjem wszystko co dadzą, a jeśli czegoś nie zjem, to zachomikuję w policzku – jak kaszankę  w przedszkolu. Ważne żebym nie musiała gotować, a cała reszta będzie do zniesienia.

Znam pewną damę, nad którą ciąży klątwa niestrawności. Ilekroć zje posiłek u kogoś – grill, urodziny, wigilia u teściowej, własny ślub – bez różnicy – zawsze ma niestrawność. Zastanawiałyśmy się nawet nad zmyślnym podtruwaniem, bo przecież w każdym spotkaniu biorą udział te same osoby…  ale nie ma wśród nas Sherlocka Holmesa, więc na razie pozostanie to w sferze gdybania.

Nade mną wisi klątwa ziela angielskiego. Jeżeli wrzucisz do bigosu 15 kulek to ja znajdę je wszystkie, i każdą przegryzę. Niezamierzenie. Nie powstrzymuje mnie to przed zjedzeniem bigosu – ani w wersji letniej ani w wersji pełnej świątecznej ( o moich przygodach z bigosem w roli głównej możecie przeczytać również TU możliwe, że są wśród was amatorzy tego dania, którzy są gotowi oddać za nie swoje dobre imię – jak ja).

Nad moim dzieckiem z kolei, wisi klątwaoch nie” czyli daj mi coś do picia, a ja ci pokażę jak to wylać.

Nie tylko rozmowy w gronie rodzinnym stanowią dobrą pożywkę dla duszy i ciała. Konsumpcja w obcym gronie pomaga przełamać bariery.

 Co robicie gdy trafi wam się paskudny kawałek jedzenia, a wiecie, że ktoś włożył w danie dużo pracy? Na przykład jesteście na spotkaniu z klientem, dodam na spotkaniu w domu, w jego domu. I właśnie wiecie, że lubi gotować, i przygotował dla was pyszne danie ( tzn. on tak myśli, a wy chcecie umrzeć, i macie tą cholerną świadomość, że przed wami jeszcze cały talerz jedzenia). Ja zawsze proszę o wodę i połykam całe kawałki. Może nie jest to najsprytniejsza z możliwości, ale działa od przedszkola, a przynajmniej od momentu, w którym pani kucharka się zorientowała, że pod hałdą ziemniaków ukrywam mięso, i musiałam opracować nowy plan działania. No właśnie do póki nie odkryłam jadalnych glonów, myślałam, że najgorsze co może mi się przytrafić to zepsuta ośmiornica w kanapce. Myliłam się. Raz zostałam zaproszona na obiad do klientów do domu, byli to przemili Koreańczycy. W wielkich bólach zjadłam zaserwowaną zupę z owoców morza z wodorostami – popijając każdy łyk szklanką wody – następnie z wyrazem radości na twarzy skwitowałam posiłek słowami „ było pyszne” ( radości, że ten koszmar się skończył). Mój całkowity brak asertywności doprowadził do tego, że w nagrodę otrzymałam sowita dokładkę zupy i informację, że woda mineralna się skończyła, ale jest ciepła zielona herbata…. Ból psychiczny pozostał.

Wracając do mojej rzeczywistości matko-hrabinowej, aktualnie ciężko zjeść coś wspólnie, nasze posiłki bardziej przypominają biesiadę Vikingów, niż posiłek w gronie rodzinnym. Dosłownie rzucamy mięsem. Czasami można dostać brokułem lub marchewką. Pierworodna lubi bawić się jedzeniem, najbardziej cieszy ją przelewanie, z moich obserwacji wynika, że nie jest to przypadek odosobniony, drugo rodna już podąża jej śladami.

A jak u was na froncie? Lubicie wspólne posiłki?

 

MITOWISILIZM

MITOWISILIZM jest pionierska metodą stworzoną w odpowiedzi na wszechogarniający nasze matczyne życie RADODAIZM. Niezmiernie przydatny w sytuacjach nasilonego ataku RADODAISTÓW w szczególności w sieci, na spacerze oraz podczas spotkań rodzinnych. RADODAIŚCI jako grupa społeczna dzielą się na trzy kategorie:

1.Pierwsza z nich to najmniej groźni choć najbardziej powszechni RADODAIŚCI, zaliczamy do nich nieświadomych swojej przypadłości dobrych wujków i ciocie, gotowych zakryć uszy twojego dziecka wełnianą czapką nawet przy 30 stopniach żeby uniknąć zapalenia płuc. Namiętnie zakrywają dziecku nóżki żeby nie zmarzło, przyczepiają czerwone kokardy w celu odpędzenia złych spojrzeń, zagęszczaliby mleko cukrem i kaszą od pierwszych dni. Cechuje ich naiwna wiara we własną rację i przekonanie, że trzy pokolenia wstecz tak robiły i mylić się nie mogły. Nie są bardzo groźni, w przypadku nawiązania kontaktu trzymam się zasady „przebacz im, bo nie wiedzą co czynią”.

2. Druga grupa to recydywiści RADODAIZMU, którzy przed założeniem ruchu próbowali swoich sił na różnych frontach od hejtu przez stalking. Ich działania mają na celu poprawę samopoczucia, gdyż czerpią oni energię z aktu wylewania na interlokutora żółci jaka wypełnia ich ciała. Mogą napsuć krwi, jednak łatwo ich rozgryźć ponieważ zazwyczaj sami nie wierzą w to co mówią. Najczęściej występują w Internetach 😉

3.Trzecia i ostatnia grupa to młodzi adepci sztuki DOBRORADODAIZMU, są oczytani w dziedzinie swoich zainteresowań i twierdzą, że prawda jest jedna, i jest to ich prawda. Dysponują dużą wiedzą Internetową na tematy, o których w rzeczy samej pojęcia nie mają, a przynajmniej żadnej praktyki. To często uzależnieni od wieprzowiny weganie mitomani, którzy snują opowieści o chipsach z jarmużu jedząc bekonowe chrupki. Są to też bezdzietni specjaliści w dziedzinie wychowania, karmienia, ubierania i edukacji naszych, waszych i wszelkich latorośli. Najlepiej nie wdawać się z nimi w dyskusję. Ze względu na oczytanie i erudycję trudno odeprzeć ich racje.

PLAN DZIAŁANIA

Aby nauczyć się MITOWISILIZMU niezbędnie będzie kilka akcesoriów:

  1. Na początek musisz zaopatrzyć się W POJEMNĄ RZYĆ, najlepiej własną.
  2. W sytuacjach konfrontacji przyjmij odpowiednia pozycję, pokazując interlokutorowi gdzie może złożyć pocałunek. Propozycje poniżej.
  1. Opanuj sztukę riposty. Nie ma być dosadna, a jedynie na tyle niejasna żeby wybić rozmówcę z rytmu. Z nabytego doświadczenia wiem, że dobrze użyte słowo „jasne”, „taa” lub „ yhy” potrafi wystarczająco zbić z tropu.
  2. Wizualizacja – wyobraź sobie, że RADODAJCA zamiast głowy ma kaktus * i oddychaj.
  3. Jeżeli jest to konieczne wykorzystaj zestaw pierwszej RADO-pomocy ( poniżej).

* w zależności od potrzeby może to być również dowolny członek ciała, przedmiot lub zwierzę.

Zestaw pierwszej Rado-pomocy

REASUMUJĄĆ

Zestaw dla wymagających zawiera trzy najwyższej klasy produkty z pogranicza medycyny alternatywnej,

a) liść na ból życia ( bio, eko etc. dodatkowo sam spadł z drzewa) należy go przykładać do zbolałego miejsca trzy razy dziennie. Pierwsze efekty już po miesiącu,

b) bio olejek eteryczny – stosować do kąpieli lub inhalacji rano i wieczorem oraz w sytuacjach nasilonego bólu egzystencjalnego,

c) opaska uciskowa na ból życia (eko kauczuk, biodegradowalny) – założyć na zbolałe miejsce i uciskać. Opaska w trzech rozmiarach S, M, L

d) świeca zapachowa na ból życia – płonie 48h bezustannie,

Zestaw standard 

maść na ból życia + opakowanie tabletek na ból egzystencjalny sztuk 10

Do każdego zestawu GRATIS – medalion

 

Chodzisz w zbroi, jesz ludzkie mięso albo przewozisz kinder niespodziankę w bagażu podręcznym do USA? – możesz łamać prawo.

 Coś na rozluźnienie przed gonitwą za piniondzem w tygodniu. Niedługo zacznie się sezon wakacyjny, stadnie wyruszymy w świat szukać słońca i wody. Jeśli jeszcze nie jesteś pewna czy dobrze się spakowałaś na letnie wojaże – upewnij się, że nie zabierasz ze sobą niczego co mogłoby przysporzyć ci problemów – za równo w drodze do celu jak i podczas powrotu.

Nie od dzisiaj wiadomo, że prawo i przepisy choć potrzebne – czasami są wielce absurdalne. Poniżej przedstawiam najzabawniejsze, co więcej niewiele osób wie, że takie prawa jeszcze obowiązują. A ty? Może tez działasz nielegalnie i jeszcze o tym nie wiesz.

Zakaz uprawiania hazardu w bibliotece – gdzie – w Wielkiej Brytanii. Od kiedy – od 1989 roku. Dzięki Bogu już wiem i w razie napadu hazardowej gorączki będę musiała wybiec z biblioteki np. z talią kart i udać się do najbliższego kasyna.

Kolejny całkowicie poważny zakaz dotyczy (werble) noszenia zbroi w pałacu Westminsterskim – miejscu posiedzeń parlamentu Zjednoczonego Królestwa… Byłam tylko raz w okolicy i na moje szczęście zbroję zostawiłam w pokoju hotelowym. Ale co by było gdybym przyszłą w sukience z cekinów?!

Kolejny hicior, nadal w klimacie Brytyjskim. Przywłaszczanie sobie wieloryba lub roszczenie do niego praw własności – wieloryby i inne żyjątka przebywające w odległości 3 mil morskich od brzegu należą bowiem do Królowej, a szkoda bo chciałam zaadoptować na odległość jednego delfina ale najwyraźniej mogliby mnie wtrącić za to do The Tower….

Jesteście w Kanadzie. Macie sakwę pełna miedzi i idziecie do sklepu. Nie usłyszycie słowa „ drobne proszę” albowiem Kanadyjskie prawo ogranicza liczbę klepaków, którymi można obdarować ekspedientkę podczas zakupów – limit 5 dolków w miedzi.

Mój ulubiony. Zakaz jedzenia ludzi… myślałam, ze to kwestia etyki ale nie. W Idaho jest prawo dosłownie zakazujące jedzenia innych ludzi  chyba, że jest to kwestia naszego przetrwania. Walking Dead przesyłają pozdrowienia.

Na koniec smutna wiadomość dla naszych potomnych jak i dla niektórych dorosłych. Od 1938 roku w związku z możliwością zadławienia małymi elementami jajka niespodzianki są nielegalne w Stanach Zjednoczonych, więc jeżeli będziecie na objazdówce po USA a wasza latorośl zapragnie zjeść jajko z zabawką lub inną słodycz z niespodzianką w środku wiedzcie, że nie ma szans bo nie uświadczycie. Nie przemycajcie również na własną rękę bo może skończyć się to grzywną lub nawet karą więzienia.

Na koniec jeszcze kilka wisienek na torcie*:

Alabama – zakaz gry w domino w niedzielę

Floryda – podczas zbliżenia, jedyna legalna pozycja erotyczna to pozycja misjonarska

New Mexico – kobiety mogą chodzić topless po ulicy pod warunkiem, że zakryją sutki

Connecticut – zakaz chodzenia tyłem po zachodzie słońca

Montana – kobiety mają zakaz łowienia ryb w niedzielę

Colorado  – zakaz całowania kobiet podczas snu

Fargo, Dakota – zakaz noszenia kapelusza podczas tańca

Virginia – zakaz gilgotania kobiet

Texas – zakaz wypicia więcej niż 3 łyków piwa stojąc

Oklahoma  – zakaz brania „gryza” hamburgera od innych … jak żyć bez tego gryza…

Teraz jesteś przygotowana, już nic nie powinno cię zaskoczyć 😉 No to w drogę!

 

 

 

Źródło: BRIGHTSIDE.ME

Źródło*: thedatereport.com

 

 

 

WYZWANIE #SUPERMAMA

Przyjmuję wyzwanie! Dziękuję za wyróżnienie i możliwość wzięcia udziału w zabawie, jestem zaszczycona i wzruszona jednocześnie.  Mama Migotka oraz niupki rzuciły mi rękawicę ( sprawiając tym samym wielką radość). Jak? W ramach akcji #SuperMama zostałam nominowana do napisania 10 powodów dzięki, którym uważam się za SUPER MAMĘ, no to zapnijcie pasy kochani.

  1. ZMĘCZENIE nie jest dla mnie żadną wymówką. Tak kochani, od kiedy jestem mamą naprawdę ciężko jest mnie powalić na twarz. Nawet po nieprzespanej nocy poprawiam koronę i jadę dalej.

kangaroo tired

2. KREATYWNOŚĆ  ostatni raz byłam tak kreatywna w liceum, już zapomniałam jak to jest zjeżdżać na ślizgawce, śpiewać na ulicy, leżeć na chodniku, malować kredą po murach. Uwielbiam bawić się z moimi dziećmi i nigdy im nie odmawiam. Pozwalam na kreatywny bałagan.

paint-splatter-2224800_640

3. BLISKOŚĆ czasami myślę, że jeżeli będziemy jeszcze bliżej to nasze ciała stopią się w jedno. Dzieci lubią i potrzebują tej bliskości a ja oddaję im całą siebie wraz z czasem, który mam.

female-koala-and-her-baby-1332217_640_resized_20170515_044255225

4. ZABAWA, podczas zabawy w chowanego pozwalam się znaleźć i udaję, że jestem zaskoczona. Podobnie gdy bawimy się w dzikiego lwa i ukrywam się pod kocem udając, że umieram ze strachu przed drapieżcą. Piję niewidzialna herbatę i ganiam za królikami, których nikt nigdy nie widział.

watching giraffe

5. EMPATIA i DIALOG, zawsze staram się wczuć w sytuację, będąc świadomym rodzicem, wiem, że dziecko to nie mały dorosły. Rozmawiam, tłumaczę, i znów rozmawiam, przepraszam gdy popełnię błąd.

kocham

6. MÓWIĘ NIE, staram się określać swoim dzieciom jak daleko mogą się posunąć. Dbając o ich bezpieczeństwo – wiem kiedy powiedzieć STOP.

sign-1732791_640

7. MÓWIĘ TAK, staram się jak najczęściej mówić tak, jestem zawsze otwarta na ich potrzeby, pragnę pokazać im świat z najpiękniejszej strony. Czwartek w sukni balowej – czemu nie?!.

yes-2076813_640

8. DBAM O SIEBIE I RODZINĘ z każdym dniem idzie mi coraz lepiej, od kiedy jestem mamą czytam o zdrowych produktach, rozróżniam jarmuż od pokrzywy co nie jest wcale takie oczywiste, ograniczam cukier i węglowodany, ćwiczę, nie palę ( tak paliłam wcześniej), czytam skład na opakowaniach. W moim domu pojawiły się owoce i warzywa.

watermelon-846357_640

9. WZRUSZAM SIĘ, od kiedy mam dzieci bardzo emocjonalnie podchodzę do tematu macierzyństwa i wychowania, reklamy allegro powodują zatrzymanie akcji serca. SMSy z dopiskiem #pomagam w  okresie przedświąteczny mogłyby mnie zrujnować finansowo gdyby nie pan M.

twins-1628843_640

10. ZMIANA PRIORYTETÓW, dzieci, pan M i ja tworzymy rodzinę, jesteśmy najważniejsi, wpieramy się i działamy jednym frontem, uczymy się siebie i bycia ze sobą. Nie wyobrażam sobie w tej chwili, że kogoś mogłoby zabraknąć.

zoo-692673_640

Uff udało mi się poklepać się po ramieniu, jak widzicie kochani Bieszczady czekają a mnie tam nadal nie ma – i to jest mierzalny dowód mojej supermamowości. To nie koniec zabawy. Chwilo trwaj, każda z nas potrzebuje miłych słów. Niech dobro leci w świat. DO DALSZEJ ZABAWY NOMINUJĘ :

młodamamapisze

konfabuła

paniminiaturowa

wariacje nie zawsze na temat 

Uciekaj bo cię porwie wrona

Do wychowania dziecka potrzeba całej wioski

Gdzie okiem sięgnąć tam rada. Rada Europy, Rada powiatu, gminy, miasta, rada nadzorcza… Rad w naszym życiu bezlik, nic więc dziwnego, że drzemie w nas niezaspokojona potrzeba udzielania wsparcia bliźniemu, czasem w formie przestrogi czy przymówki . Czy potrzebnej? A to już nie ma znaczenia, ważne czyje na wierzchu. 
Zmarznie w nóżki, beż czapki, ucho wystaje, goła noga…  20 stopni, słońce w zenicie, podczas 120 minutowego spaceru usłyszałam mnóstwo dobrych rad przestróg i zdań warunkowych od miłych starszych pań – a wszystko za sprawą braku czapki u pierworodnej i centymetra gołej łydki u drugorodnej, przechodnie nakiwali się głowami, jedna pani chciała mi coś powiedzieć ale widziałam, że zbliżając się zobaczyła, że drugorodna w wózku leży bez czapki i machnęła ostentacyjnie ręka w geście „ja to pierdziele”. Zła matka ze mnie, dobrze, że nie widziały jak obserwowałyśmy mrówki…

Czytałam kiedyś bardzo ciekawy artykuł, który nawiązywał do powodów dla których nachodzi nas nieodparta potrzeba dawania innym dobrych rad – zjawisko nasila się przyjmując dość uporczywą formę w relacjach „starsza pani – młoda mama” , mówiąc młoda nie mam na myśli osiemnastki bo sama mam lat 34 i do młodych mam się już nie zaliczam 😉 natomiast z racji posiadania małych dzieci wiele osób szczodrze obdarowuje mnie radami.

Ja z tych mało asertywnych w związku z czym najczęściej obdarowuję samozwańczego doradcę żółwim uśmiechem, zagryzając wargi i idę dalej.  Raz jedyny puściły mi hamulce . Była zima, stopni minut siedem, dzieć w kombinezonie ześlizgiwał się z siedziska a w dodatku nasz nowy turbo teflonowy śpiwór do wózka nie pasował nomen omen do nowego wózka i podczas spaceru ześlizgiwał się z dziecia, jednym słowem wszystko się wyślizgiwało a mój nowy wózek ugrzązł w jakiejś osiedlowej dziurze. Dzieć począł krzyczeć najgłośniej jak potrafił i wtem starsza osoba – jako, że pojawiają się one z reguły wychodząc z mgły lub „out of nowhere” , podeszła do mnie i karnym spojrzeniem zmierzyła, mnie, wózek jak i dziecia, po czym wydała osąd: zmarzła w rączki. I niestety to przelało moją szalę goryczy, spacer był koszmarny i chciałam uciec do domu paląc po drodze nowy, beznadziejny wózek. Udało mi się wówczas otworzyć żółwi uśmiech i zwrócić uwagę, że latem też krzyczy.

Legendy miejskie mówią, że…

Podobno są dzieci, które posadzone w wózku  będą po prostu jechać, zadowolone z tego, że ktoś je wiezie, że mogą sobie pooglądać drzewka, krzaczki, że ptaszek przeleci – tak zwane białe kruki.  Są też dzieci, które siedzieć nie lubią, biegać nie lubią, chodzić nie chcą, na ręce chcą ale… o już nie chcą. Same nie wiedzą czego chcą. Z takimi też trzeba wyjść na spacer. Jako, że moje bączki mają niewiele wiosen na koncie ( młodsza rok, starsza dwa) wozimy się w wózku bliźniaczym, czasami starsza latorośl ucieknie lub wyślizgnie się żeby zaobserwować ptaszka, mróweczkę, kolorowy listek. Młodsza natomiast lubi być noszona, ale nie za długo bo się nudzi, trochę na plecach, trochę na rękach, trochę z przodu, trochę z boku a potem proszę odejść bo chce sama.

pug-801826_640

Młodsza zaczęła chodzić a starsza zaczęła biegać. Nasze spacery wyglądają z boku naprawdę tragikomicznie. Mieszkańcy osiedla znają psa NERO oraz imię mojej pierworodnej. W plebiscycie popularności NERO nadal rządzi na osiedlu ale jeśli młoda utrzyma kondycje do końca lata to wróżę jej złoty laur w kategorii „uciekinier roku”.

Przy okazji pozdrawiam serdecznie właścicieli NERO – nigdy ich nie widziałam, psa natomiast znam od kilku lat 😉

Moje dziecięcie nie lubi przywiązywać się do jednego miejsca bez względu czy to jest wózek, ręce matki czy nosidło – nie ważne, czas na zmiany. Cieszę się, że lubi się ruszać, bawi mnie natomiast, jej maraton wokół  osiedla, biegnie z głową pochyloną do przodu i pada na twarz jak długa gdy zobaczy mrówkę – nowe ulubione zwierzę. Dzisiaj młoda odkryła, że ma cień, radość niesamowita bo się okazało, że mama też ma cień. Tyle jeszcze odkryć przed nami!

Pan ornitolog i jego rower

bird-1728083_640

Uciekinier nawiał mi dzisiaj w sytuacji, w której nie mogłam za nią ruszyć albowiem próbowałam drugorodną zapakować do onbu, nawoływania zamiast pomagać przyniosły odwrotny efekt. Młoda od jakiegoś czasu traktuje wszelkie prośby i nakazy jak zagrzewanie do walki i biegnie jeszcze szybciej. Z reguły nie lubię gdy ktoś zaczepia mi dzieci, mówi coś do nas, daje rady nie od parady i mędrkuje nie znając sytuacji, jednak dzisiaj – choć nie jestem zwolennikiem straszenia dzieci – muszę podziękować. Otóż właśnie próbowałam zapiąć drugorodną w nosidło, gdy  pierworodna niczym Usain Bolt ruszyła z kopyta, wszystko mi leci – łącznie z wózkiem bliźniaczym (na domiar tego pustym), młoda krzyczy, ja się pocę, pieroworodna biegnie patrząc na stopy i  właśnie wbiegłaby na ulice gdyby nie pan od wrony. Z początku nie zareagowała na niego ale człowiek zastawił jej drogę i powiedział, że musi uciekać do mamy bo porwie ją wrona. Pan miał fantazję, może jakiś ptasiarz, może ornitolog amator. Pan ptakolub zaczął ją „zaganiać” w moim kierunku dzięki czemu pierworodna zmieniła trajektoriom lotu i wróciła do mnie. Wrona nas nie porwała, a ja nawet swój żółwi uśmiech zamieniłam na taki z wyszczerzonymi zębami.

EURO TRIP

To już jest koniec

Skończyły się święta, skończył się długi weekend, grill zasypał śnieg,  i co teraz? Jak nadać życiu tempa, jak złapać rytm. Można iść do pracy, ale co nas będzie trzymało w kupie do piątku… Weekend?  Nie każdy ma weekend. Mój weekend jest we wtorek bo wtedy idę do pracy.

Jakie mamy opcje?

Czas zaplanować URLOP. To światło w tunelu. Wyjeżdżam z hrabinami na miesiąc, do Beneluksu. Będzie ostro bo pan M musi zostać w domu. Ja i one dwie. Taki Euro trip. Mam nadzieję, że nas nie deportują. Mam nadzieję, że dojadę do celu, nie w kaftanie bezpieczeństwa tylko w przygotowanym na tę okazje odświętnym, czystym, wakacyjnym  dresie.

Psycho planner

Jak na psychopatę przystało planuję urlop dużo wcześniej. Gdy jechałam pierwszy raz z pierworodną na wakacje miała wówczas 5 miesięcy – zapobiegawczo zrobiłam spis ważnych rzeczy do zabrania i napisałam … książkę. Nie była długa jak na e-booka bo zaledwie 15 stron. Nie zabrakło w niej informacji o najbliższym szpitalu z mapką dojazdu. Najdłuższy był rozdział leki, choroby i bóle. Z czasem dopisałam do listy mnóstwo drobiazgów łącznie z tym, jak rozrobić kalie w kąpieli. Po co? Ponieważ rok później mąż a zarazem ojciec hrabiny miał w planach spędzić SAM wakacje z pierworodną. A co ja na to – wiadoma sprawa PANIKA, ZIMNE POTY, DRESZCZE I WIZJA ŚMIERCI GŁODOWEJ DZIECKA. W końcu zmusiłam pana M do przeczytania opasłego poradnika, spojrzał na mnie i całkiem poważnie powiedział:

„Ty naprawdę myślisz, że ja jestem debilem”… Ja na to, że „skąd?!”. Przecież to dla dobra waszego i naszego powstał ten „ poradnik matki” a wówczas pan M odparł z Marsową minął, że punkt trzeci rozdziału czwartego mówi o tym, żeby na plażę ubrać jej czapkę z daszkiem i nie wychodzić między 12.00-15.00

No cóż może trochę mnie poniosło . Może zapomniałam, że jedzie z tatą a nie sama. Może gdzieś tam w mojej wizji był obóz przetrwania w dżungli amazońskiej. A jednak historia lubi się powtarzać. W tym roku jadę z pacholętami, dla odmiany SAMA, i również tworzę kolejną listo-książkę dodatkowo pomyślałam, że przecież nie zostawię tak biednego pana M żeby się zatęsknił i zanudził przez ten miesiąc i w prezencie przygotowałam  listę zadań, które może prawie dobrowolnie zrobić gdy nas nie będzie ( jest na niej kilka prac Syzyfowych).

Świat w skorupce orzecha

Czy można jechać na wakacje bez stanu przedzawałowego? Bez omdlenia,  gorączki i poczucia, że czegoś zapomniałam? Dwa lata temu mój wyjazd do ROWÓW na 3 tygodnie z jednym dzieckiem wiązał się z zabraniem połowy mieszkania ( piękna miejscowość – gorrrąco polecam, cisza, spokój, szlaki rowerowe. Mogłam bez obaw jeździć z hrabiną po lesie i nikt nie patrzył krzywo, że krzyczy. Wieczorami dziki baraszkowały pod oknami w naszych śmieciach zmuszając nas do chowania kontenera – raz przyszła wielopokoleniowa rodzina, był strach, był.) Jak się spakować z 2 dzieci… Wiem, że są wśród was WYJADACZE, że są i tacy co z noworodkiem do Meksyku mogliby się wybrać. Dla mnie wyjazd tak daleko jest jak podróż na Księżyc. Co zabrać. Jak żyć.

Co znalazłoby się na waszej liście rzeczy niezbędnych?

MOJE WEWNĘTRZNE DZIECKO

Koń jaki jest każdy widzi
Niebywałe jak zmienia się mentalność młodego metrowego człowieka gdy tylko opuści mury obronne domostwa. Po przekroczeniu bram latorośle automatycznie poczynają rozsiewać urok osobisty, powodując tym samym mrowie ochów i achów. Podczas trzeciomajowych obchodów drugorodna podbiła wiele serc uśmiechając się i łapiąc obcych za ręce, przy każdej nadarzającej się w tłumie okazji, a ja zyskałam wielu pomocników, nawet panowie zostali samozwańczo zaangażowani w podawanie kocyków, podnoszenie zagubionych trzewików i  trzymanie uciekających balonów. Pierworodna na sam widok orkiestry zaczęła tańczyć na środku placu, co mnie bardzo cieszy bo zawsze chciałam mieć tancerza w rodzinie.

Długi weekend nie rozpieszczał nas słońcem ale narzekać też nie mogę. Uwielbiam spędzać wspólnie czas niestety ze względu na pracę i obowiązki nie często możemy sobie pozwolić na taką radosną labę. Zaliczyliśmy Mini Euroland w Kłodzku, kilka kilometrów spaceru, park centralny w Świdnicy i Galerię w dżdżysty wtorek. Co prawda galeria nie jest szczytem naszych możliwości wychowawczych ale odpuściliśmy i daliśmy czadu w jupi parku na kulkach. Ponieważ młoda nie ma jeszcze 3 lat musiałam z nią wejść na konstrukcję. Jak wiadomo dzieci lęku nie czują w przeciwieństwie do mnie, w związku z powyższym latorośl ochoczo wyruszyła piankowymi schodami na szczyt konstrukcji, szukając wejścia do żółtej rury. Niestety ja wycykorzyłam i dopiero za trzecim podejściem dałam się namówić na przejście przez mostek szerokości mojej stopy. Pełna trwogi z rozdygotanymi nogami i zimnym potem na plecach przeszłam na drugi koniec konstrukcji dziękując w duchu, że liny nie pękły i obiecując sobie, że jutro już nie zjem pizzy. Nie wiem jak dzieciaki dają radę ogarnąć te kulki, mostki, poduchy i liny bo ja ledwie doszłam do rury, byłam zlana potem, bolały mnie stopy od nadeptywania na zabunkrowane piłki, klocki i inne przeszkody podrzucone przez nieletnich. Do skarpety przykleiła mi się stara guma. Dodatkowo w hopsalniach NIE MA ZASAD. Obowiązują PRAWA DŻUNGLI. Dwa razy zdeptały mnie czterolatki, ba! Przebiegły po mnie jak stado galopujących gazeli, zostałam stratowana przez nieletnich i dostałam reprymendę za „ blokowanie mostku” – tak, blokowałam rozpatrując za i przeciw, właśnie miałam przed oczami całe życie – ABO wejdę i zemdleję ABO wzrok mojego rozczarowanego dziecka mnie zabije…

Młoda cieszyła się jak ja podczas nocy wyprzedaży, nawet nie próbowałam jej odwieźć od pomysłu zjazdu rurą, miałam tylko nadzieje, że się nie zatrzymamy w połowie. Na szczęście rura nie pękła i udało mi się dojechać prawie do końca  – zaklinowałam się na zakręcie trzy metry przed miejscem zrzutu. Wyczołgałyśmy się z rury, zauważyłam również, że w tej rurze czas stanął w miejscu bo przez godzinę minęło 15 minut. Młoda jeszcze kilka razy zatarmosiła mnie na górę do rury, z pośród wszystkich użytkowników konstrukcji ja byłam najbardziej przerażona. To jak szkolenie  zielonych beretów. Zaliczyliśmy jeszcze ciuchcię, sklep z zabawkami i małe co nieco.

To się nie da
Próbowaliście ściągnąć dwulatka z ciuchci? Hrabina jeździła pięć razy aż nie skończyły nam się dwuzłotówki. Zdarłam podeszwy od tuptania w miejscu.

  • Idziemy już dosyć się najeździłaś
  • Nie
  • Kochanie, idziemy dalej
  • Nie. Mi tu.
  • Ale…
  • Nie mamo, Mi tu – Mina poważna jak podczas pertraktowania warunków umowy kupna Alaski.

W gratisie był helikopter i koń pony na monety. Podczas wyprawy upolowaliśmy  stragan sklepowy, nie wiem kogo cieszy bardziej mnie czy hrabiny ale zabawa jest przednia. Chyba sentyment bo tez miałam stragan w dzieciństwie.

Za czym kolejka ta stoi

Zabawa z pacholętami pomaga odkryć na nowo i dopieścić nasze wewnętrzne dziecko. Ponieważ rozkręciłam się w jupi parku, dałam się również namówić na zabawę na placu, z reguły jestem jedynym rodzicem, który pcha się na zjeżdżalnie ale tym razem zjeżdżalnia była dość wysoka i nie tylko weszłam bo musiałam ale (!) CHCIAŁAM i powiem wam, że inni rodzice po chwili też się pojawili. Może psychologia tłumu, a może tak naprawdę  każdy z nas ma ochotę wejść na drabinki, zjechać ze zjeżdżalni i bezkarnie pohuśtać się do podbitki. Dziecko to dobra wymówka żeby wejść boso do piaskownicy, poturlać się po mokrej trawie czy porysować kredą po chodniku. Z chęcią również zabieram się w domu do budowania bazy z koców, a że hrabiny mogłyby cały dzień siedzieć pod kocem szukam inspiracji do stworzenia bazy idealnej. Mam namiot plażowy ale wiadomo, ze dzieci nie chcą w nim siedzieć – to nie to samo co koc…

A wy dopieszczacie swoje wewnętrzne dziecko?