Kupa zabawy

 

Mały a wariat

Wiadomo, że rozmiar nie ma znaczenia, weźmy takiego Napoleona, niewielkich rozmiarów, niepozorny chłopina a narozrabiał jak mało kto. Dziś właśnie o niepozorności będzie.

Korzystając z dobrodziejstw wiosny udaliśmy się gremialnie na spacer. Rzadko mamy okazje wyjść wszyscy razem, gdy nadarzyła się sposobność ubraliśmy czyste ciuchy, przyklepaliśmy grzywy jak na dancing i wyruszyliśmy brylować na osiedlowym placu zabaw.

Hrabina przechodzi ostatnio okres chciejstwa, tzn. chce wszystko co zobaczy, nie ważne czy jest to reklama lalki czy maszynki do golenia, ona chce, chce to teraz, i chce wszystko. Po drodze na plac mijaliśmy kiosk z gazetami. Zdawało się, że taki kiosk za wiele zaoferować nie może, i tu pierwsza lekcja pokory. Kiosk to takie miejsce, gdzie możesz kupić wszystko, od kremu do golenia przez baton z ubiegłego roku, aż po serię plastikowych zabawek prosto z Chin. Po 10 minutowej próbie odwleczenia pierworodnej od witryny kiosku z towarzyszącymi w tle okrzykami ” mamo to mi” udało mi się oderwać małe, lepkie macki od szyby i odwrócić uwagę bułką z makiem. Marne to przekupstwo ale realna bułka zawsze wygrywa z nierealnym gumowym psem z gazety.

glass-920231_640

Szkieł po równo i co rusz gówno

 Na naszym osiedlu o wdzięcznej nazwie ” osiedle młodych” – młodych jak na lekarstwo. Nie mogę się jednak przyczepić do placów zabaw bo widać progres i mamy ich kilka, ba! wraz z siłowniami zewnętrznymi. Stan czystości rzeczonych placów pozostawiam już do oceny przez odpowiednie organy, niemniej po tym jak ostatnie śniegi stopniały dojrzeć można z łatwością osiedlowe PsieRWIOSNKI jak pozwolę sobie je nazwać, i choć co rusz na słupie wisi osprzęt do zebrania PsieRWIOSNKA po swoim pupilu, to nikt z nich nie korzysta, co mnie naprawdę dziwi bo te worki są ZA DARMO. Widać zbieranie kupy po psie to potwarz dla części społeczeństwa, szkoda wielka bo dla mnie potwarz to patrzeć jak członek rodziny – jakim jest dla wielu właścicieli piesio – wali kupę pod huśtawką na placu zabaw, ogrodzonym placu nota bene opatrzonym w tabliczkę z kupczącym psem z dopiskiem ZAKAZ KUPCZENIA – i udawanie, że to wszystko co tu się wydarzyło to jest prezent na Wielkanoc od zajączka.

Wracając do meritum, namierzyliśmy plac nieopodal naszego „falowca”, bardzo przyjemny albowiem o tej porze roku nawet w piaskownicy jest jeszcze trochę piachu, a szkło po butelkach rozsypane jest głównie przy karuzeli co sprawia, ze szanse nadziania się na ” tulipan” spadają o 20% w porównaniu z placem ulicę dalej, gdzie szkła solidarnie rozsypane są wszędzie po równo. Słońce nagrzało nasze skronie do tego stopnia, że całkowicie straciliśmy czujność. Radośnie z hrabinami biegaliśmy po plackach trawy – tzn. mąż biegał a ja dumnie kroczyłam z młodszą hrabiną uwieszoną na bicepsie.

 

sand-pit-1345728_640

Wiosenny wiatr rozwiewał moje loki,  a mimo to wraz z każdym podmuchem markotnieliśmy, co rusz sprawdzając czy któraś z hrabina przypadkiem nie postanowiła się właśnie w tej chwili wypróżnić … zmyleni kierunkiem wiatru uznaliśmy, że to zbiorowy omam węchowy. W pewnym momencie ojciec hrabin poszedł pohuśtać pierworodną i usłyszałam z oddali jak stanowczo obwieszcza hrabinie, że sprawa którą zgłasza to zadanie dla mamy. Jak można się domyślić hrabina weszła w kupę brudząc but ze wszystkich stron, odruchowo sprawdziliśmy nasze obuwie i okazało się że cała rodzina weszła zgodnie w tą samą kupę – z pozoru niegroźna i prawie niezauważalną, skrzętnie skrytą w kępie trawy, a jednak czuliśmy, że coś się święci zrzucając winę na rolników i ich ekologiczne nawozy naturalne.

Reasumując, dzień dzisiejszy nauczył nas pokory dla maluczkich, bo choć psia kupa była niewielkich gabarytów – skutecznie wypędziła całą rodzinę z placu.

Znajdziecie mnie również na PatiCafe

 

Advertisements

Autor: matkahrabiny

Pracuję, bloguję i opiekuję sie dwiema hrabinami, dzięki którym każdy dzień jest wspaniałą przygodą. Wszystkie teksty zamieszczone na tej stronie są mojego autorstwa i stanowią moją własność. Kopiowanie bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione

18 thoughts on “Kupa zabawy”

  1. ech… Ciesz się Kochana, że
    1. kupa była mała
    2. jest wiosna …

    pamietam czas, jak moja wówczas 3-latka weszła w ogromną kupę w sandałkach….

    I tak to w sobotę rano, przed śniadaniem .. pogadałam o kupię 🙂

    buziaczki

    Lubię to

  2. Nie dziwię się, że Cie to irytuje, chociaż jestem posiadaczką psa, która oczywiście po nim sprząta, to samą mnie doprowadza do szału to jak inni nie potrafią tego ogarnąć i zrozumieć. W tym momencie przypomina mi się tekst mojego taty sprzed chyba roku, kiedy sprzątając po swoim psie usłyszał od pewnej Pani również posiadaczki psa, że po co to robi skoro i tak tyle osób nie sprząta po swoich pupilach, na to on zadał jej pytanie czy jak jej pupilek narobi w domu to czy też po nim nie sprząta i się skończyło 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. ja akurat mieszkam na wsi więc tego problemu nie mam 😛 chociaż jak człowiek na wsi wychowany to mu się taki radar antykupowy wykształca 😛 po psie to jeszcze pół biedy, ale krowie placki… ? 🙂

    Lubię to

  4. Widzę kilka przyczyn takiego stanu rzeczy:
    1) Nie wiem jak w innych miastach, ale u mnie za wrzucenie odchodów do zwykłego kosza dostaje się mandat wyższy niż za nieposprzątanie po psie.
    2) Ludzie pewnie wcale tak bardzo nie brzydziliby się sprzątać po swoich psach, gdyby nie mieli w głowach przekonania, że wszyscy wokół rzucają im kpiące spojrzenia. Wciąż nie ma mody na sprzątanie po zwierzakach, dla ludzi to jak złamanie jakiegoś tabu. Nie uczą też tego swoich dzieci, bo wiedzą, że w gronie rówieśników nie jest to dobrze odbierane. A szkoda, bo powinniśmy porządnie wyedukować młode pokolenie, by to swoiste tabu przełamywało i uczyło się, że sprzątanie to rzecz naturalna.

    Pamiętam, że z koleżankami całe dnie spędzałyśmy na kocach na trawie za albo przed blokiem. Teraz dziecku bym na coś takiego nie pozwoliła, bo cały teren wokół jest zaminowany.

    Polubione przez 1 osoba

  5. Cóż… mentalnie to my jesteśmy gdzieś na Czarnym Lądzie. Czarno w głowach, czarno na umyśle. I można trąbić, edukować, grozić grzywną… a i tak zawsze gdzieś, znajdzie się ktoś, ciemny jak tabaka w rogu. My z Zaciechami rokrocznie z niebywałą wręcz radością wyczekujemy istnej „wiosennej inwazji gó…n” na trawnikach tudzież chodnikach…

    Lubię to

  6. Sama mam psa, więc dziwi mnie, że inni nie sprzątają po swoich. Ale z tymi darmowymi workami to u mnie nie bardzo. Koszy też jak na lekarstwo i nieraz niestety się zdarza, że dobre pół spaceru minie zanim się coś trafi. Myślę, że ogólnie miasto powinno też zwrócić na to uwagę. Ale tak czy siak sprzątać trzeba! Nienawidzę tego jak idąc z moim psiakiem po trawniku muszę non stop być uważna jak na polu minowym.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s