JA TORBACZ. SŁÓW KILKA O NOSZENIU W CHUŚCIE.

Detail from „The Rutland Psalter”, medieval (c1260), British Library Add MS 62925. f 47r

Nosisz swojego torbacza?  Mi chusta ratuje przysłowiowy tyłek.  Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że moje życie bez chusty było o niebo cięższe. Wiem co mówię, bo do chusty dojrzewałam kilka miesięcy. Z początku wiązanie chusty wydawało mi się tożsame z zakładaniem kimona… 5 metrów materiału i ja w środku, że o dziecku nie wspomnę. Abstrakcja. Broniłam się jak mogłam.

Po narodzinach moje dziecię leżało na mnie całymi dniami, ewentualnie pozwalało się nosić na rękach. O odłożeniu do łóżeczka nie było mowy. O drzemce w dzień – tej utopijnej z gazet dla mam – nie było mowy, młodą budziło brzęczenie komara u sąsiada z bramy obok.

Wiedziałam, że z czasem ręce odmówią posłuszeństwa i rozglądałam się za czymś co mogłoby mi pomóc. Najlepiej gdybym znalazła gdzieś robotyczne ramię. Takie, które chodziłoby za mną i nosiło młodą w wybranej przez nią pozycji. Jeszcze lepiej byłoby, gdybym miała do pomocy bionicznego człowieka, który bez wynagrodzenia byłby do dyspozycji 24h/ dobę. Mógłby nosić młodą kiedy płacze, pokazywać jej listki na drzewach, nosić po parku i ogrodzie, bawić się z nią w „kłuje nie kłuje” ( ulubiona zabawa hrabiny). Niestety pomimo dobrych chęci ani na Allegro ani na Amazonie nie znalazłam takiego ramienia.

TORBA

W ręce wpadła mi książka „Co nieco o rozwoju dziecka”. Znalazłam w niej kilka cennych uwag i niestety rekomendację torby do noszenia dziecka. Była to torba na jedno ramię, w której nosi się bąbla w pozycji kołyski. Ponieważ polecał ją znany fizjoterapeuta uznałam, że musze ją mieć. Wydałam sporo monet na zakup owej torby. Próbowałam w niej ulokować młodą. DRAMAT. Ni jak mi nie wychodziło, to głowa krzywo, to dziecko jest za głęboko… torba nadawała się jedynie do noszenia warzyw z targu do domu. Szkoda czasu i pieniędzy. Moja pierwsza recenzja produktu – TORBA NA DZIECKO, HIT CZY KIT – zdecydowanie KIT, drogie mamy nie kupujcie.

NOSIDŁO CZY WISIADŁO

Młoda rosła, była coraz cięższa, a ja z bólu chciałam odrąbać sobie nadgarstki ( kto nosił latorośl, wie o czym mówię). Dostałam w prezencie nosidło. Dostępne w wielu sklepach i marketach, koszt około 200 złotych, możliwość noszenia przodem, tyłem etc. Kilka razy udało mi się wsadzić w nosidło hrabinę. Po 20 minutach noszenia czułam jak klamra i pasek wpijają mi się w kark. Intuicyjnie zrezygnowałam z owego WISIADŁA.

W tym miejscu warto wspomnieć, że w Internecie możecie znaleźć setki wisiadeł, które w nazwie mają „ergonomiczne”. Wiele z nich jest bardzo drogich co również może zmylić – bo przecież jeśli wisiadło kosztuje 600 zł to musi być dobre. Niestety nie. Prawo rynku, każdy może dopisać do nazwy „ergonomiczne”. Wisiadło można poznać po wąskim panelu, opcji noszenia przodem do świata oraz usztywnieniom, które zamiast pomagać szkodzą, uniemożliwiając dziecku utrzymanie fizjologicznej krzywizny pleców.

CHUSTA

Zanim kupisz chustę, spotkaj się z doradcą lub kimś kto nosi dziecko w chuście. Zapisz się do grupy na facebooku ,  jest ich bardzo dużo, głównie są to grupy sprzedażowe jednak członkowie  służą poradą w zakresie doboru chusty. Możesz poszukać lokalnej grupy chustujących rodziców. Ja taką znalazłam przez media społecznościowe, prócz nawiązania nowych ciekawych znajomości, możecie wymienić się doświadczeniami z innymi rodzicami, a jeżeli nie masz pieniędzy na spotkanie z doradcą, spotkanie z lokalnymi „chustoświrkami” może okazać się zbawienne – bardzo często wśród członków takich grup są sami doradcy, którzy przy kawie i ciastku z chęcią podpowiedzą co robisz źle i jak zrobić to lepiej.

Gdzie kupić pierwsza chustę? – oczywiście możesz kupić nową w sklepie, ale będzie wymagała złamania. Ja kupiłam używaną i jestem z niej bardzo zadowolona. Na sam początek polecano mi chustę tkaną o splocie skośno-krzyżowym więc podaję tą informację dalej.

Pierworodną nosiłam w chuście w okresie ciąży. Ponieważ różnica wieku między hrabinami jest niewielka, pierworodna nie chodziła i wymagała częstego noszenia. Najwygodniej zarzucić latorośl na plecy, jednak jeśli masz opory zaopatrz się w Onbu.

NOSIDŁO MIĘKKIE

Mam i nigdy już się go nie pozbędę. Uwielbiam nasze nosidło. Onbu – jest nosidłem miękkim, w którym nosi się dziecko głównie na plecach. Wygląda jak plecak i jest bardzo wygodne. Sama najchętniej weszłabym do środka. Noszę w nim zarówno pierworodną, jak i drugorodną. Sprawdza się w każdej sytuacji i nie trzeba znać wiązania ani owijać się belą materiału.

REASUMUJĄC

Moje życie przed chusta i Onbu było bolesne. Nosiłam usztywniacze na nadgarstkach, miałam blokadę, która nic mi nie pomogła, masowałam, chuchałam i dmuchałam a nadgarstki ciągle bolały. Zdiagnozowano u mnie przypadłość o nazwie tak dziwnej, że nie potrafię jej  wymówić – „Zespół de Quervaina – czyli zapalenie pochewek ścięgien nadgarstka”, potocznie nazywane „ kciukiem matki” i ta nazwa o wiele bardziej przypadła mi do gustu. Od kiedy młodzież siedzi w chuście lub Onbu mogę pozwolić sobie na więcej luksusów – np. wypić kawę, zjeść czy ugotować obiad. I najważniejsze – nadgarstki już mnie nie bolą! Oczywiście jeśli ktoś nie nosi i nie zamierza, to chusta przyda mu się jak mi rowerek treningowy, z którego zrobiłam wieszak na swetry. 

Advertisements

Autor: matkahrabiny

Pracuję, bloguję i opiekuję sie dwiema hrabinami, dzięki którym każdy dzień jest wspaniałą przygodą. Wszystkie teksty zamieszczone na tej stronie są mojego autorstwa i stanowią moją własność. Kopiowanie bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione

26 thoughts on “JA TORBACZ. SŁÓW KILKA O NOSZENIU W CHUŚCIE.”

  1. Noszenie w chuście to świetny sposób na odciążenie bolących rak czy kręgosłupa 🙂 co do torby na dziecko – jako fizjoterapeutka, nie mam pojęcia kto mógł coś takiego w ogóle polecać…

    Lubię to

  2. Dla Matyldy miałam zwykłą pościelówę – umęczyłam się, później Tula. Dla Kajetana miałam elastyka – lubiliśmy się bardzo, teraz w dalszym ciągu Tula – uwielbiamy! Ta bliskość, ta miłość, to ciepło – kocham.

    Lubię to

  3. Ja i przy pierwszej córce i drugiej zastanawiałam się nad chustą. Ale bałam się ze nienporadze sobie z wiązaniem a poradzę wydane na chustę pójdą do kosza. Trochę żałuję bo pewnie ułatwiła by mi życie w niektórych przypadkach, ale na szczęście moja młodsza to anioł jak na razie i chusta nie była must have.

    Lubię to

  4. Pierwsze dziecko było totalnie na nie jeśli chodzi o chustę. Próbowałam wszystkiego i krzyczała non stop – za to pokochała nosidło. Niebawem urodzę drugie i też mam zamiar próbować. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

    Lubię to

  5. Szczerze mówiąc, to u nas chusta się nie sprawdziła. Moje dziecko strasznie płakało po zamotaniu. Na szczęście lubiła posiedzieć w leżaczku i poobserwować, gdy coś robię lub czołgać się po podłodze. Gdybym miała drugie, kupiłabym pewnie miękkie nosidło ergonomiczne typu Mei Tai (tak to się pisze?).

    Lubię to

  6. Przyznam, ze moje dzieci nie wymagały szczególnego noszenia, chociaż czasami przydałaby się taka chusta, gdy było coś pilnego do zrobienia.

    Lubię to

  7. Zgadzam się, chusta ratuje tyłek! Tez przechodziłam podobne etapy do Ciebie – łącznie z zakupem wisiadła, które było niewygodne i dla mnie i dla małej! Teraz chcę kupić nosidło – myślałam o ergonomicznym, ale bardzo zachęciłaś mnie do onbu! Dzięki za podpowiedź 🙂

    Lubię to

  8. Bo chusty i nosidła to cudowne wynalazki, zaraz obok przewijaka i krzesełka do karmienia (mój top przydzieciowych pomocników). Dają wolność naszym dłonią, a nasze dzieci czują się w nich tak blisko i przytulnie 🙂 Uwielbiam bycie mamą kangurzycą 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s